Powiedzieć o niej, że jest piosenkarką, to zdecydowanie za mało. Młoda artystka z Lublina robi znacznie więcej. Poza tym, że śpiewa, pisze również teksty do swoich piosenek, tłumaczy książki z języków obcych na polski i wydaje je w wydawnictwie, które założyła i prowadzi. Na co dzień mieszka w Mediolanie, jednak potrafi pogodzić ze sobą wszystkie obowiązki. Mowa o Natalii Moskal, artystce z Lublina, która obecnie podbija włoski rynek muzyczny.

Natalia Moskal to młoda, ambitna, niezależna artystka z Lublina. Jak sama przyznaje, po rodzinie i ukochanym mężczyźnie, to muzyka w jej życiu jest najważniejsza.

– Muzyka od zawsze była moją pasją. Bardzo kocham śpiewanie, od małego występowałam w różnych konkursach muzycznych. Zaczęło się od drugiej klasy szkoły podstawowej. Mama zachęciła mnie, żebym wzięła udział w konkursie piosenki angielskiej. Zaśpiewałam i tak mi się spodobało na scenie, że postanowiłam to robić w życiu – opowiada Natalia Moskal.

W hołdzie kobietom

Natalia Moskal do tej pory wydała dwa albumy „Songs of Myself” i „Iłłakowiczówna. Bunt Młodości”. Pierwszy krążek powstał w hołdzie kobietom i jest stylizowany na lata 80. i 90. ubiegłego wieku. Muzykę, jaka się na nim znalazła, można określić jako elektro-pop z domieszką alternatywy.

– Jest dużo brzmień inspirowanych latami osiemdziesiątymi i dziewięćdziesiątymi. Zarówno ja, jak i producent, z którym współpracowałam, również lublinianin Łukasz Maron, bardzo lubimy takie brzmienia. Łukasz ma dużo instrumentów oryginalnych, klawiszy, które pochodzą z tamtego okresu. Mnie się to tak spodobało, że postanowiliśmy nagrać płytę w tym stylu. Pojawiły się na niej elementy charakterystyczne dla tych czasów, np. syntezatory, które słychać w utworach, stroje kobiece, czyli body, leginsy, a także fryzury natapirowane, z burzą loków, ostry makijaż i dużo kolorów – opisuje artystka.

Fot. Materiały artystki (3)

Na płycie znalazło się 10 utworów. Większość jest po angielsku. To „Better man”, „Midnight”, „My firsts ain’t my lasts”, „Michelle”, „Another life”, „Lie”, „Be free” i „Foreign stranger”. Zaledwie dwa są po polsku: „Lustro” i „Mur”.

– Album jest inspirowany historiami różnych kobiet, które poznałam, o których czytałam i które mnie zainspirowały. Zafascynowała mnie na przykład historia Sophii Loren, która przeszła długą i ciężką drogę, aby stać się gwiazdą. Przeżyła wojnę, wychowywała się w biednej rodzinie, bez ojca. Jedna piosenka jest zainspirowana Ester Singer Kreitman (starsza siostra noblisty Isaaca Bashevisa Singera – przyp. red.), czyli postacią, której książki wydajemy – wyjaśnia. – To powieściopisarka żydowskiego pochodzenia, której w życiu wręcz zabroniono spełniać się zawodowo. Interesują mnie kobiety takie, jak na przykład Ruth Bader Ginsburg, czyli pierwsza kobieta, która zasiadła w Sądzie Najwyższym w Stanach Zjednoczonych. W tym świecie zdominowanym przez mężczyzn wyławiam kobiety silne, które coś osiągnęły i o nich tworzę. One mnie inspirują – mówi Natalia Moskal.

Kazimiera Iłłakowiczówna

To właśnie ona, poetka dwudziestolecia międzywojennego, była inspiracją dla Natalii Moskal podczas tworzenia drugiego albumu. Na epce znajduje się pięć utworów, których słowa to wiersze Kazimiery Iłłakowiczówny. Ich tytuły to „Trąbka”, „Rozstrzelano moje serce w Poznaniu”, „Trzy struny”, „Miłość” i „Bunt Młodości”.

– Natrafiłam na jej postać w zeszłym roku, a to był rok, kiedy Polska obchodziła setną rocznicę odzyskania niepodległości. Przeczytałam biografię poetki autorstwa Joanny Kuciel-Frydryszak i jej wiersze. Ta twórczość bardzo mi się spodobała, choć przyznam, że na co dzień nie czytam wierszy dla rozrywki. Wolę prozę. Wiersze Iłłakowiczówny do mnie przemawiały swoją prostotą. Wśród nich były liryki patriotyczne o Polsce, wojnie, miłości do ojczyzny – mówi Natalia Moskal.

