Małgorzata Beczek to 24-letnia wokalistka. Na co dzień pracuje w akademickim Radiu Centrum prowadząc program muzyczny „Z Innej Beczki”. Pod koniec maja wydała swój debiutancki singiel „Nie!”. Za chwilę spełni się również jej inne marzenie – zostanie absolwentką psychologii na UMCS.

Pierwsze kroki

Zaczynała w zespole Lunatycy. To były jej pierwsze kroki na muzycznej scenie. – Potem był zespół Pikantny Personel, a następnie Inside. Każdy z nich wspominam z ogromnym sentymentem. Nauczyłam się samego śpiewania i wizji tego, jak ma wyglądać moja muzyka – podkreśla Małgorzata. Ubolewa, że zespoły się rozpadły, ale przyjaźnie, które się wtedy nawiązały, przetrwały.

– Najdłużej trwał projekt, w którym pokładałam największe nadzieje. To był Inside. Mieliśmy praktycznie gotowy materiał na płytę i już około dziesięciu utworów. W planach było wejście do studia. Jednak nie udało nam się zaangażować w to w podobnym stopniu. Ale nadal współpracuję z dwoma członkami grupy – mówi wokalistka.

Podjęła odważną decyzję i rozpoczęła karierę solową. – Teraz mówię, że mam 24 lata i debiutuję, a tak naprawdę napisałam już około trzydziestu piosenek, ale wszystkie poszły do szuflady. Była taka chwila, że chciałam się poddać. Postanowiłam, że muszę spróbować! Jak nie drzwiami, to oknami – mówi dobitnie.

Pójść na solo

Decyzja o rozpoczęciu indywidualnej kariery nie była łatwym krokiem. – Postanowiłam spróbować i napisać melodię, z głowy, bez instrumentów. Nie gram na żadnych instrumencie tak dobrze, żeby skomponować cały utwór – zdradza Gosia. – Chciałam napisać melodię, którą miałam w głowie i po prostu oddać ją w ręce producenta.

Jej plan się powiódł. – Mam nadzieję, że nie zepsułam czasu wszystkim ludziom, z którymi współpracowałam. Że nie okazałam się trudnym współpracownikiem, a czasami jestem trudna – uśmiecha się kobieta. – Jak wiem, jak coś brzmi w mojej głowie, to dążę do tego, by tak brzmiał utwór – tłumaczy.

Dziecięca wyobraźnia

Na swoim koncie ma już wiele utworów. Pierwszy wymyśliła w wieku zaledwie sześciu lat. – Był o lesie, grzybach i rybach. Prawdopodobnie był przeróbką czegoś, co słyszałam w dzieciństwie – wspomina ze śmiechem. – Pierwszy świadomy utwór napisałam w piątej klasie podstawówki. Potem już były zespoły, więc było łatwiej.

Na co dzień wykonuje szeroko pojętą muzykę rockową, ale inspiracji szuka w różnorodnych gatunkach muzycznych. Najwięcej czerpie jednak z twórczości Beyonce.

– Beyonce jest moim bohaterem. Ona jest sama sobie kierownikiem, managerem, sama założyła wytwórnię. Przede wszystkim sama pracuje w studiu nad wizją swojej płyty. Ze mną było podobnie – opowiada. – Jedną z największych inspiracji i dłuższych inspiracji jest również Heidi Williams. Też zaczynałam jako dziecko. Od najmłodszych lat pragnęłam być po prostu frontmanką zespołu rockowego.

Debiutancki singiel

Opowiada o bezradności, pułapkach naszej psychiki, codzienności pełnej paradoksów i wyzwań. 30 maja ukazał się pierwszy singiel zatytułowany „Nie!” To nie tylko opowieść o problemach, z którymi się zmagamy, ale również o chorobie, z którą boryka się Gosia – atakami paniki lękowej.

– Gdy pisałam refren do tego kawałka, to słowa „raz, dwa, trzy”, gdy zagrałam je szybciej miały odzwierciedlać coraz szybciej bijące serce, które tak bije, gdy ma się atak paniki – stwierdza. – Sam pomysł na kawałek zrodził się w mojej głowie, kiedy usłyszałam kawałek Ariany Grande z jej przedostatniej płyty. Piosenka o nerwicy lękowej. Sufit się kręci, nie można złapać powietrza, ale po prostu masz oddychać, oddychać i oddychać. On bardzo mocno do mnie trafił.

Gosia kończy psychologię na UMCS. – Poruszanie kwestii zdrowia psychicznego jest bardzo ważne. Nie możemy się wstydzić naszych problemów, również tego, że mamy stany depresyjne – podkreśla.

Sama

Wokalistka sama pracowała nie tylko nad muzyką i tekstem piosenki. Na własną rękę zadbała również o promocję piosenki – wysłała maile do stu radiostacji, pisała notki prasowe, pisała scenariusz teledysku i znalazła ludzi, żeby go stworzyć. Sama również prowadziła social media.

– Nie miałam do tego żadnych pomocników, a to było trudne i wiązało się ze stresem – przyznaje. – W muzyce jest coś takiego, że wprowadza mnie w ciekawe stany. Czuję, że od kiedy prowadzę audycję „Z Innej Beczki” w Radiu Centrum, to zaczęłam bardziej uważnie słuchać każdej piosenki – podkreśla. – Zatracam się w pracy. Bywało tak, że było tyle tej pozytywnej muzyki, którą chciałam dać ludziom, że miałam ją zaplanowaną na dwa lub trzy tygodnie w przód.

Podcinanie skrzydeł

W jej życiu nie brakuje też chwil zwątpienia. Mówili mi: Nie idź na studia wokalne, bo nie ma z tego pieniędzy. Nie idź na dziennikarskie, bo również nie ma z tego pieniędzy. Tak się w ludziach zabija marzenia! Mam wrażenie, że kiedyś napiszę o tym piosenkę, o podcinaniu skrzydeł. Nie przez rodzinę, ale przez znajomych – stwierdza. – Odkąd zaczęłam robić coś na własną rękę, zaczęłam w to bardziej wierzyć. Zapaliła się lampka, która mówiła: Hej, Gosia! Nie panikuj. I znalazłam swoją nadzieję i światełko w tunelu. Mam nadzieję, że to jest dopiero początek! – uśmiecha się.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o