Teatr im. Hansa Christiana Andersena w Lublinie kończy w tym roku 65 lat. Ale do emerytury mu nie spieszno. Energetyczni aktorzy, świetne spektakle i eksperymenty z mieszaniem konwencji to mieszanka wybucha, która może zawrócić w głowie.

Teatr został stworzony w 1954 roku jako Państwowy Teatr Lalki i Aktora. Na jego siedzibę przeznaczono podominikańskie budynki na lubelskim Starym Mieście. Pierwsza premiera w teatrze odbyła się 6 grudnia 1954 roku. Było to przedstawienie Andrzeja Ejsmunda pt. „Złota Kula”, w reżyserii Maryli Kędry, która była pierwszy dyrektorem teatru. Dokładnie dziesięć lat później ówczesny Teatr Lalki i Aktora przyjął imię Hansa Christiana Andersena.

Teatr słynie z repertuaru dla najmłodszych. Dla nich prezentuje klasyczne baśni jak np. „Calineczka”, ale też wychowawcze spektakle, jak „Lekcje niegrzeczności, czyli Łysol i Strusia”, czy „Księga dżungli”. Ale nie zapomina też o starszych widzach. Ostatnią premierą i wielkim sukcesem teatru jest spektakl „Podwójne życie Weroniki” w reżyserii Krzysztofa Rzączyńskiego, dyrektora Teatru Andersena. To opowieść o przeczuciu, jakiego doświadczają dwie kobiety o tym samym imieniu, wyglądzie i podobnych do pewnego momentu życiorysach. Twórcy w spektaklu zadają sobie pytanie, czy obie Weroniki nie są częścią tej samej osoby. Każdy z nas w środku toczy bowiem wewnętrzny dialog, czy iść za głosem serca, czy wybrać spokojne życie bez emocji.

Teatr Andersena tworzą charyzmatyczni aktorzy, którzy opowiedzieli nam o swoich pasjach, najlepszych rolach i marzeniach.

Roma Drozdówna

Jest aktorką Teatru Andersena od ponad 30 lat. To rodowita lublinianka, która lubi to podkreślać. Swoją przygodę z aktorstwem zaczynała w Domu Żołnierza przy ul. Żwirki i Wigury, gdzie niegdyś mieścił się Teatr Muzyczny. Następnie w Teatrze Osterwy zdobywała szlify aktorskie pod kierownictwem Ignacego Gogolewskiego, który był wówczas jego dyrektorem. Zagrała m.in. w słynnym „Weselu” Wyspiańskiego. W międzyczasie zagrała również kilka ważnych ról w Teatrze w Gnieźnie. Od 1989 roku na stałe jest związana z Teatrem Andersena.

– Aktorstwo jest dla mnie sposobem na życie. To przede wszystkim pasja. Inaczej nie wykonywałabym tego zawodu – podkreśla aktorka. – Trzeba być oddanym aktorstwu, bo cały czas trzeba być w formie, dbać np. o głos.

Obecnie gra m.in. w „Księdze dżungli”. Wciela się też w rolę kocicy w spektaklu „Dziub w dziub”, gdzie razem z koleżanką animuje m.in. trabanta. W „Arabelli” animuje czarodzieja Hehota, który wciela się w postać psa jamnika. Prowadzi też liczne warsztaty, zarówno z emisji głosu, jak i zajęcia teatralne z dziećmi, nauczycielami, osobami dorosłymi. Nie wszyscy wiedzą, że jest też zapaloną cyklistką.

– To moja życiowa pasja. Od wiosny do późnej jesieni zdzieram opony. To mi daje wielką radość, wytchnienie i pozytywną energię – uśmiecha się aktorka, która jest bardzo aktywną osobą. Jeździ też konno i kocha jazdę na … nartach biegowych.

Piotr Bublewicz

Urodził się w Oławie. Większość życia spędził we Wrocławiu, gdzie skończył gimnazjum, liceum i Szkołę Teatralną. W Lublinie mieszka już trzy lata.

– Teatr Andersena jest moim pierwszym stałym miejscem pracy. Kiedy byłem na czwartym roku studiów, przyjechałem do Lublina na miesiąc, by zagrać w spektaklu „#enterorestes”, który odbył się Centrum Kultury. Opiekunem tego przedmiotu był ówczesny dyrektor teatru Arkadiusz Klucznik. Przyszedł na premierę spektaklu, ocenił mnie i przy okazji zobaczył, jak sprawdzam się na scenie – opowiada aktor. – Podejrzewam, że w dużej mierze dzięki temu rok później zaproponował mi pracę.

Od tego czasu na brak ról nie może narzekać. Gra m.in. w „Księdze dżungli”, „Pchle Szachrajce” „Dziób w dziób”, „Muminkach”, „Arabelli” „Zwierzętach doktora Dolittle”. Świetną rolę zagrał w „Weselu” w reż. J. Roszkowskiego, gdzie odgrywa rolę dziennikarza.

