Lizzy ma 23 lata i pochodzi z Mołdawii. Właśnie wzięła ślub z Czarkiem, który na stałe mieszka w Lublinie. Takich par w naszym mieście jest znacznie więcej. Jak wygląda życie osób, których połączyła miłość, a dzielą narodowość i zwyczaje? 

Lizzy przyjechała z oddalonego o 818 kilometrów Kiszyniowa. Z Czarkiem spotkała się w Polsce podczas jednej z konferencji. Ona nie znała polskiego, on nie potrafił mówić ani po rosyjsku ani po rumuńsku. Przez pewien czas rozmawiali wyłącznie po angielsku. Nie przeszkodziło to w uczuciach.

Z kolei Maria jest Ukrainką i ma 18 lat, jej mąż Mateusz urodził się na Lubelszczyźnie. Para spotkała się na studiach w Lublinie i niedawno wzięli ślub. Igor ma 27 lat i przyjechał do Lublina z Ukrainy. Jego o rok młodsza żona Sylwia niedawno urodziła dziecko. Igor z Sylwią poznali się w trakcie studiów w Lublinie na tym samym kierunku.

– Zawsze myślałem, że zostanę starym kawalerem – przyznaje Igor. – Nigdy nie zastanawiałem się, jaką będę miał żonę, tym bardziej skąd będzie pochodziła. Jednak, gdy zobaczyłem Sylwię na korytarzu na KUL, nie liczyło się, skąd ona jest, ale kim jest. A jest świetną żoną, mamą, dobrą przyjaciółką i wsparciem dla mnie – wylicza Igor.

Lizzy i Czarek
Lizzy i Czarek

Często różnice kulturowe mogą okazać się barierą w rozwoju uczuć. Głównym problemem jest język, ale równie problematyczne są także zwyczaje i przyzwyczajenia danych narodowości. Jak wyglądało to w przypadku naszych rozmówców?

– W Mołdawii ludzie wierzą, że nie można gwizdać bo przynosi to pecha i problemy finansowe. Podobnie z mówieniem złych rzeczy. Gdy się to usłyszy, należy wtedy zapukać w stół. Dla mojego męża jest to coś absolutnie dziwnego – wyjaśnia Lizzy. – Dużym zaskoczeniem dla niego był nasz inny zwyczaj, czyli jedzenie rękami. Wiele tradycyjnych potraw spożywamy nie używając sztućców, a kultura jedzenia w Polsce jest zupełnie inna – przyznaje Lizzy.

– Dla mnie największym problemem na początku był język. Nie potrafiłam go zrozumieć i rozmawiać po polsku. Wszystko zmieniło się, gdy poznałam Mateusza. To właśnie dla niego nauczyłam się polskiego – przyznaje Maria Gmyz.

Lizzy i Czarek
Lizzy i Czarek

– Jestem w połowie Polakiem, dlatego nie było aż takiego problemu z połączeniem się dwóch kultur w naszej rodzinie – wyjaśnia Igor. –  Moja żona bardzo chciała nauczyć się ukraińskiego i cały czas ćwiczy i udoskonala nawyki językowe. Z naszym dzieckiem rozmawiamy w obu językach. Świętujemy ważne dni katolickie i wspólnie chodzimy do kościoła. Święta narodowe też zajmują ważne miejsce w naszym życiu. Zarówno polskie jak i ukraińskie. Rok temu pojechaliśmy do mojego rodzinnego domu na obchody Dnia Niepodległości Ukrainy. Żona dostała od mojego ojca tradycyjne ukraińskie ubranie – wyszywankę, którą żona bardzo polubiła. Sylwia lubi także dania typowo ukraińskie i świetnie je gotuje – chwali się Igor.

– Dużym zaskoczeniem dla mnie było podejście Polaków. Bardzo lubią rozmawiać i to również z nieznajomymi. Zakupy w sklepie trwają zawsze dłużej przez długie rozmowy ze sprzedawcami. Zdziwiłam się też, bo w Wigilię Polacy gotują 12 potraw, a Czarka rodzina przygotowuje zawsze 3 różne warianty ryb – mówi Lizzy.

Maria i Mateusz
Maria i Mateusz

Kontakt z przyszłymi teściami również nie należał do łatwych. Największym ograniczeniem jest przede wszystkim język. – Gdy przyjechałam do Lublina i poznałam przyszłych teściów, nie mogli się nic ode mnie dowiedzieć się osobiście. Nie znałam wcale języka. Czarek musiał wszystko tłumaczyć. To sprawiło, że jego rodzice uznali mnie za osobę cichą, nieśmiałą i zamkniętą w sobie. Byli zdziwieni też, bo nie wiedzieli, że Czarek poznał kogoś zza granicy – opowiada Lizzy.

Rodzinne zwyczaje  

Co najbardziej im się podoba w kulturze małżonka? – Na pewno polskie jedzenie, bo w rodzinie męża pysznie gotują i z pewnością chciałabym zachować cześć przepisów. Bardzo podoba mi się, jak w Polsce świętuje się Boże Narodzenie. W Mołdawii ludzie bardziej skupiają się na obchodzeniu Nowego Roku niż świąt – mówi Lizzy.

– Bardzo lubimy ukraińskie dania, więc z pewnością ten element chcielibyśmy jeszcze bardziej rozwinąć mieszkając w Polsce. Z kolei, na Ukrainę chcielibyśmy zabrać to ciągle dążenie Polaków do polepszenia swojego życia. U większości polskich rodzin mężczyzna zawsze chce sprawić, by jego żona i dzieci miały wszystko, co potrzebują – opowiadają państwo Gmyz.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o