Konie od zawsze były blisko, wokół domu, na łąkach obok. Na jednej z rodzinnych fotografii Paweł Jachymek ma 5 miesięcy i siedzi na kucyku. Wtedy jeszcze nie wie, że w jego dorosłym życiu te zwierzęta odegrają ważną rolę i będą mu nadal towarzyszyły każdego dnia. Jednak to nie kucyk z fotografii zajmie serce Pawła. Zrobi to wiele lat później całkiem inny koń.

– Teraz to wiadomo – śmieje się Paweł Jachymek, trener koni z Piotrowic koło Lublina. – Moim ulubionym i ukochanym konikiem jest Wicher. On jest dla mnie numerem jeden, mimo że faktycznie miałem wiele koni w ciągu tych lat.

Osiągnąć więcej

Jak wiadomo, miłość nie wybiera. Wicher ma 15 lat, z Pawłem jest od źrebaka i razem już niejedno przeżyli. Mężczyzna od najmłodszych lat zajmuje się z końmi, testował wiele metod pracy, czytał mnóstwo książek, zawsze wybierając z nich to, co najlepsze dla koni i dla niego, jako jeźdźca. Dziś, kiedy zawodowo pracuje jako trener młodych koni, nadal nie rozgranicza jeździectwa na naturalne czy klasyczne, choć zgadza się, że taki podział faktycznie w środowisku istnieje.

– Słabe jest to, że te dwa nurty ze sobą walczą. Jest to całkowicie zbędne, bo jedni od drugich mogą się sporo nauczyć – zauważa.

Początki z Wichrem nie były jednak takie kolorowe, tym bardziej, że koń był młody, impulsywny, a i nauczyciel mało doświadczony. W tym czasie w lubelskiej stajni było wiele koni, jednak wybór padł na Wichra. Dlaczego tak się stało?

– Tak po prostu wyszło – wspomina Paweł, który chciał sobie udowodnić, że można z koniem zrobić więcej niż tylko na nim jeździć. Prowadziła go młodzieńcza ciekawość i zapalczywość, każdego dnia testował elementy kaskaderskie, tresurę czy pracę z ogniem. I zawsze chciał osiągnąć więcej. Mnóstwo godzin spędzonych na nauce wkrótce zaczęło dawać efekty.

Cena ryzyka

Dziś Wicher kładzie się na zawołanie, siada, staje dęba, atakuje, przejeżdża przez kartonową ścianę, nie boi się słupa ognia. Występuje m.in. na: Cavaliada Tour Międzynarodowych Zawodach Jeździeckich i na licznych planach filmowych. Ma na swoim koncie również sesje zdjęciowe z modelami. Skradł niejedno kobiece serce.

– Z Wichrem mogę się zamknąć w dużym pudle i on tam będzie leżał, dopóki tego pudła nie otworzę. To jest niezwykłe, ponieważ konie mają klaustrofobię i takie zadanie nie należy do prostych w wykonaniu. Bardzo się cieszyłem, kiedy to ćwiczenie wyszło mi poprawnie po raz pierwszy – opowiada.

Rodzina wspierała. Mama martwiła się o syna, ale nie chciała ograniczać jego pasji. Tata, z racji że sam jest trenerem jeździectwa, motywował rozsądnie stawiając poprzeczkę coraz wyżej. Paweł chłonął wiedzę ze skoków i jazdy sportowej, ale sztuczki z Wichrem sam ćwiczył w ukryciu i dopiero potem chwalił się rezultatami. Potrafił ćwiczyć całą noc. Duet Wicher – Paweł nabierał kolorów. Coraz więcej umiejętności, coraz więcej pomysłów. Dla młodego chłopaka nie było ograniczeń. Nie istniało takie słowo jak „ryzyko”, choć nie było przecież tajemnicą, że jeździectwo to niebezpieczny sport.

Zaklinanie koni

– Półtora roku temu miałem dość poważny wypadek, zerwałem sobie bark, 3 ścięgna, miałem popękane kości i 7 miesięcy przerwy. Dopiero po tym czasie wróciłem do treningów. Wtedy do mnie dotarło, że może być niebezpiecznie. Pracuję przecież z trudnymi końmi, młodymi, naprawiam te zepsute, koryguję je. Koń łatwo się uczy i dobrego i złego. Jego pamięć nigdy się nie zeruje. Koń, który mnie połamał nie akceptował jeźdźca na górze, a ja nie doceniłem przeciwnika – przyznaje.

