Kilka dni temu miała premierę najnowsza książka Bartosza Szczygielskiego zatytułowana „Serce”. Dzieło wieńczy trylogię kryminalną, której poprzednie tytuły to „Aorta” i „Krew”. 21 lutego autor odwiedził Lublin. Spotkał się z fanami podczas „Kryminalnych czwartków” w Radiu Lublin. Pisarz z Pruszkowa opowiedział nam o tym, jak powstawało jego dzieło oraz co go urzekło w Lublinie.

Skąd czerpałeś inspiracje do książki? Trzeba było wejść w półświatek pruszkowski, by go opisać?

Narkotyków nie sprzedawałem, bo by mnie złapali za szybko (śmiech). Miałem konsultantów z policji. Sporo mi pomogli przy każdej z książek. Przy okazji pisania „Aorty”, czy przy „Krwi” konsultowałem się z psychiatrą, który pracował w Tworkach, czyli w miejscu gdzie działa się akcja. Pruszków ma swoją renomę, szczególnie po tym, co działo się tam w latach dziewięćdziesiątych. Historia miasta w literaturze nie została wyeksploatowana. Ja chciałem napisać o tym, na czym się znam. Czyli o mieście, w którym mieszkam od lat trzydziestu. Wydawało mi się dobrym pomysłem wprowadzenie na mapę kryminalnej Polski Pruszkowa. Oczywiście to nie jest ten sam Pruszków, który był w latach dziewięćdziesiątych, bo fikcja rządzi się swoimi prawami. Nie jest tak, że jak wyjdziemy na ulicę, to ktoś nas zadźga. Ale chciałem nawiązać do tej historii. Założyłem sobie, co by się stało, gdyby. Nie lubię, jak o mojej książce się mówi, że jest mafijną, ale temat jest tam „liźnięty”.

Jak interpretować tytułowe serce?

Serce jest metaforyczne. Każdy z nas kieruje się albo emocjami, czyli sercem, albo mózgiem. Moi bohaterowie kierują się sercem. Bo zwykle emocje biorą górę w obliczu niespodziewanych, trudnych wydarzeń. Nie da się ukryć tego, kim naprawdę jesteśmy, co nas ukształtowało. „Serce” jest właśnie o tym, że cokolwiek byśmy zrobili my jako ludzie, nie ma szans wyrwać się od naszej prawdziwej natury. Tacy są Gabriel i Kaśka, czyli dwójka głównych bohaterów.

A śródtytuły? Dlaczego kolory?

Też nawiązują do emocji. Błękit to nadzieja, że nasze plany się wyklarują. Czerwień oznacza złość. Grafit jest odcieniem szarości, czyli jak to w życiu, nie wszystko jest jednoznaczne. Natomiast czerń to żałoba, pogodzenie się z losem.

Lubisz bohaterów swoich książek?

Przede wszystkim jestem z nich dumny. Z tego, jacy są, a nie są idealni. Dzierga to zło absolutne. Najgorszy z najgorszych. Byś wykonuje bardzo trudny zawód policjanta. Ze wszystkich postaci jednak najbardziej jestem dumny z Kaśki. To prostytutka, wyrządza ludziom krzywdę, nie można jej lubić, ale można starać się zrozumieć motywy jej działania. Kaśka lubi być prostytutką, to jej daje wolność, pieniądze, satysfakcję i władzę. Traktuję ją jako fizycznego człowieka. Nawet z nią rozmawiam. Można mieć takie wrażenie, że nienawidzę swoich bohaterów. Zawsze mają pod górę, zawsze pod wiatr, nic się im nie udaje. Ale w życiu też tak trochę jest. Spełniają się najgorsze z możliwych scenariuszy. Nie pozwoliłem swoim bohaterom, żeby ich losy ułożyły się tak, jakby sobie tego życzyli. Oni są w tym wszystkim prawdziwi. Kaśka w pewnym momencie chciała się uwolnić, ale to było chwilowe. Bo ona czuje się dobrze w sidłach. Tak samo jest z Gabrielem. On nie potrafi przestać być „psem”.

Miałeś okazję zwiedzić Lublin?

Byłem w Lublinie przy okazji premiery „Krwi”. Wtedy pospacerowałem po mieście. Mam same pozytywne odczucia. Zobaczyłem Stare Miasto, zachwycił mnie zamek. Nie spodziewałem się, że to jest takie duże miasto. Starówki zawsze kojarzyły mi się z małym wycinkiem większej przestrzeni. A w Lublinie ona ciągnie się w nieskończoność! Bardzo ładnie odnowione kamienice, cudowna sprawa. Na pewno tu wrócę, by dokładnie zwiedzić miasto. (jd)

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments