Poza siebie (recenzja książki)

0
57

O niezgodzie na wciskanie w sztywne schematy i nienasyconym pragnieniu życia, o wyzwaniach, jakie rodzi jego bezmiar – o tym opowiada Sasha Marianna Salzmann w swoim debiucie powieściowym „Poza siebie”.

Od początku są we dwoje – bliźnięta Alisa i Anton. W małej dwupokojowej klitce w postsowieckiej Moskwie wczepiają się w siebie nawzajem, kiedy rodzice rozpętują kolejną awanturę. Później, na zachodnioniemieckiej prowincji, włóczą się po korytarzach ośrodka dla azylantów, podkradają papierosy z pokojów obcych rodzin i obwąchują flakoniki cudzych perfum. A jeszcze później, kiedy Ali zdążyła już rzucić studia w Berlinie, bo odciągały ją od boksu, Anton znika bez śladu.

Gdy ze Stambułu przychodzi kartka pocztowa, bez tekstu, bez nadawcy, Ali – śladem zaginionego bliźniaka – wyrusza do rozwibrowanego, rozdartego miasta nad Bosforem. Tam – oraz w historii swojej rodziny – stara się tam odnaleźć poczucie przynależności, poza ojczyzną, językiem ojczystym i płcią.

Sasha Marianna Salzmann urodziła się w 1985 roku w Wołgogradzie, dorastała w Moskwie. Mając dziesięć lat, wraz z rodzicami wyemigrowała do Niemiec. Jej powieść jest przejmująca i odważna. Jedna z takich, które pozostają w pamięci.

Sasha Marianna Salzmann, Poza siebie, Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o