– Lubię dawać ludziom chwile wytchnienia. Z perspektywy widza, spędzenie czasu w teatrze, to oderwanie się od codzienności. Aktorstwo jest dla mnie oddawaniem cząstki siebie publiczności – podkreśla pan Piotr. Ale nie każdy wie, że aktor jeździ na kolonie jako wychowawca kolonijny, by przekazywać nowym pokoleniom aktorskiego bakcyla.

– Uwielbiam też gotować i wchodzić w inne światy, poprzez czytanie fantastyki – zdradza aktor.

Natalia Sacharczuk

29-latka pochodzi z Białegostoku. Skończyła studia „Wiedza o Teatrze” w Krakowie oraz Wydział Sztuki Lalkarskiej na kierunku aktorstwo w Białymstoku. Ma cztery siostry, dwie z nich są aktorkami.

– Marzy mi się spektakl, w którym wystąpię razem z siostrami – uśmiecha się aktorka.

W Teatrze H. Ch. Andersena znalazła się na czwartym roku studiów i zrobiła tutaj dyplom. W „Arabeli” zagrała postać tytułową. Grała też w„Lustra opowiadają w czwartek, czyli baśnie podwodnego świata”, „Zwierzętach doktora Dolittle”, czy „Księdze dżungli”.

– Aktorstwo od małego traktowałam jako swoje marzenie. To mnie zawsze relaksowało. Pomagało mi zapomnieć o problemach życiowych, więc trochę w to uciekałam. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie jest to ucieczka od świata, lecz jest to mój sposób na życie. Dlatego zawodowo związałam się z aktorstwem, bo daje mi to ogromną radość – opowiada aktorka. – Uwielbiam pracę z ludźmi na scenie, bardzo cenię sobie dialog z publicznością. Mam na myśli zarówno publiczność dziecięcą, jak i dorosłą. Kiedy widzę, że odnajdujemy nić porozumienia, daje mi to ogromną satysfakcję.

Ale poza aktorstwem ma też inne pasje. – W szkole w Białymstoku do przedstawień musiałam się malować sama, zresztą do tej pory tak jest, dlatego zaczęłam pogłębiać swoją wiedzę na temat makijażu. Dzięki temu nie mam problemu z pomalowaniem siebie przed występem – zdradza.

Fascynuje ją też mroczna strona ludzkiej natury. – Zaczęłam oglądać dużo dokumentów o seryjnych mordercach. Fascynuje mnie myśl, co takiego jest w człowieku, że jest w stanie zrobić tyle złego – przyznaje.

Bogusław Byrski

Pochodzi z Pszczyny, niewielkiego miasteczka w województwie śląskim. Do Lublina trafił 19 lat temu, po studiach w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej we Wrocławiu. Jak sam mówi, ma piękną żonę Magdalenę oraz cudowną córkę Antoninę, która gra na wiolonczeli.

– Moja droga zawodowa przed Teatrem H. Ch. Andersena nie była długa. Od razu po studiach zacząłem tu pracować. Przed studiami grałem rok w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie. Tam stawiałem swoje pierwsze aktorskie kroki – wspomina aktor.

W Teatrze Andersena gra m.in. w „Baśni o zaklętym kaczorze”, zagrał Pana Młodego w „Weselu” Pana Młodego, w „Hamlecie” Gertrudę, matkę Hamleta. – Można mnie zobaczyć w takich spektaklach jak „Koziołek Kręciołek”, gdzie jestem woźnym w szkole. Spektakl ten też wyreżyserowałem. Obecnie na deskach teatru jest także „Szewczyk Dratewka”, „Pyza na polskich dróżkach”, a także „Arabela”, gdzie gram wilka, reżysera, wariata i… (niespodzianka), proszę wpaść, to pani zobaczy – śmieje się aktor.

Jak sam przyznaje, aktorstwo to czasem relaks, a czasem ciężka praca. – Z aktorstwem jest trochę tak, że przecenia się jego rangę. Osobiście uważam, że jest wiele zawodów ważnych na tym świecie, ale aktorstwo jest jednym z tych ciekawszych – podkreśla Byrski.

Jego wielka pasją jest muzyka improwizowana. – Realizuję kilka projektów muzycznych, m.in. solowy projekt „Człowiek z maszyną”, czy większy kolektyw „Nic za darmo”. Od czasu do czasu spotykam się z różnymi muzykami, tworząc muzykę eksperymentalną – zdradza aktor. Oprócz tego wydaje książki, m.in. dwa tomiki poezji i kolekcjonerską książkę „Poranki”. Prowadzi też warsztaty teatralne dla dorosłych i dla dzieci. Współtworzył też projekt „Podwórka na temat”.

– Pracowaliśmy z ludźmi na lubelskich podwórkach w dzielnicy Dziesiątej. Próbowaliśmy wyciągnąć ludzi z domu, by zrobili coś dla siebie oraz dla przestrzeni, w której mieszkają – mówi aktor.

Katarzyna Staniewska

Pochodzi z miejscowości Bieliny w województwie świętokrzyskim. Chodziła do Liceum Plastycznego, studiowała „Małe formy rzeźbiarskie” na Uniwersytecie im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, gdzie ukończyła licencjat. Później pojechała do Wrocławia, gdzie skończyła Państwową Szkołę Teatralną na wydziale lalkarskim.

