Hejt dotyka nie tylko osoby publiczne, tj. celebrytów, aktorów, piosenkarzy i polityków. Z hejtem w Internecie może spotkać się każda osoba, która odnosi sukcesy lub przeciwnie – spotyka ją niepowodzenie, a także taka, która jest źle postrzegana przez otoczenie. O tym skąd wziął się hejt, jakie przybiera formy i jak to się dzieje, że każdy z nas może stać się hejterem opowiedziała nam Ilona Dąbrowska, doktor nauk społecznych Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej.

Coraz więcej słyszymy o hejcie i coraz więcej jego przykładów widzimy wokół siebie. Jak zrodził się hejt?

I.D.: To ważne pytanie. Współcześni badacze coraz częściej pochylają się nad zagadnieniem hejtu i jego genezy. Należy podkreślić, że hejt nie pojawił się dzisiaj czy wczoraj. Istnieje od dawna. Obecnie pojawiły się natomiast nowe narzędzia – żyjemy w czasach internetu i znaczna część naszych aktywności dzieje się online. Hejt może zarówno pojawiać się w rzeczywistości wirtualnej, jak i niewirtualnej. Często myśląc o problemie hejtu i mowy nienawiści skupiamy się wyłącznie na sieci. Tymczasem zjawisko to funkcjonuje także w przestrzeni wokół nas, bo jak inaczej określić obraźliwe napisy na murach, czy wulgarne rysunki w przestrzeni miejskiej. Jednak w przypadku sfery on-line mamy do czynienia z dodatkowym problemem – wiecznej pamięci. Internet nie zapomina i wszystko, co się w nim pojawi, pozostanie na lata. O ile w przypadku wspomnianego napisu na murze, możemy go względnie szybko usunąć, o tyle w przypadku hejtu w sieci, takiej możliwości nie mamy. Hejt nie tylko kumuluje się w internecie, ale także tam mutuje.

Jaką wcześniej przyjmował formę?

ID: Współcześnie definiując hejt odwołujemy się do angielskiego słowa hate – określającego nienawiść. Powinniśmy zatem zastanowić się nad wszelkimi działaniami wyrażającymi nienawiść lub nawołującymi do nienawiści. Już w XVI w. pojawiały się paszkwile, a z każdym kolejnym stuleciem rodziły się nowe formy wypowiedzi krytycznych, obraźliwych, dyskredytujących. Dzisiaj nietrudno zauważyć brutalizację języka. Wyrobiliśmy sobie już nawet pewną gruboskórność – wulgaryzmy nie rażą tak bardzo jak kiedyś. Co gorsze, potrafią nas bawić.

Jak można porównać ze sobą dawną mowę nienawiści i obecny hejt?

ID: Współczesny hejt jest mocniejszy, bezpardonowy, i – co mnie bardzo niepokoi – istnieje wśród grup społecznych, w których niegdyś się nie pojawiał. Nigdy nie spodziewalibyśmy się, że osoby związane, na przykład ze środowiskiem akademickim, będą brały udział w popularyzacji mowy nienawiści, a niestety tak się zdarza. Podobnie w przypadku polityków. Dyskursy i polemiki istniały od zawsze, natomiast nie były one do tego stopnia zbrutalizowane. Dodatkowo sytuację pogarsza zachowanie celebrytów. To oni stanowią często wzór dla młodych osób. W dobie kryzysu autorytetów tym bardziej powinny świecić przykładem. Niestety coraz częściej posługują się mową nienawiści i hejtem. Tym samym nie wykorzystują swojego potencjału do kształtowania zachowań prospołecznych. Nawet jeśli walczą „w słusznej sprawie”, to często ich narzędziem staje się właśnie mowa nienawiści, agresja słowna czy zwykła „pyskówka”.

Ta pyskówka potem przeradza się w coraz intensywniejsze nagonki i ataki na drugą osobę?

ID: Tak, to prawda – i nie są to tylko ataki słowne, ale na przykład memy, które także mogą być narzędziem mowy nienawiści. Jednym z najbardziej bolesnych przykładów, który miał miejsce kilka lat temu w Polsce, był hejt na nastoletnim chłopcu, który na skutek zaszczucia w internecie popełnił samobójstwo. Co gorsze, nie był to atak anonimowy – oprawcami byli rówieśnicy, koledzy ze szkoły, którzy uznali, że chłopak nie spełnia ich norm, ponieważ ubiera się inaczej, odstaje. Niestety nikt nie zareagował na czas. Chłopiec nie poradził sobie z tą ogromną falą hejtu. Jednak najgorsze wydarzyło się potem. Po samobójstwie hejt nie ustał, lecz paradoksalnie przybrał na sile – pojawiły się memy, które w jeszcze bardziej brutalny sposób komentowały tę tragedię.

