Tysiące godzin na sali, litry wylanego potu, setki prób i pomysłów – to codzienność Magdaleny i Grzegorza, którzy odnoszą wielkie sukcesy z tańcu. Lublinianie mogą pochwalić się wicemistrzostwem Polski, ale jak sami mówią: ich cele nie zostały jeszcze osiągnięte.

Na co dzień Magdalena Abramowicz i Grzegorz Zmokły trenują w Szkole Tańca Zamek Lublin. Swoją taneczną przygodę rozpoczęli jako małe dzieci.

Grzegorz postawił na taniec nowoczesny. Kiedy jednak jego grupa zaczęła się wykruszać, instruktor powiedział mu, że ma talent i nie może tego zmarnować.

– Poszedłem więc w ślady siostry i spróbowałem swoich sił w tańcu towarzyskim. Grupa była liczna grupa, było sporo dziewczyn, jak i chłopców. Przekonałem się – wspomina Grzesiek.

Zwłaszcza, że taniec towarzyszki od lat cieszy się ogromnych zainteresowaniem. Szybkie ruchy, efektowne figury i mieniące się kolorowe stroje, od których nie sposób oderwać wzrok.

Chwycić za serce

Magda urodziła się tancerką. – Już od najmłodszych lat byłam zafascynowana tańcem. Ciągle chodziłam na palcach i kręciłam piruety. Wtedy do naszego przedszkola przyszedł Jacek Jelinek, który prowadził tam zajęcia – opowiada Magda.

Zajęcia w przedszkolu to było jednak dla niej za mało. – Za namową sąsiadki mama zapisała mnie do klubu pana Jacka. Najpierw tańczyłam w grupie początkującej, później jako 9-latka miałam już swojego „stałego” partnera, którym był Patryk Waśkowicz. Nasza kariera trwała aż do momentu uzyskania jednej z najwyższych klas tanecznych – podkreśla.

Tancerze towarzyscy szukając swojego stylu, są czasem zmuszeni do zmiany partnera. – Ciężko jest trafić na osobę, która będzie miała w tańcu te same priorytety – przyznaje Magda. I właśnie tak w 2013 roku trafiła na Grześka, z którym do teraz tworzą parę, która swoimi choreografiami chwyta widzów za serca.

Taniec to dla nich teraz jeden z najważniejszych elementów w życiu, a na sali mogliby spędzać każdą chwilę. – Czułem się bardzo przytłoczony, kiedy musiałem zajmować się czymś innym. Wejście na salę taneczną było dla mnie takim poczuciem wolności. Poczułem się spełniony – wyznaje Grzesiek.

Obecnie biorą udział w najważniejszych turniejach na świecie. Spełniają się również jako trenerzy. – Taniec towarzyski to dla nas sposób na życie. Skończyłam architekturę krajobrazu, jednak nie umiałam się do niej przekonać jak do tańca. Jestem prawdziwą tancerką z krwi i kości – mówi Magda.

A potem się zaczęło

Kariera taneczna pary poszybowała w ostatnim roku. – Jesteśmy aktualnymi drugimi wicemistrzami Polski w tańcach latynoamerykańskich. Uczestniczyliśmy w mistrzostwach Europy w Paryżu, gdzie zajęliśmy 20 miejsce – wylicza Grzesiek.

– To świetny wynik. Byliśmy wśród jedynie dwóch par, które miały okazję reprezentować Polskę na tak wysokich rangą mistrzostwach – dodaje Magda.

Na swoim koncie mają również zdobycie 1 miejsca WDSF International Open w Kijowie oraz 3 miejsca WDSF International Open w Kownie, a także 1 miejsce w Rising Stars w Madrycie. Gościli również w finałach turniejów rangi WDSF International Open w Berlinie i Ostrawie.

To jednak nie wszystkie ich sukcesy. – W tym roku udało nam się również pojechać na mistrzostwa świata w Moskwie. Do turnieju są nominowane dwie pary reprezentujące swój kraj. Otrzymaliśmy nominację pośrednio, po ogłoszeniu przez wicemistrzów Polski kontuzji. Mogliśmy zająć ich miejsce, co było dla nas niesamowitym wyróżnieniem – mówi tancerka.

– Postanowiliśmy wykorzystać naszą szansę i pokazać się jak najlepiej. Zajęliśmy 38 miejsce na ponad 80 par z całego świata – uzupełnia Grzesiek.

Najważniejszy jest cel

Podczas ich współpracy nie ma miejsca na przypadki. Para wyznaje zasadę określania celów i dążenia do ich spełnienia. – Jest to dość popularna metoda budowania swojej ścieżki kariery. My zdecydowaliśmy się na nią ponad rok temu – mówi Magda.

– Konstruktywna dyskusja pozwoliła nam określić realny do osiągnięcia cel, który znalazł się na samej górze piramidy. Droga do niego usłana jest wieloma cegiełkami, jak na przykład występ na mistrzostwach świata, który przytrafił nam się znacznie szybciej, niż zamierzaliśmy – opisuje Grzegorz. – W naszej piramidzie celów jest też miejsce na mocne i słabe strony.

Para wyznaje zasadę, że taniec to dyscyplina sportowo-artystyczna. – Oznacza to, że kierujemy się zasadami zaczerpniętymi zarówno ze sportu, jak i ze sceny – przyznaje Grzesiek.

– Obecnie panuje trend, w który taniec staje się bardziej sportowy. Figury z góry mają narzuconą formę. Zaczyna brakować tej wolności, ekspresji – mówi Magda. – A właśnie na tym najbardziej nam zależy. Chcemy być poprawni technicznie, ale przy tym chcemy swoim tańcem, ruchem i przekazywaniem emocji poruszyć widza i wywołać w nim emocje.

