Julia Prenagal to zdolna lubelska fotograficzka, która – choć jest dopiero na początku tej ścieżki kariery – ma na swoim koncie już kilka wystaw i wielu chętnych na sesje zdjęciowe. Z tym wiąże swoją przyszłość, przez cały czas szlifując warsztat. Jej najnowszą, kameralną wystawę możecie oglądać do końca maja w Próba Cafe przy Grodzkiej 5A.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią?

Fotografią zaczęłam interesować się już w gimnazjum. Pierwsze zdjęcia robiłam telefonem. Zachwyciło mnie nasycenie kolorów wyłapane przez – wtedy jeszcze niezbyt profesjonalny – aparat. Natomiast na poważnie o tym zaczęłam myśleć pod koniec szkoły średniej, kiedy słyszałam coraz więcej pozytywnych opinii i pochwał. Zdecydowałam się rozpocząć naukę w studium lubelskiej szkoły sztuki i projektowania na kierunku fotografia. To właśnie tam zdobywałam umiejętności „poważnego” fotografowania, pierwsze szlify pod okiem profesjonalistów w tej dziedzinie.

Jak wyglądały takie zajęcia? Było trochę tak jak w akademiach sztuki: przed gromadą uczących się fotografików staje modelka, którą trzeba odpowiednio uchwycić?

Tak! W studium, do którego uczęszczałam, nieraz fotografowaliśmy modelki, modeli (znalazł się miedzy nimi nawet aktor). Jeśli mieliśmy pomysł na sesje w plenerze, to również mogliśmy je realizować. Jeśli chodzi o plener, był to najczęściej Ogród Botaniczny, Ogród Saski, Stare Miasto, a nawet Kazimierz Dolny!

Ile wystaw masz na koncie?

Obecna wystawa w Próba Cafe jest moją trzecią. Pierwsza zorganizowana została w ramach stypendium, które uzyskałam jeszcze podczas nauki w liceum, w 2017 roku. Był to cykl zdjęć „Cztery pory roku”. Praca nad projektem trwała 9 miesięcy. Druga wystawa z 2018 roku zatytułowana „Same baby” objęła zdjęcia wykonywane za pomocą aparatu POLAROID. Na zdjęciach miałam uchwycić wszystko, co ze mną związane – zarówno moją podobiznę, jak i całe otoczenie. Ostatnia wystawa, którą będzie można oglądać do początków czerwca na Starym Mieście, odzwierciedla moje aktualne inspiracje.

A jakie to inspiracje?

Początkowo wychwytywałam kolory i odcienie. Teraz jestem na etapie portretów. Uwielbiam fotografować naturalnych, nieupiększonych mocnym makijażem i wymyślnymi fryzurami ludzi. Im mniej blichtru, tym lepiej.

Masz swój sztab modeli, którzy przyjadą na zdjęcia o każdej porze dnia i nocy?

Aż tak daleko nie zabrnęłam w swojej karierze, by budzić ludzi po nocach (śmiech). Ale faktycznie mam swoje modelki, które chętnie fotografuję. One mają wiele własnych propozycji i wizji, ja jestem na nie otwarta, a równocześnie szukam jakichś ciekawych motywów, w które dana modelka świetnie się wpasowuje.

Organizując wystawy odczuwasz dużą presję?

Stresu nie brakuje. Owszem. Nie są to duże wydarzenia, ale każde z nich dopracowuję w najmniejszych szczegółach. Nie pozwalam sobie na niedociągnięcia, bo na zdjęciach wystawa się nie kończy. Ważna jest jeszcze oprawa, otwarcie. Najbardziej stresujące jest dla mnie oficjalne przemawianie do gości. Zawsze mam przygotowaną dłuższą wypowiedź, a kończy się na dwóch zdaniach (śmiech).

Czy jest coś, czego chciałabyś się douczyć?

Zawsze znajdzie się coś, co trzeba poprawić. Przede mną jeszcze długa droga do perfekcji. Chciałabym wyłapywać lepszą ostrość, bo nie zawsze jestem z niej zadowolona. Ale niemal każdego dnia czegoś się uczę i mam nadzieję, że to zaprocentuje w przyszłości.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o