Ojciec Filip Buczyński to prezes lubelskiego Hospicjum Małego Księcia. Od lat jest silnie zaangażowany w działalność charytatywną, jednak największą satysfakcję sprawia mu praca z małymi pacjentami hospicjum.

Hospicjum Małego Księcia zajmuje się śmiertelnie chorymi dziećmi. Skąd ojciec bierze siłę do tego, by ciągle działać?

FB: Pewnym paradoksem jest, że im więcej dajemy tym więcej otrzymujemy. Z samej posługi już czerpiemy wiele satysfakcji i radości, że możemy pomóc. Jak do tego dodamy jeszcze uśmiechnięte dziecko, które jest zadowolone, dobrze bawi, jest przytulane, zjadło, wykąpało się i jest mu dobrze, to czujemy, że robimy wszystko, co w naszej mocy. To satysfakcja z tego, że robimy to, co do nas należy, a jednocześnie widzimy uśmiech dziecka. Myślę sobie, że ma to też wymiar duchowy, gdy próbujemy mieć świadomość tego, jak jest to ważne. W Europie jesteśmy w kręgu kultury chrześcijańskiej, ale kiedy analizujemy inne kultury, to w kulturze greckiej człowiek wartościowy to ten, który jest piękny i harmonijny. Z kolei w kulturze rzymskiej to ten, który jest piękny, silny, mądry. Patrząc na kulturę chrześcijańską to ten, który jest chory i cierpiący jest wartościowy, przez samo swoje człowieczeństwo. Wprowadzając głęboki chrześcijański humanizm możemy podkreślić wartość człowieka, który doświadcza swojej choroby, który ma swoją godność i jest kochany. Ma swoją wartość i prawo do życia, a to życie jest jednocześnie afirmowane.

Życie z wyrokiem śmierci może być szczęśliwe?

FB: Byłem na oddziale stacjonarnym i wziąłem na ręce chłopczyka, którego chrzciłem dwa lata temu. On oczywiście tego nie pamiętał, bo miał dwa dni, ale był na takim zakręcie życiowym, że nie wiadomo było, czy to dziecko w ogóle będzie żyło. Wziąłem je na ręce, a ono zaczęło wchodzić ze mną w interakcję, szarpać mnie za włosy, uśmiechać się do mnie i łapać za okulary. Pogłaskałem go po głowie i ono było szczęśliwe w takim zakresie, w jakim może być tylko szczęśliwe, czyli z jego perspektywy. Moglibyśmy oczywiście powiedzieć, że gdyby miało to, to i to, byłoby bardziej szczęśliwe, ale przecież ono tego nie zna. Ono zna doświadczenie pewnych utrudnień wynikających z choroby i jakość życia tego dziecka jest optymalna również ze względu na opiekę medyczną. Zagwarantowane są potrzeby emocjonalne, które są wpisane w potrzeby rozwoju. Ono jest szczęśliwe i powiem, że nawet na pewno szczęśliwsze niż niejeden równolatek, który nie jest w stanie zaznać tego, co to dziecko będące naszym podopiecznym zaznaje.

Dzieci czują lęk przed śmiercią, czy nie zdają sobie sprawy z tego, że umierają?

FB: Tutaj wszystko zależy od tego, ile to dziecko ma lat. Jeżeli jest już nastoletnim człowiekiem, to ma już świadomość tego, że śmierć jest nieodwracalna, czyli ma też świadomość, że ten etap równi pochyłej, na której się znajduje zbliża go do momentu, kiedy ma się odbić do innej rzeczywistości. Wiele zależy od tego, na ile ten młody człowiek jest przygotowany na narodziny dla nieba. Mając świadomość tego, że zostawia się coś, co się kocha, to zawsze jest ból. Wkracza się wtedy w nową rzeczywistość, w której ma się nadzieję, że tam spotka się ludzi, których się kocha. Tam będzie się czekało na tych, których się kocha, a którzy zostają jeszcze tu, na ziemi. Tak rozumieją to nastoletnie osoby, bo mają one już zdolność myślenia abstrakcyjnego. Mówiąc o bardzo małych dzieciach, to one myślą jeszcze bardzo magicznie i śmierć jest dla niego czymś odwracalnym, jak sen. Wszystko to, co jest dla dziecka ważne to jest tu i teraz. Miłość, bliskość, żeby nie bolało. Ważne są też wszystkie marzenia i potrzeby, które chce ono realizować. Dla dziecka śmierć nie istnieje. To co może tu otrzymać sprawia, że albo jest mu smutno i się czegoś boi, albo niczego się nie boi i nie jest smutne, bo ma to, czego potrzebuje.

Co pomaga umierającym dzieciom?

FB: Jeśli mam lat 4 to jestem wpisany w jakiś etap swojego rozwoju. Dziecko chce się czuć potrzebne i kochane. Pomaga poznawanie świata, wchodzenie w relacje społeczne, zabawa, integracja z innymi dziećmi. Pomaga rozwój poznawczy, behawioralny i emocjonalny. Ważne, by pryzmat choroby nie pozbawił dziecka naturalnego rozwoju w tym etapie, w którym się obecnie znajduje. Możemy to przełożyć na wszystkie etapy rozwojowe, a w każdy z nich są wpisane jakieś cele, które realizujemy. Trzeba się zatroszczyć o to, by mimo choroby można było pomóc temu młodemu człowiekowi to realizować.

Czy można w ogóle przygotować się na śmierć?

