Katarzyna Jałowiec jest lublinianką i pasjonatką gór. W niedzielę (19 lipca) wyruszyła na swoją kolejną wyprawę. Jej celem jest nie tylko góra Großglocknera w Austrii, na którą będzie się wspinać. Jadąc na wyprawę chce spełnić swoje marzenie i zdobyć Białą Damę.

Skąd pomysł na taką wyprawę?

– Zaczęło się przypadkiem. Dwa lata temu do naszego zespołu w pracy dołączyła Patrycja. Po krótkiej rozmowie okazało się, że mamy wspólną pasję jaką są góry. Poinformowała, że najwyższy szczyt na jakim była to Mont Blanc. Ze zdumieniem zapytałam się jej: Ale jak to? To tak każdy może? Odpowiedź była krótka: pewnie. Wszystko zależy tylko od Ciebie. To była właśnie ta iskra, która rozpoczęła moje marzenie o Dachu Europy.

Co panią fascynuje w górach?

– Góry mają swoją filozofię i prawdę. Pośród natury, w spokoju i ciszy błąkają się myśli które później scalam i zamieniam w nowe plany i marzenia. Niewątpliwie są również cierpieniem, ale piękne rzeczy rodzą się w bólu.

Jak wyglądały pani przygotowania do tej wyprawy?

– Jestem po zimowym kursie wysokogórskim który odbył się w Tatrach Słowackich. Nauczyłam się podstaw chodzenia w rakach, hamowania czekanem i wiązania lin. Przed wyprawą ćwiczyłam również na siłowni. Przydatne okazały się maszyny typu: schody i bieżnia. Są jednak elementy wyprawy, na które dużego wpływu nie mam, chociażby choroba wysokogórska czy też brak okna pogodowego. Jestem jednak dobrej myśli.

Ile potrwa pani wyprawa?

– Wyprawa potrwa maksymalnie 10 dni, czyli do 29 lipca. Najpierw w ramach aklimatyzacji będziemy próbować wejść na Großglocknera, a jest to najwyższy szczyt Austrii o wysokości 3798 m n.p.m. Potem obierzemy kierunek w stronę Francji do miasteczka Chamonix. No i na końcu nasz cel: Biała Dama.

Jak przebiegać będzie wyprawa?

– Großglockner to dwa pełne dni akcji górskiej. Pierwszego dnia kierujemy się na nocleg do schroniska Erzherzog-Hutte (wysokość 3451 m n.p.m). Około godziny 4:00 rozpoczynamy wejście na szczyt. Na wierzchołku góry znajduje się krzyż o masie 350 kg, zwany cesarskim. Tego samego dnia wieczorem schodzimy do doliny. Mont Blanc jest już nieco bardziej skomplikowaną górą. Najpierw udajemy się na nocleg do schroniska Tete Rousse (3150 m n.p.m.). Kolejnego dnia przechodzimy przez tzw. Kuluar Śmierci. Jego zła opinia bierze się z niebezpieczeństw powodowanych przez spadające z góry kamienie, bloki skalne, bryły lodowe i lawiny śnieżne. Kolejny nocleg przewidziany jest w schronisku Goûter (3815 m n.p.m.). Atak szczytowa zaczyna się ok. 2:00 w nocy. Mont blanc to lodowiec więc temperatury w nocy minusowe umożliwiają bezpieczne wejście, tak aby nie wpaść do szczelin. Na szczycie jest się o świcie. Potem zostaje już tylko bezpiecznie zejść!

Fot. Materiały prywatne

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o