Właśnie to młodzi tancerze uznają za swoją najmocniejszą stronę w tańcu. – Uwielbiamy to uczucie, kiedy widzowie wstają po naszym pokazie do standing ovation, albo właśnie przeciwnie, kiedy jeszcze długo po występie siedzą w ciszy i mają na twarzach wypisane takie WOW – uśmiecha się Grzesiek.

– To jest jak takie dotknięcie ich duszy – dodaje Magda.

– Nie możemy powiedzieć, że każdy nasz pokaz się tak kończy. Zdarzyło się to kilka razy w naszej karierze, ale właśnie dla takich chwil warto tańczyć – zapewnia Grzesiek.

Grunt to kondycja

Jednak emocje w tańcu to nie wszystko. Jego sportowy aspekt wymusza na tancerzach bardzo dobre przygotowanie kondycyjne, techniczne i współpracę w parze. – Jest to kluczowe, by stać się dobrym tancerzem. Są to tysiące godzin na sali, litry wylanego potu i setki prób i pomysłów – precyzuje Grzesiek.

– Taniec nie jest jeszcze sportem mierzalnym. Nasza federacja taneczna stara się cały czas dostosowywać kryteria oceniania tak, aby jak najbardziej przypominały te sportowe. Teraz są one już podobne do wytycznych w łyżwiarstwie figurowym, jednak to jeszcze nie jest to. Na parkiecie występuje 6 par, a sędziowie oceniają różne choreografie jednocześnie – opisuje Magda.

Jest jeszcze jeden ważny element, z którym musi zaprzyjaźnić się każdy tancerz towarzyski. Prezencja. – Parkiet to nasza scena. Przygotowujemy się wizualnie do tego, żeby sprzedać jak najlepszy performance. Tak jak aktor wychodzi na scenę i odgrywa swoja role, tak i my tańcząc wcielamy się w jakieś postaci – mówi Grzesiek.

Makijaż i stroje

Za przygotowaniem strony wizualnej idą godziny poświęcone na makijaże, fryzury, przygotowanie odpowiedniego koloru skóry i zjawiskowych strojów.

– Moje przygotowanie turnieju zaczyna się czasami nawet tydzień wcześniej. W sezonie zimowym musimy przygotować naszą skórę tak, aby miała brązowy kolor, by jak najbardziej przypominać wyglądem latynoski. Ma to też również inne zadanie: mięśnie przy takim odcieniu skóry wydają się bardziej zarysowane, przez co tancerz prezentuje się lepiej – wyjaśnia Magda.

Poza przygotowaniem skóry przed każdym turniejem, zarówno Magda, jak i Grzesiek muszą poświęcić czas na przygotowanie swoich strojów. – Mimo, że kilkukrotnie występujemy w tych samych strojach, to musimy o nie bardzo dbać. Wyklejone dużą ilością błyszczących się kamieni, często bardzo szybko je tracą. Musimy doklejać w puste miejsca kolejne błyskotki – dodaje Magda. Do przygotowań przed turniejem tanecznych dochodzi jeszcze zrobienie fryzury oraz makijażu.

Strój w tańcu towarzyskim to niestety nie tylko dodatek. – Wpływa on na postrzeganie pary na parkiecie. O ile panowie nie mają wielkiego wyboru przy koszuli i spodniach, tak panie przebierają w przeróżnych wzorach i kolorach – mówi Grzesiek.

– Dzięki dobrze dobranej sukience możemy zostać zauważeni. Ta sukienka może przekładać się na sukces całej pary – dodaje Magda.

Dziś stroje Magdy przygotowywane są w Kravcovni, pracowni strojów tanecznych Ewy Skoczeń-Citko. – Kiedyś postawiłam na to miejsce i szyłam stroje odpłatnie. Teraz jestem ambasadorką marki i mam to szczęście tańczyć w jej wyjątkowych sukienkach na turniejach na całym świecie – mówi Magda. – Odkąd zaczęłam występować w sukienkach Kravcovni wiele osób zwróciło na nas większą uwagę na parkiecie.

– Sukienki Magdy przyczyniają się do naszego wspólnego sukcesu, jednak mam nadzieję, że i nad moim wizerunkiem będzie chciał ktoś popracować – śmieje się Grzesiek.

Partner na życie

Całe dnie na parkiecie, treningi do późnych godzin wieczornych i weekendy spędzone na turniejach. To nie sprzyja znalezieniu swojej drugiej połowy. – Wszystko da się pogodzić, ale jest to bardzo ciężkie. Jesteśmy pochłonięci tańcem i będąc zamkniętymi w tym tanecznym gronie, ciężko nam poznać nowe osoby – wyznaje Grzesiek.

Magda znalazła swoją miłość. – Los tak chciał. Jestem bardzo szczęśliwa. Jednak muszę przyznać, że był to przypadek. Poznałam mojego chłopaka akurat, gdy zmagałam się z kontuzją i wtedy przez jakiś czas nie trenowaliśmy – uśmiecha się Magda. – Udało mi się stworzyć stabilny związek też z innego powodu. Moja ścieżka zawodowa była już ustabilizowana. Mój chłopak musiał zaakceptować moje zajęcie i czas jaki mu poświęcam – dodaje.

– Ja nie miałem tyle szczęścia. Może kobiety są w tej kwestii mniej wyrozumiałe i pragną mieć swojego mężczyznę na wyłączność, a ja jednak wymagam kompromisów – uśmiecha się Grzesiek. – Póki nasza kariera rozwija się bardzo sprawnie, chcemy to wykorzystać. Może nie za wszelką cenę, ale jak już jesteśmy na fali, to chcemy płynąć razem z nią – dodaje.

Zdjęcia: Aleksandra Szyszko/ Sławomir Kuciński Foto S-ka

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o