– To poezja śpiewana, ale nieco odmienna od tej, którą znamy. Nie chciałam tracić kontaktu z elektroniką, która jest na pierwszym albumie, więc pracując z producentem Janem Stokłosą stwierdziliśmy, że musi być tam dużo żywych instrumentów z perkusją, sekcją rytmiczną, smykami. Dzięki temu piosenki są emocjonalne i po prostu do posłuchania. Jest w nich dużo siły, dużo mocnych brzmień. Mają obrazować uczucia, które miotały poetką, kiedy pisała swoje wiersze. Wybraliśmy patriotyczne utwory, bo to miał być mój sposób na uczczenie setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości – dodaje.

Wydawnictwo

Swoje albumy artystka wydała we własnej wytwórni, którą założyła specjalnie na ten cel – „Fame Art Books & Music”.

–Wybrałam drogę zdecydowanie trudniejszą i założyłam własne wydawnictwo. Za jego pośrednictwem wydaję książki i piosenki. Ciężko jest bowiem być niezależnym artystą. Nie chciałam iść na kompromisy, bo niestety nawiązanie współpracy z istniejącymi wytwórniami wiąże się z tym, że trzeba iść na duże ustępstwa. Wytwórnia ma prawo powiedzieć, że ta piosenka nie może być, ten kierunek muzyczny trzeba zmienić, teledysk się nie nadaje. Ja tak nie chciałam. Miałam swoje koncepcje i nie chciałam ich zmieniać – wyjaśnia artystka.

Nakładem wydawnictwa ukazały się również dwie książki: „Rodowód” i „Taniec Demonów” autorstwa Ester Singer Kreitman.

– Posiadam prawo do przekładu wszystkich utworów pisarki. Ukazały się tylko trzy jej dzieła. Inne jej utwory zaginęły. Wybrałam do przekładu jej powieści, ponieważ zaciekawiła mnie jej trudna historia życiowa. Ester Kreitman pochodziła z ortodoksyjnej żydowskiej rodziny. Nie mogła się spełniać w żaden inny sposób poza pełnieniem roli żony, matki i gospodyni domowej – wyjaśnia. – Jej matka sprzeciwiła się temu, żeby pisała i kazała w podróży na jej własny ślub wyrzucić wszystkie jej utwory. Fascynuje mnie jej historia, te trudy, przez które musiała przejść. Jej braciom można było robić wszystko, a jej nic, tylko dlatego, że była kobietą. Kobiety nie mogły marzyć o spełnieniu zawodowym. Chociaż Ester Kreitman była pierwszą w rodzinie, która zaczęła pisać i okazywać swój literacki talent. Jednak o niej jest znacznie ciszej niż o jej braciach. Obaj są sławnymi literatami, jeden otrzymał nawet nagrodę Nobla. Ona nie miała szansy, żeby zaistnieć w ten sam sposób – tłumaczy piosenkarka.

Doskonale sytuację obrazują słowa, które znalazły się w „Tańcu Demonów”. – Jest tam opisana rozmowa Dwojrele, głównej bohaterki powieści, z jej ojcem. Dziewczyna zapytała go: „Tatusiu, kim ja będę, gdy dorosnę?”. Na co on jej odpowiedział: „Nikim”. Ester pragnęła uciec przez całe życie od tego reżimu, tradycji ale za życia jej się to nie udało. Być może teraz, po śmierci damy jej należyte miejsce. Jej wnuczka, bardzo się z tego cieczy, że po śmierci pamięć o niej jest przywracana – mówi.

Feministka?

Natalię Moskal niezwykle fascynują silne, utalentowane kobiety, które walczyły o należne sobie miejsce w świecie. Czy jest feministką?

– Myślę, że jestem. Zależy, co rozumiemy przez to hasło. Dla mnie feminizm to równość. Myślę, że mimo wszystko jest już lepiej niż było 100 lat temu, choć dopiero wychodzimy z cienia w niektórych sferach i zawodach zdominowanych przez mężczyzn. Podobają mi się postaci, które były nietuzinkowe i które w swoich czasach wyróżniały się tym, co robiły. Np. Kazimiera Iłłakowiczówna, postać wiodąca mojego drugiego albumu była sekretarzem Piłsudskiego, wyróżniała się w środowisku męskim. Historie tych kobiet dają mi siłę do działania, ale nie jestem kobietą, której przeszkadza to, że mężczyzna podaruje jej kwiaty czy przepuści w drzwiach – śmieje się.