Zdarzają się sytuacje, które nas jednoczą. Ten hejt się wycisza. Jednoczymy się, bo stało się coś złego. I po chwili, wszystko wraca do „normy”. Ten hejt znów wkracza do codzienności. Dlaczego tak jest?

ID: Często jest tak, że gdy dostaniemy taki naprawdę mocny impuls, to faktycznie przychodzi refleksja. Wtedy też może dojść do zjednoczenia, wyrażanego na różne sposoby i na różnych płaszczyznach. Niestety zazwyczaj jest ono krótkotrwałe. Przypadek prezydenta Pawła Adamowicza nie wywołał całkowitego zjednoczenia. Choć trudno byłoby znaleźć osobę, która nie potępiałaby tak oprawcy, jak i wcześniej pojawiających się przejawów hejtu wobec Adamowicza. Jeżeli ktoś chce hejtować, będzie hejtował, nawet w sytuacji, kiedy wydarzy się coś strasznego. Zjednoczenie natomiast zwykle trwa dość krótko.

Jak to się stało, że „normą” dla nas jest hejt. Nie właśnie zjednoczenie?

ID: To naprawdę niepokojące. Niestety także media mainstreamowe mają w tym swój udział. Audycje telewizyjne czy radiowe biorą czynny udział w procesie brutalizacji przekazu. Mam wrażenie, że zwiększyła się tolerancja względem tak zachowań, jak i języka stosowanego w telewizji. Wywiady coraz częściej przypominają kłótnie, programy telewizyjne serwują widzom obrazy prosto z sal operacyjnych, a filmy, z wyjątkową dbałością o szczegóły, prezentują krwawe sceny batalistyczne.

Z natury też nie chcemy odpowiadać na hejt. Dlaczego?

ID: To duży problem, który zauważam. Kompletnie nie reagujemy na hejtowanie, nawet online. Widzimy, że ktoś zachowuje się nieodpowiednio, jednak nie robimy z tym kompletnie nic. Tymczasem rekcja na mowę nienawiści nie wymaga wielkiego wysiłku czy poświęcenia, jedyne czego nam trzeba to odwaga. Niestety cały czas brakuje tego typu praktyk. Tam gdzie pojawia się hejt, owszem – pojawiają się riposty, jednak również one mają zwykle zabarwienie emocjonalne i spirala nienawiści nakręca się dalej.

Dlaczego tak chętnie krytykujemy?

ID: Nie wiem czy chętnie, ale niestety często. Badania pokazują, że negatywne komentarze tworzą internauci, którzy sami nie podejmują innej aktywności – nie organizują akcji charytatywnych, nie promują wydarzeń itp. Ciekawym przykładem jest proceder hejtowania Filipa Chajzera. Dziennikarz walczy z hejtem od lat. Najmocniejsze uderzenie miało miejsce po tragicznej śmierci syna dziennikarza. Ataki jednak wciąż nie ustają. Z pewnością nie bez znaczenia jest ekscentryczny charakter Chajzera. Jednak nie można mu także odmówić działań prospołecznych – nieustannie wspiera rozmaite zbiórki, inicjuje pomoc dla chorych dzieci, wspiera schroniska dla zwierząt. Mimo to, każdy jego post w serwisach społecznościowych przynosi (obok pozytywnych) – morze komentarzy przejawiających mowę nienawiści.

Świat hejtu nas napędza. Media wiedzą, że muszą wzbudzić w nas emocje, więc pokazują coraz bardziej intensywne obrazy, przekazy, my uczymy się, że to jest normą i jesteśmy coraz bardziej intensywni w naszych zachowaniach?

ID: Dokładnie tak. Dlaczego mielibyśmy być łagodniejsi? Poza tym wspominani wcześniej celebryci, którzy posługują się takim, a nie innym językiem komentując zachowania np. swojej konkurencji w danej dziedzinie, nie świecą przykładem. Zewsząd atakują nas intensywne bodźce, zalewają nas tony informacji, w których zdecydowana większość opowiada o zbrodniach i tragediach.

To media mają silny przekaz i wywierają wpływ na obywateli. A czy zachowania polityków nie zaczęły również rodzić w nas dużych różnic w poglądach i takich głośnych przepychanek?