Na co dzień Paweł pracuje średnio z 8 końmi, doprowadza je do pewnego oczekiwanego poziomu i oddaje właścicielowi. Podkreśla, że „zaklinanie koni” nie ma w sobie nic z magii, jest tylko ciężką pracą każdego dnia. Te zwierzęta trzeba poznać. Konie mają świetnie rozwinięty słuch, wzrok, czytają w nas jak w otwartej księdze. Wiedzą w jakim jesteśmy nastroju i odbierają naszą energię. One wiedzą już to, czego my dowiemy się dopiero za chwilę.

Wicher kradnie kobiece serce

W trakcie jednego z treningów Pawła odwiedza koleżanka i przedstawia mu Sylwię słowami „przyprowadziłam ci żonę”. Nikt tych słów nie traktuje poważnie, wszyscy wybuchają śmiechem. Na początku między nimi nie ma chemii, nie przypadają sobie do gustu, dopiero drugie i kolejne spotkania przełamują lody.

– Pamiętam, jak Paweł zaprosił mnie na kolację z okazji moich imienin do Tarasów Zamkowych. Stolik był przygotowany na dachu. Czekałam i czekałam, a on nagle pojawił się na koniu, z bukietem kwiatów i pierścionkiem zaręczynowym. Wicher wyglądał rewelacyjnie i był bardzo grzeczny. Bez kłopotu wszedł po schodach. Byłam oniemiała. Takich zaręczyn się po prostu nie odrzuca – wspomina Sylwia, trenerka koni sportowych, prywatnie żona Pawła.

Nie jest zazdrosna o Wichra i nigdy nie była, choć wie, że dla Pawła to szczególny koń, ale tak są umówieni, że konie ich mają łączyć, a nie dzielić. Końskim wybrankiem Sylwii jest 5-letni koń, z którym trenuje pod kątem sportowym.

– Paweł ma niesamowity talent do koni, wiadomo przebywał wśród nich od dziecka. Metody, jakie podpatrywał u różnych trenerów pomieszał ze sobą i w efekcie nauczył się perfekcyjnie czytać sygnały płynące od koni. To pozwala mu na idealną komunikację w trakcie treningu. W tym duecie koń szybko wie, że to Paweł jest przywódcą – mówi kobieta.

Mężczyzna idealny, który wychwyci najsubtelniejsze sygnały wysyłane w jego kierunku. Raj na ziemi dla kobiety?

– Niestety to tak nie działa – śmieje się Sylwia, po czym dodaje, że kobiety są dużo bardziej skomplikowane niż konie, które w swoim zachowaniu są dość prostolinijne.

Konie połączyły ich pasję z pracą. Od wczesnych godzin, bywa że i do północy są na nogach, Paweł układa pod siodło młode konie, Sylwia trenuje i jeździ na pozostałych koniach. Razem karmią i sprzątają stajnię.

– Nie ma co ukrywać, bywają momenty, że rutyna daje się nam we znaki. W pracy razem, w domu razem, można poczuć się zmęczonym. Ale wtedy pojawiają zawody, czasem wywiad albo ciekawy projekt do realizacji. I znów jest poczucie, że robimy to, co kochamy – wyznaje.

Na planie filmowym

Pewnego dnia dzwoni Włodzimierz Kołakowski, współpracujący z Markiem Sołkiem koordynatorem kaskaderów ziemnych i konnych na planie. Montują właśnie ekipę do filmu „Legiony” w reżyserii Dariusza Gajewskiego i Wicher jest dla nich numerem jeden.

Sylwia i Paweł cieszą się, że będzie działo się coś ciekawego, pojadą w nowe miejsce, porzucą stajenną codzienność. Dla Pawła to również okazja, aby wyrwać się do innego świata, pobyć z ludźmi, bo na co dzień rozmawia głównie z końmi w stajni.