Trudy bycia artystą

Artystka przyznaje, że w branży muzycznej trudno jest się wybić i zaistnieć. Szczególnie, gdy chce się być niezależnym artystą.

– W grę wchodzą ogromne pieniądze na promocję. Są trzy wiodące wytwórnie na świecie, które mają monopol na większość rynku muzycznego. Moja rola na rynku muzycznym jest dużo mniejsza niż chciałabym, żeby była. Pracuję cały czas nad tym, żeby to się zmieniło. Niezależna droga wymaga znacznie więcej pracy, którą wykonuje jedna osoba. Cieszę się z tego, co udało mi się już osiągnąć, ale naturalnie chciałabym więcej – mówi Natalia Moskal.

Przyznaje, że chciałaby dojść do etapu, w którym muzyka będzie jej jedynym i wiodącym zawodem. – Nie chodzi o wielkie sceny, czy o to żeby stać się celebrytą, bo za tym słowem niekoniecznie idzie jakość i talent. Moim największym idolem jest Beyonce. To królowa, ale i tytan pracy, talent jakich mało na świecie – podkreśla artystka. – Od małego poświęciła się muzyce. Nie można się porównywać do takiej postaci, ale warto mieć osoby, którymi można się inspirować. Ostatnio bardzo polubiłam Lizzo. To amerykańska artystka która w swojej sztuce promuje „body positivity”. Jest dziewczyną „przy kości” i tego się nie wstydzi, promuje naturalny obraz kobiety, które przecież są różne. Daje przesłanie, aby kochać siebie takimi, jacy jesteśmy. Do tego muzyka: RNB z domieszką soul, czarnej muzyki, popu. Uwielbiam ten styl – zdradza Natalia.

Moje miejsce na Ziemi

Natalia śpiewa po polsku, angielsku i włosku. – Śpiewanie w języku włoskim to początki. Tak naprawdę dopiero się uczę tego języka – mówi artystka. W tym języku niedawno powstał chociażby cover Charlie Charlesa w wykonaniu Natalii.

Z Włochami wiąże ją jednak znacznie więcej. Piosenkarka zamieszkała w Mediolanie. – Wyjechałam, bo poznałam mężczyznę, w którym się zakochałam, a który stamtąd pochodzi. Poza tym we Włoszech po prostu bardzo mi się spodobało. W Polsce zawsze czułam, że czegoś mi brakuje. Tam odnalazłam moje miejsce na Ziemi. Nie wiem czy to kwestia kultury, luzu życia, czy słońce mnie tam pociąga. Natomiast Mediolan jest jedynym miastem w tym kraju, gdzie tak naprawdę można normalnie funkcjonować, bo całe Włochy są trochę zdezorganizowane, żyje się tam powoli. Mediolan jest takim złotym środkiem – mówi Natalia.

Artystka przyznaje, że jest bardzo rodzinną osobą. – Tęsknię bardzo za rodziną i przyjeżdżam tak często jak mogę, średnio co trzy tygodnie. Tutaj znam ludzi, jest mi łatwiej chociażby w kwestiach nagrywania utworów. We Włoszech jeszcze nie wyrobiłam sobie kontaktów, żeby naturalnie wychodziła mi tam praca – przyznaje.

Osiągnięcia

– Największym osiągnięciem jest dla mnie pierwszy debiutancki album, który wydałam własnymi siłami, na zasadach, na jakich chciałam. Nikt nas nie ograniczał, nie mówił, jak moje utwory mają brzmieć. To jest sukces, że stworzyliśmy produkt od zera do wydania, z całą otoczką promocyjną. Za duże osiągnięcie uważam też moje wydawnictwo, które jest małe, niszowe, ale wymaga bardzo dużo pracy – zdradza.

Plany na przyszłość

Covery, które artystka stworzyła po włosku bardzo się spodobały tamtym słuchaczom. Teraz pracuje nad autorskimi utworami po włosku.

– Pracuję też nad dwoma kolejnymi książkami, które prawdopodobnie niedługo ukażą się nakładem Fame Art Books & Music. Będą związane z Ester Kreitman. Została jeszcze jedna książka jej autorstwa i jest dziennik jej syna o życiu Ester. Mamy też plany na kolejne książki niezwiązane z tą postacią, ale opowiadające o kobietach – uchyla rąbka tajemnicy.

Natalia chciałby także powrócić w najbliższym czasie na scenę i koncertować.

– Kocham to co robię, głównie muzykę i chciałabym więcej czasu spędzać na scenie. Nie potrafiłabym pracować od 8 do 16 w korporacji. To by mnie zabiło – śmieje się. (jus)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o