Krystyna Szydłowska wraz z siostrami Elżbietą i Jolantą wygrały pierwszą polską edycję The Voice Senior. I od tego momentu ich życie poszybowało. Ale nadal najważniejsze jest śpiewanie. – Uwielbiam, jak ludzie się śmieją. Nawet gdyby na widowni był jeden widz, to idę i śpiewam dla niego – mówi z pasją artystka, przez lata aktorka Teatru Muzycznego w Lublinie.

Jak zmieniło się pani życie po wygraniu pierwszej polskiej edycji The Voice Senior?

KS: To się po prostu wydarzyło! Nie liczyłam na to. Nie pojechałam na przesłuchanie do programu po to, żeby wygrać, ale tylko i wyłącznie po to, by śpiewać z siostrami. Później przygotowywałyśmy się i uczyłyśmy piosenek, bo przecież niektórych nie znałam, a trzeba było rozłożyć je na głosy. Moja siostra Jola jest takim kierownikiem muzycznym, umie to robić, więc rozłożyła utwory na głosy. Jeździłam do Łodzi i przygotowałyśmy łącznie pięć piosenek do programu. W programie poznałyśmy tych wszystkich wspaniałych ludzi. Byli dla nas tak serdeczni, tak mili, cudowni, uśmiechnięci, pomocni, że zaczęłyśmy śpiewać, a apetyt rósł w miarę jedzenia.

Co się wtedy myśli?

KS: Wtedy się myśli, że jesteśmy w konkursie. Osoba, która zaczęła śpiewać i jest w programie, w pewnym momencie chce wygrać! (śmiech) Nam się tego zachciało dopiero pod koniec, a serdeczność widzów i uczestników dodała nam skrzydeł. No i wygrałyśmy! Nasze życie stanęło na głowie. Wcześniej do Łodzi jeździłam dwa razy w roku na święta, to teraz muszę jeździć częściej. Zostaję tam u mojej siostry Joli miesiąc, bo przygotowujemy nowy program. Musimy przygotować repertuar, są próby, uczymy się piosenek. Obecnie szukamy kompozytora oraz poety, który dla nas i tylko dla nas napisze utwory. Żebyśmy miały swoje, sióstr Szydłowskich!

Co się jeszcze zmieniło?

KS: Ciągle wywiady, wywiady i wywiady. (śmiech) Spotykamy się z serdecznością ludzi na każdym kroku. Czy to Warszawa, Łódź czy Lublin, czy to dworzec, czy sklep. Ostatnio poznałam cudowne dziewczyny z Fundacji Piękna Mama. Przepiękne dziewczyny, które chcą robić coś dla ludzi, więc my dla ludzi też coś chcemy robić. Chcemy śpiewać, będziemy śpiewać i pokażemy, że można wszystko można. Śpiewać, malować, stepować i tańczyć w każdym wieku. Zachęcam wszystkich do tego, by odkrywali swoje talenty i robili to, co lubią.

Dużo pani podróżuje, pojawiło się wiele muzycznych propozycji. Łatwo to pogodzić?

KS: Jak człowiek chce, to pogodzi wszystko. Nie ma problemu. Byle było zdrowie, zdrowie i jeszcze raz zdrowie, czego życzę wszystkim ludziom na świecie, bo kocham życie. Co rano wstaję i dziękuje za to, że się obudziłam. Co rano wstaję i krzyczę: Zaczynamy nowy dzień! (śmiech)

Nagrywa pani z siostrami płytę. Kiedy możemy się spodziewać premiery?

KS: Jeszcze nie wiem. To wszystko jest w trakcie przygotowań, ale na pewno o tym będziecie wiedzieć! (śmiech)

Co jest największą siłą sióstr Szydłowskich?

KS: Jedność i zgoda pomimo różnych charakterów, bo każda z nas jest inna. Średnia siostra Ela jest stanowcza, zawsze konkretna, ale lubi żartować! Ale przy niej się stoi na baczność. Choć emerytowana, to wciąż nauczycielka. (śmiech) Jola, najmłodsza z sióstr, jest osobą ciepłą, serdeczną, chociaż nie jest wylewna i nie rzuca się na szyję tak jak ja, bo ja bym ucałowała cały świat i wszystko oddała. Tak jak nasza mama. Ale może dobrze, że się tak różnimy, bo inaczej byłoby nudno. Oczywiście nie zawsze jesteśmy zgodne, ale w zespole trzeba się szanować i dostosować. Ja się dostosowałam. Młodsza siostra uczy mnie, jak mam śpiewać inaczej niż operetkowo. Średnia mnie uczy, jaką być powściągliwą i konkretną, więc uczę się całe życie.

