Krzysztof Napiórkowski to polski wokalista, kompozytor, autor tekstów, producent muzyczny i multiinstrumentalista. W 2008 roku wydał swoją debiutancką, autorską płytę studyjną – Introspekcja. O wolności, muzyce i autorytetach rozmawialiśmy z artystą podczas jednego z jego koncertów w Lublinie.

Dzisiaj koncert z cyklu „Zaduszki jazzowe”. To pobudza do refleksji?

– To jest tradycyjnie taki okres, kiedy wspomina się swoich bliskich, ale też osoby, które odeszły. My akurat wykonujemy tzw. piosenkę poetycką i część naszych tekstów stanowią utwory do tekstów poetów. Wielu z nich już odeszło, m.in. Jan Twardowski, Zbigniew Herbert. Wspominamy te wybitne postaci w formie muzycznej. Koncert zaduszkowy ma tytuł „Poeci Wolności” i śpiewamy utwory poetów, którzy przechowali w swojej twórczości ten motyw wolności. Zarówno tej wolności politycznej, jak i tej wolności wewnętrznej.

Który z poetów poprzez swoje teksty stwarzał poczucie największej wolności?

– Wydaje mi się, że poetą najbardziej utożsamianym z walką o wolność jest Zbigniew Herbert. Był śpiewany przez bardów Solidarności. Przez tych, którzy sprzeciwiali się systemowi komunistycznemu. Ale nie zapominajmy, że Adam Mickiewicz był tym, który przechował pamięć o wolnej Polsce przez ten okres, kiedy nasza ojczyzna zniknęła z map Europy.

Czyli Zbigniew Herbert to pana autorytet?

– Na pewno jest moim autorytetem! Był to człowiek bezkompromisowy, zarówno w swojej drodze artystycznej, za co często płacił wysoką cenę. Bo pójście pod prąd w tamtych czasach oznaczało po prostu banicję. I on się na to godził.

Nagrał pan płytę do tekstów księdza Jana Twardowskiego. To też była taka postać, która w okresie zniewolenia walczyła o wolność.

– Na pewno. Natomiast Jan Twardowski zajmował się jakby głównie tematyką wewnętrzną człowieka. To znaczy duchowością, relacją z Bogiem, relacją właśnie taką duchową też z samym sobą i z miłością. Bo on też bardzo dużo pisał o miłości. To jest zupełnie inny kontekst poezji i inny kontekst też duchowości i wolności, która ma wymiar wewnętrzny. Oczywiście to jest bardzo ważne i bez tego też nie można być człowiekiem wolnym.

Poprzez muzykę czuje się pan wolny?

– Myślę, że muzyka jest dla mnie taką przestrzenią, która daje mi takie poczucie wolności i niezależności. Mam takie szczęście w życiu, że mogę tworzyć taką muzykę, jaką chciałbym tworzyć i nie muszę się poddawać żadnym modom, naciskom i sugestiom innych. I też w wydawnictwie mam na tyle dobrą współpracę, że nie muszę się do obowiązujących trendów i mód dostosowywać, tylko mogę własną drogę realizować, z czego się niezmiernie cieszę!

Te utwory obecnie też dają motywację do walki o wolność?

– Myślę, że dzisiaj walka o wolność ma zupełnie inny charakter niż powiedzmy trzydzieści czy czterdzieści lat temu, kiedy Polska nie była państwem suwerennym. Dzisiaj ta wolność jest rozumiana bardziej jako zachowanie tej wolności, którą już mamy. Właśnie w tej poezji, którą dzisiaj śpiewam, przejawia się ten wątek brania odpowiedzialności za swoje czyny i za swoją wolność.

Jak było kiedyś traktowane przez władzę takie stwarzanie sobie wolności obyczajowej, jaką dawała muzyka?

Wprawdzie ja w latach 80. byłem dzieckiem i wolność obyczajowa nie była jeszcze wtedy dla mnie tematem, który mógłby stanowić jakiś problem, bo miałem wtedy słodkie dzieciństwo. Żyłem w małej miejscowości, więc nie czułem tego aż tak bardzo, że żyję w systemie totalitarnym. Ale był to już kres tego systemu. Natomiast z opowieści i z nastroju, który był obecny w tamtych latach i wcześniej, dało się odczuć, że to pokolenie łaknęło tej wolności. I my jesteśmy właściwie pierwszym pokoleniem, które dorastało w wolnym kraju i mogło wyrażać bez jakichkolwiek obostrzeń swoje poglądy. Bez żadnych konsekwencji prawnych, czy karnych.

Gdzie są granice komercji w obecnych czasach?

Każdy sam sobie wyznacza te granice. Jest wielu artystów, którzy celowo wkraczają na drogę komercji, bo po prostu uważają, że jest to dobra droga. Nikomu nie zarzucam tego, jaką ktoś wybiera drogę. Ktoś może powiedzieć, że ja jestem komercyjny. Bo przecież muzyka też jako forma artystyczna jest też formą komercyjną. Więc to tak naprawdę tylko od nas zależy, jak bardzo chcemy być niszowi. Dzisiaj jest moda na wszystko. Jest moda na pop, jest moda i właśnie na niszową kulturę. I ten wybór jest szeroki. Na szczęście, nikt nikogo do niczego nie zmusza. Tylko jest pytanie, czy robimy to zgodnie z własnym sumieniem czy po prostu chcemy wykorzystać muzykę jako źródło dochodu.

Poszukuje się obecnie jeszcze wierszy w piosence?

– Myślę, że tak. Moim zdaniem jest to ważna sprawa, bo tekst w piosence zatracił swoją wartość. I na przykład przeszukując stacje radiowe, możemy nie raz natknąć się na teksty, które są tak bardzo banalne, że aż nam się wydaje to niemożliwe. Dlatego myślę, że teksty, ponieważ jest ich coraz mniej, to stają się coraz bardziej ważne.

Zatem czy można mówić o scenie piosenki literackiej?

Scena piosenki literackiej istniała zawsze w Polsce. I myślę, że kiedyś istniała nawet bardziej niż teraz, bo za czasów, kiedy ja byłem studentem to występy bardów z gitarą w klubach były czymś normalnym. Może po takiej fascynacji popem i takim plastikowym brzmieniem i właściwie muzyką bez treści, przyjdzie czas kiedy znowu powrócimy do tekstu. Być może, za dwa albo trzy lata okaże się, że ta plastikowa muzyka jest szkodliwa dla zdrowia. Nie wiem, być może ona powoduje raka? Może po prostu okaże się, że taka prawdziwa muzyka działa dobrze organicznie na człowieka? Może to jest właśnie jakaś przyszłość w ogóle?

Fot. Anna Powierza/ Archiwum artysty

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o