– Do Teatru Andersena dostałam się na piątym roku studiów. Przed PWST zajmowałam się rzeczami typowo plastycznymi, m.in. konserwacją zabytków, uzupełniałam fugi w zabytkowych kamienicach, scalałam kolorystycznie plamy na fasadach i z tego się wcześniej utrzymywałam – uśmiecha się aktorka, która brawurowo zagrała jedną z Weronik w spektaklu „Podwójne życie Weroniki”.

Aktorstwo to dla niej sposób na życie, ale również pasja, spełnienie dziecięcych marzeń. – Lalkarstwo jest moją największą pasję. Dzięki temu czuje się dobrze, robię to, co lubię. Czuję że się spełniam i sprawia mi to ogromną radość. Przy każdej innej pracy, którą wykonywałam, brakowało mi zawsze czegoś, tego wypełnienia – zdradza pani Katarzyna. Sama też robi lalki.

– Lubię też chodzić po górach. Uwielbiam też zwierzęta. Sama mam kota, któremu też poświęcam dużo czasu. Praca wpływa na moje życie, ale staram się być sobą i w życiu nie grać – podkreśla aktorka.

Łukasz Staniewski

Urodził się w 1989 roku w Opocznie. Jego przygoda z teatrem zaczęła się tuż po szkole średniej we Wrocławiu, gdzie uczył się na specjalizacji teatralnej w pomaturalnym Studium Animatorów Kultury. Później trafił do Akademii Sztuk Teatralnych. Jego wybór padł na specjalizację: aktorstwo teatru lalek.

– Moja droga zawodowa rozpoczęła się od beatboxu. Dostałem się do chóru w szkole. Brałem też udział w amatorskiej grupie kabaretowej, teatralnej i tanecznej. Zawsze lubiłem popkulturę, więc takie rzeczy jak beatbox, taniec, muzyka hip-hop były mi bliske – zdradza aktor. Z grupą przyjaciół stworzyli grupę „MaKavaKava”, z którą początkowo jeździliśmy na streety (tj. występy na ulicach).

Można go zobaczyć w „Lekcjach niegrzeczności czyli Łysol i Strusia”, gdzie gra psa Łysola. Gra również Piotra Majera w spektaklu „Arabela” oraz kilka postaci w spektaklu „Lustra opowiadają w czwartek, czyli baśnie podwodnego świata”. Zgrał też w „Podwójnym życiu Weroniki”.

Aktorstwo to dla niego praca i powołanie. – Nie widzę siebie w innym zawodzie. Poza tym, lubię jak wszystko szybko się zmienia, nie lubię monotonii. Teatr mi na to pozwala. Każdy nowy spektakl to nowy reżyser, nowe zadania i nowe przeszkody, które trzeba pokonać. Wiadomo w grę wchodzą też ogromne nerwy, ale koniec końców jest to bardzo ciekawa i uzależniająca praca – uśmiecha się aktor. Mało kto wie, że prywatnie uwielbia zwierzęta, również te egzotyczne.

– Hoduję ptaszniki, mam gekona i patyczaki oraz kota – śmieje się Łukasz Staniewski.

Mirella Rogoza-Biel

Pochodzi z Nowej Rudy na Dolnym Śląsku. Ukończyła Wydział lalkarski Państwowej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie.

– Do Teatru Andersena trafiłam w trakcie studiów. Wtedy Szkoła Teatralna była czteroletnia, w czym trzy lata poświęcone były nauce, rok był przeznaczony na zrobienie spektaklu dyplomowego. Swój dyplom robiłam w Teatrze Andersena – wspomina aktorka.

W „Hamlecie” zagrała Homera 16 i Poloniusza, w „Baśni o zaklętym kaczorze” – Czarownicę, w „Calineczce” – Leśnego Duszka, w „Lekcjach Niegrzeczności” – nauczycielkę muzyki. Jej rola w „Podwójnym życiu Weroniki” to prawdziwe mistrzostwo. Rola na miarę marzeń.

– Dla mnie aktorstwo to przekraczanie granic, wyjście poza ramy, które sobie narzucamy, bądź robi to za nas społeczeństwo. Jest to również pole do eksperymentów. Można powiedzieć, że jest to taki wentyl bezpieczeństwa, w którym można siebie przetestować – przyznaje.

Prywatnie uwielbia gotować i czytać książki oparte na faktach oraz te dla młodzieży. – Od kilku lat jestem również lektorką. Nagrywam audiobooki, reklamy, słuchowiska radiowe, nagrywam szkolenia e-learningowe i uwielbiam to robić – zdradza aktorka. – Zawsze wiedziałam, że chcę być aktorką. Zostałam wychowana na Teatrze Polskiego Radia, na słuchowiskach dla dzieci, wtedy zresztą genialne granych. Wiedziałam, że jeśli nie uda mi się zostać aktorką, to będę pracowała w Teatrze Polskiego Radia. Mam szczęście, bo mogę spełniać się i w jednym, i w drugim.

Fot. Teatr Andersena (7)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o