FB: Tutaj nasuwa mi się myśl, że „nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy”… To jest jednostkowe i jedyne wydarzenie, jakim jest proces naszego odchodzenia, więc wszystkie nasze przygotowania mogą legnąć w gruzach. Natomiast generalnie do narodzin dla nieba można się przygotować, szczególnie starsza młodzież musi mieć zagwarantowane, że jest kochana i że poradzimy sobie tu na ziemi i że kiedyś się spotkamy. Młodsze dzieci są przygotowane przez rodziców, bo my ich przygotowujemy do tego, gdzie idą i co się tam będzie działo. Dziecko musi mieć świadomość, że tam gdzie trafi, będzie wszystko cudownie, że będzie się tam mogło bawić, a te dzieci, które nie chodziły będą mogły chodzić i znikną wszystkie ograniczenia, które mają na ziemi. To dla nich jest bardzo atrakcyjne. Wierzę w to, że tak jest. Tak też im to tłumaczymy. Mówimy też, że są tam ich bliscy, dziadkowie, babcie i wtedy ono wie, że nie będzie samo i będzie się tam cudownie bawiło z innymi dziećmi w otoczeniu swoich najbliższych w oczekiwaniu na tych, co są na ziemi ale, że to oczekiwanie będzie naprawdę cudowne.

Rozliczamy się teraz z podatków. Jak ważny jest ten 1 procent dla Hospicjum Małego Księcia?

FB: Gdyby nie ten 1 procent to hospicjum nie mogłoby funkcjonować. 60 proc. dofinansowuje nam Narodowy Fundusz Zdrowia, a te 40 proc. procent to jest kwota ponad 2 milionów złotych, które są potrzebne, żeby wyjść na zero. Można więc powiedzieć, że dzięki tym ponad 60 tys. darczyńców, którzy nas wspierają z tytułu 1 procenta, możemy naszym podopiecznym zagwarantować wszystko to, co jest im potrzebne. Łącznie z pomocą socjalną, opieką nad rodzicami do 3 lat po śmierci dziecka. To taki inny wymiar towarzyszenia naszym rodzinom, czyli wymiar żałoby, który trzeba dobrze przejść.

Jakie głównie są te potrzeby i ilu jest podopiecznych hospicjum?

FB: W opiece domowej mamy 40 dzieci. Na poziomie oddziału stacjonarnego mamy w tej chwili 7 pacjentów, a w opiece perinatalnej mamy 6 rodzin. Część z nich to rodziny dzieci, które żyją, bo to taki etap opieki, gdzie dziecko jest jeszcze pod sercem matki, a część to rodziny, gdzie ich dzieci już poszły do nieba i wspieramy je w żałobie po śmierci dziecka. Dzieci w opiece domowej są z terenu całego województwa. Czasami jest tak, że jedzie się w trasę i wraca się po przejechaniu 280 kilometrów, czasami przejeżdża się 80, gdy jest to trasa lubelska. Samochody służbowe i telefony komórkowe są podstawowymi narzędziami komunikowania się podopiecznych rodzin z nami, co daje im świadomość możliwości realizacji naszej opieki o każdej porze dnia i nocy siedem dni w tygodniu

Co roku gwiazdy wspierają hospicjum przy akcji z 1 procentem. Chętnie pomagają?

FB: To już jest taki zwyczaj, że artyści jako osoby z pierwszych stron gazet, publiczne stawiają sobie na cel, by wspierać którąś z organizacji. Czasami wspierają dwie albo trzy organizacje po to, by zachęcić innych do tego, by pomagać. To dla nas powód do ogromnej dumy, bo od lat wspiera nas Magdalena Różczka, Stanisław Soyka i wielu innych bardzo zacnych i szanowanych ludzi, którzy poza swoją karierą zawodową mają chwilę, by przyjechać i bezinteresownie pomóc. Kiedyś opowiadała mi Magdalena Różczka, jak jakaś pani redaktor powiedziała jej: rozumiem, że pomaga pani, by być bardziej sławna? (śmiech) Aktorka uśmiechnęła się i odpowiedziała: „Nie proszę pani. Przez to, że ludzie mnie trochę bardziej znają, to mogę innych zachęcić, by pomagali potrzebującym”. I o to tu chodzi! To nie jest promocja siebie, a pokazanie swojej wrażliwości połączonej z gotowością pomocy drugiemu człowiekowi.

W każdym człowieku można znaleźć dobro?

FB: Oczywiście, że tak. Czasami jednak odnajdujemy tego dobra bardzo mało i szukamy przyczyn, które utrudniają nam bycie dobrym. Jak przychodzimy na świat to jesteśmy dobrzy, a potem czasami jest tak, że różne koleje losu, proces wychowawczy i przeróżne trudne sytuacje, stajemy się jak brylant, który świeci lub odwrotnie, widać w nas tę zgorzelinę, wszystkie braki. My mamy się troszczyć o to, by samemu znajdować w sobie to co najpiękniejsze, ale też musimy próbować dostrzegać to dobro w drugim człowieku.

Ma Ojciec jakieś marzenia?

FB: Mam masę! (śmiech) Mam takie marzenie, żeby dzisiaj być dobrym człowiekiem. Brzmi to dość zabawnie, ale powiem pani, że jak dzisiaj postaram się być dobrym człowiekiem i tylko dzisiaj, to jutro jak rano wstanę to też powiem sobie, że chcę być dobrym człowiekiem. Nie mówię, żeby być dobrym całe życie, ale tylko dzisiaj. Nie chcę krzywdzić ludzi i tylko dzisiaj być dobrym człowiekiem. Tego sobie życzę, bo jutro przyjdzie kolejne dzisiaj.

I Ty możesz pomóc

Oddaj 1 procent swojego podatku na Lubelskie Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia

KRS: 000 000 4522

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o