Debiutowali na Jarocinie, a w 2019 roku obchodzą jubileusz 40-lecia istnienia. Zespół Dżem na swoim muzycznym koncie ma wiele przebojów, jednak podczas koncertów, zwłaszcza tych jubileuszowych, króluje „Whisky”, „Sen o Victorii” i „Do kołyski”. O tym, jak wspominają Ryśka Riedla i jak wyglądał debiut zespołu Dżem na festiwalu w Jarocinie, opowiedział nam gitarzysta zespołu Jurek Styczyński.

W życiu piękne są tylko chwile?

Jurek Styczyński: No pewnie tak… Rzecz w tym, żeby było ich jak najwięcej! (śmiech)

Jak żyć z całych chwil i uśmiechać się do ludzi?

– Po prostu trzeba być sobą i być uczciwym w stosunku do siebie i do innych. Wtedy jest chyba ok!

Zwłaszcza przy takim jubileuszu, jakim jest 40-lecie zespołu Dżem?

– To jest bardzo miłe, że ludzie kiedyś chodzili na koncerty jako młodzież, a potem zaczęli chodzić na nie ze swoimi dziećmi. Wszyscy znają te piosenki i to jest super sprawa!

Jak wspominacie Ryśka?

– Jak wspominamy? Rysiek ciągle w nas żyje. Nic się nie zmieniło. Wiadomo, że życie podyktowało swój scenariusz, czyli umarł Rysiek, umarł Paweł, ale cały czas jesteśmy sobą. Gramy to, co nam w duszy gra!

Rysiek wybierając wolność wybrał narkotyki.

– On wolność pojmował zbyt dosłownie. Tutaj nie ma silnych, jeśli chodzi o te rzeczy. Tak naprawdę wolność ma się w sobie. Trzeba być wolnym od obłudy, od rzeczy nieprawdziwych. I to jest prawdziwa wolność.

Dla Was jest oczywiste, że Dżem gra muzykę bluesową, ale swego czasu fani krzyknęli: „Zdrada!”. Chodziło o to, że już nie gracie bluesa lecz rock, potem to samo z reggae?

– My nigdy z nikim nie zawieraliśmy żadnego paktu, że gramy tylko i wyłącznie bluesa. Zawsze mieliśmy mieszankę bluesa, country i rocka, więc niech nikt nie widzi tutaj problemu. (śmiech)

Jak to się dzieje, że polscy bluesmani tak bardzo boją się śpiewać po polsku, a Wam tak świetnie to wychodzi?

– Nie mam pojęcia i nie rozumiem tego. Życzę im tego, żeby się w końcu przełamali, bo jeśli uważają, że blues źle brzmi po polsku to jest nieprawdą, co udowodnił chociażby Nalepa śpiewając piękne piosenki.

Dżem debiutował na festiwalu w Jarocinie. Czym dla Was było to miejsce?

– Był na pewno początkiem drogi zawodowej. To się wszystko tam zaczęło i wtedy to była wielka szansa dla młodych zespołów. Przez lata nie dało się przebić, a tutaj nagle się udało.

Czym jest dzisiaj?

– Jarocin jest przede wszystkim wspomnieniem. To było coś wielkiego. Obecnie to już nie jest ten festiwal, co kiedyś. Owszem, jest fajnie, bo nawet zagraliśmy tam ostatnio, ale już nie ma tam takiej atmosfery. Takiej wspólnoty, że się szło przez ten tłum ludzi na scenę. Tak jak na większości festiwali w Polsce. To już jest chyba niemożliwe, bo czasy się zmieniły. My już jesteśmy trochę starsi! (śmiech) Wtedy byliśmy kozakami!

Co się zmieniło w muzyce rockowej i samym Dżemie przez te 40 lat?

– Założenie jest i będzie takie samo. Ci, co rzeczywiście lubią grać tę muzykę, będą to robić bez względu na to, jakie czasy przychodzą. I oby jak najdłużej, jak najczęściej i jak najwierniej. I tyle.

Fot. Dominika Polonis

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o