Fot. Archiwum Krystyny Szydłowskiej

Wszystkie siostry chciały wziąć udział w programie?

KS: Nasze córki nas przekonały. Justyna, córka Eli i moja Krysia porozumiały się ze sobą. Justysia powiedziała do Eli: Mamo, jedziesz. Broniła się, że zajmuje się wnukami, że już tyle lat nie śpiewała. Wtedy Justyna zadzwoniła do mojej Krysi i jej o wszystkim powiedziała. Córka zaczęła mnie przekonywać, że to program dla nas. Na początku się broniła, ale potem zadzwoniłam do sióstr. Ela zapytała, czy wezmę udział. Powiedziałam, że tylko z nią. Zadzwoniłyśmy do Joli, ale ona nie chciała.

Co było dalej?

KS: Pojechałyśmy same jako solistki. Przeszłyśmy przez precasting i zaśpiewałyśmy w duecie. Powiedziałyśmy, że mamy jeszcze trzecią siostrę i mimo, że nie była na tym castingu, to powiedzieli, żeby przyjechała na kolejny. Jola była nieugięta. Opierała się długo. Błagałyśmy i dzwoniłyśmy, a ona mówiła: nie będziecie mi układać życia. (śmiech) Ale w końcu to przemyślała, pojechała i cieszyłyśmy się. Cały czas jednak powtarzała: zrobiłam to tylko dla Was! Tylko dla Was! (śmiech) I razem odniosłyśmy sukces! Nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z moimi siostrami.

Jakie wskazówki uzyskałyście od Urszuli Dudziak?

KS: Przekazała nam radość śpiewania, temperament, otwartość. Urszula Dudziak jest takim przykładem kobiety, która jest światowej sławy gwiazdą z temperamentem, ale ma też w sobie serdeczność i całe serce oddaje drugiemu człowiekowi. Zaraziła nas jazzem i mówiła: Dziewczyny, moje wy kochane siostry, wy się dopiero rozkręcacie! I dodała nam skrzydeł.

Doświadczenie sceniczne z Teatru Muzycznego w Lublinie pomogło pani w odnalezieniu się na scenie The Voice Senior?

KS: Zawsze miałam tremę, ale w teatrze człowiek ma chór, zaplecze, balet, dekorację, kostium. Jest nauczony tekstu, a tutaj byłyśmy trzy. Musiałyśmy same się nauczyć, Jola dobrała nam głosy, żeby zaśpiewać dobrze zaśpiewać. Do tego ruch sceniczny. Miałyśmy codziennie próby. Siedziałam tygodniami w Łodzi. Podczas występów serce biło mi tak mocno, nogi mi się trzęsły. Mimo że tyle lat spędziłam na scenie, to takiej tremy nigdy nie miałam!

Fot. Archiwum Krystyny Szydłowskiej

Co pani daje największą radość z bycia na scenie?

KS: Śpiewanie. Bycie. Przekazanie widzom moich odczuć, moich radości. Mojej serdeczności. Uwielbiam, jak ludzie się śmieją. Chociaż byłby na widowni jeden widz, to idę i śpiewam dla niego.

Maluje pani obrazy. To również daje taką radość?

KS: Uwielbiam malować drzewa. Jakiś domek w dali, bajkowa przestrzeń, zadymione chmury, las. Oglądam też dużo obrazów w internecie, bo tam wszystko jest. Malarze uczą tam krok po kroku, jak malować. Podglądam ich trochę, ale sama też coś tworzę. W sumie nie chciałam się przyznawać do tego, bo to było takie moje osobiste. Ale moje siostry od razu mnie zapytały: Dlaczego nam nie powiedziałaś? (śmiech)

Jest taki stereotyp, że seniorom już nic nie wypada. Pani tymczasem udowadnia, że w każdym wieku można spełnić swoje marzenie.

KS: Nie trzeba im tego udowadniać, ale oni muszą sami chcieć. Jeśli będą sami chcieli, to wtedy zdarzy się wszystko. Naprawdę wszystko. Jestem przekonana, że seniorzy mają ogromne talenty. Nie wiem jakie, ale w każdym drzemie coś, co można rozwijać: taniec, malowanie, czy robótki ręczne. Cokolwiek. Robisz to, lubisz to, urasta to do pasji i w świat! (śmiech)

Zdjęcia: Dominika Polonis

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o