Decyzja zapada niemal natychmiast – Wicher jedzie na plan filmowy. Nikt wtedy jeszcze nie przypuszcza, że będzie to ich największa przygoda filmowa, najbardziej wymagająca, a na planie spędzą ponad miesiąc czasu. Film opowiada o bojowym czynie Legionów Polskich z lat 1914-1916, czyli od wymarszu z Oleandrów aż po bitwę pod Kościuchnówką. Epilogiem są wydarzenia z listopada 1918. Występują m.in.: Sebastian Fabijański jako Józek „Wieża”, Bartosz Gelner jako Tadeusz Zbarski, Jan Frycz jako Józef Piłsudski.

Dubler Szyca

Wicher w „Legionach” był koniem Borysa Szyca, który w filmie gra rolę rotmistrza Zbigniewa Dunina Wąsowicza. Wicher gra klacz – Chochlę. Paweł pamięta ten moment, kiedy dowiedział się już na planie, że poszukują do jednego z epizodów dublera Borysa Szyca.

– Tak sobie pomyślałem, że się zgłoszę. Do wykonania był bardzo trudny element: upadek w galopie z koniem. Kiedyś na planach kompletnie nie zwracano uwagi na konie i ich zdrowie, robiło się tzw. podsieczki, czyli była linka do kopyta przywiązana i w pełnym galopie za tę linkę się pociągało. Zwykle część koni ginęła. Ale to były dawne czasy – zauważa Paweł.

Dziś specjalnie przygotowywany jest teren, aby był odpowiednio miękki i konie również są nauczone, aby kłaść się na znak. Jako dubler Paweł został odpowiednio ucharakteryzowany i przefarbowano mu włosy na blond, tym samym dość szybko otrzymując ksywę „blondyna”.

Na planie filmu było około 20 koni, które miały role w ciężkich scenach np. jazdy między wybuchami czy najazdy na okopy. To była sztuka czekania zarówno dla aktorów, jak i koni.

– Bardzo szybko konie nauczyły się słowa „akcja”. Bywało, że czekano np. 3 godziny i nagle pada słowo „akcja” i wtedy wszystkie konie gotowe. Uszy do góry i idziemy na robotę. Takie mądrale – wspomina Paweł.

Wicher, mimo że ma spore doświadczenie w filmach historycznych, nadal mocno je przeżywa i Paweł wie, że sceny np. szarży bardzo go stresują. Zdecydowanie lepiej znosi elementy tresury, które miał np. do wykonania na planie filmu „Plagi Breslau” Patryka Vegi. Tam stawał dęba na manekinie. W tym filmie został całkowicie przemalowany na konia karego ze skarpetami. Wszelkie malunki znosił bardzo dzielnie. Nie ma dla niego zadania nie do wykonania i jest najlepszym przykładem, co można osiągnąć pracując z koniem metodą naturalną. Premierę filmu „Legiony” zaplanowano na 20 września w kinach.

Nie ma takiej opcji

Paweł Wichra zna. Wie, że jest koniem szybkim i energicznym. Borys dopiero Wichra poznaje. W scenie, gdzie koń ma jechać szarżę i galopować w pełnym cwale przez pół kilometra łąki z Borysem na grzbiecie, Paweł jest zielony z nerwów, czy aby popręg jest dobrze podpięty, czy z siodłem wszystko w porządku, czy nic się nie urwie. Serce wali mu jak oszalałe. Wszystko przebiega jednak zgodnie z planem. Scena dobiega końca. Borys jest niezwykle zadowolony z Wichra. Pyta Pawła, czy nie chce go sprzedać.

– Powiedziałem, że nie ma takiej opcji, choć Borys do samego końca podtrzymywał swoją propozycję – śmieje się Paweł.

W tych filmach brał udział Wicher

2015 – Bitwa Pod Krojantami – produkcja 2015, Chiny, Francja, Polska

2016 – Wołyń, reż. Wojciech Smarzowski

2017 – Polska niepodległa – historia w ożywionych obrazach. reż. Marek Brodzki

2017 – Legiony reż. Dariusz Gajewski

2018 – Plagi Breslau reż. Patryk Vega

2018 – Katarzyna Wielka, serial HBO

2019 – PLANETA SINGLI 3, reż. Sam Akina, Michał Chaciński

Zdjęcia: Julia Dunia laureatka V Ogólnopolskiego Konkursu Fotograficznego „Lubelskie. Smakuj życie” za zdjęcie „Konie i światło”

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o