ID: Warto zastanawiać się, gdzie to wszystko się zaczęło. Czy w polityce, czy w mediach? Proponuję odtworzyć sobie jakąkolwiek rozmowę – wywiad, który został wyemitowany w telewizji pięć, dziesięć lat temu. Następnie włączyć telewizor i obejrzeć współczesne wywiady. Są to dwa różne światy. Zarówno w sposobie prowadzenia rozmów przez dziennikarzy, jak i w sposobie reagowania na pytania przez rozmówców – gości. Dzisiaj powszechna stała się praktyka prowokacji. Niestety często balansujących na granicy przyzwoitości. Coraz częściej jesteśmy także świadkami podawania informacji nieprawdziwych, kreowania fake newsów celem dezinformacji lub dyskredytacji.

Czy jesteśmy sobie w stanie poradzić z hejtem, nie tylko tym wylewanym na nas?

ID: Chciałabym powiedzieć, że owszem, jednak niestety prawda jest taka, że współczesna technologia rozwija się na tyle szybko, że nie nadąża za nią prawo. Jutro, za miesiąc, za rok pojawi się nowe rozwiązanie technologiczne, które sprawi, że hejt wkroczy w kolejny nowy wymiar. Aktualnie dużym niebezpieczeństwem jest deepfake – nowa technologia, pozwalająca modyfikować filmy video. Nagrania tego typu mogą posłużyć np. do skompromitowania danej osoby poprzez fałszywe osadzenie jej w filmie, w którym nigdy nie brała udziału. Programy komputerowe pozwalają na niemal niedostrzegalną modyfikację głosu i wizji. Obecnie nie istnieją jeszcze zabezpieczenia pozwalające blokować lub informować, że dane nagranie zostało spreparowane. Nie mamy także rozwiązań prawnych. Tymczasem z dnia na dzień ilość deepfake’ów w Internecie zwiększa się.

Czy każdy z nas może stać się hejterem? Jak nie przekroczyć tej granicy?

ID: Wydaje mi się, że pewne osoby mają większe predyspozycje do tego, żeby przejawiać zachowania hejterskie. Może mieć to związek z samooceną, z tym jak odbieramy siebie w społeczeństwie, jak oceniamy siebie na tle innych. Jednak trudno jest stworzyć profil hejtera. Po mowę nienawiści sięgnąć może każdy. Czasem wystarczy chwila. Niekiedy wpływ na zachowania on-line mają pewne konkretne impulsy – to czy mieliśmy dobry czy zły dzień, czy ktoś nas obraził, czy coś nam nie wyszło. Czasem to właśnie takie małe, nieistotne sprawy stają się podwaliną hejtu.

Czy możemy czuć się bezkarnie hejtując w internecie?

ID: Absolutnie nie możemy się czuć bezkarnie. Coraz więcej spraw związanych z agresją w internecie znajduje swój finał w sądzie, coraz częściej interweniuje także policja.

Czy to przypadkiem nie jest nasza narodowa cecha?

ID: Pokutuje taki mit, że polski internet jest najbardziej zahejtowaną siecią. Nieprawda, badania zachowań on-line wskazują, że chociażby u naszych sąsiadów – w Czechach poziom hejtu jest jeszcze wyższy, a mowa nienawiści, także ta poza siecią, jest jeszcze bardziej brutalna. Polakom przypisuje się wiele przywar, jednak mam nadzieję, że etykieta hejtera nigdy nie będzie wiodącą.

Czy to nie jest tak, że mylimy wolność słowa, właśnie z krytykowaniem?

ID: O tak, to częsty argument. Wydaje nam się, że skoro mamy wolność słowa, to możemy mówić wszystko na co mamy ochotę. Niestety, zapominamy, że takie podejście oznacza często mówienie rzeczy, które krzywdzą i sprawiają ból innym. Wolność słowa nie polega obrażaniu innych, a raczej na wyrażaniu swoich poglądów w sposób nie krzywdzący drugiego człowieka.

Fot. Aleksandra Szyszko

Uwaga! Hejt!

Hejt to bardzo niebezpieczne zjawisko, które oznacza stosowanie mowy nienawiści oraz okazywanie niechęci w stosunku do danych grup społecznych lub osób. Ten termin pojawił się stosunkowo niedawno, jednak zyskał dużą popularność. Z jego pomocą możesz wylać falę pomówień i negatywnych opinii niemal na każdego.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o