Wydaje Ci się, że praca w telewizji jest prosta? Nie wymaga większego przygotowania, a dobry wygląd i poprawna dykcja są tu największym zmartwieniem? Budząc się i włączając w telewizji program śniadaniowy, prezenterzy tryskają radością i uśmiechem od samego początku. To właśnie budzi takie złudzenia.

Gdy siedzimy rano z potarganymi włosami i ciepłą kawą, marząc o jeszcze kilku chwilach snu, prowadzący programy śniadaniowe dają z siebie wszystko, by przyciągnąć naszą uwagę. Jak wyglądają przygotowania przed wejściem na wizję, jak uniknąć wpadek i czy możliwe jest zaspanie na plan – opowiedzieli nam Olga Szypulska i Emil Paliwoda, prowadzący w TVP 3 Lublin program „Poranek między Wisłą i Bugiem”.

Jak wyglądają wasze przygotowania do prowadzenia programu?

Emil Paliwoda: Nie mamy tych programów tak dużo, że musielibyśmy przygotowywać się „z dnia na dzień”. Wiele pomysłów pojawia się kilka dni przed programem. Czasem na początku miesiąca znamy całą listę gości. Zawsze są to wyjątkowi ludzie, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, czy pokazania. Ułożenie scenariusza zależy od tego, kiedy dana osoba może przyjść. Reszta to formalność. Staramy się, żeby w każdym naszym programie powitanie było błyskotliwe i energetyczne. Staramy się wykorzystywać ciekawe gadżety, które w programie będą się pojawiać. Liczymy także na interakcje z widzami, więc przed każdym programem publikujemy sondę w internecie, a do jej wyników odnosimy się już w rozmowach w studio.

Olga Szypulska: Przygotowujemy też tzw. informatory – wybieramy odpowiednie zdjęcia, teledyski i informacje związane z wydarzeniami kulturalnymi. Od A do Z planujemy program. Fajne w naszej współpracy jest to, że staramy się łączyć tematy, które na pierwszy rzut oka nie mają nic ze sobą wspólnego. Np. w dniu urodzin Cristiano Ronaldo, rozmawialiśmy o tortach, fryzurach i innych sprawach, związanych ze świętowaniem i piłkarzem. Fajne jest to, że zawsze z Emilem jesteśmy ze sobą zgodni w tworzeniu nowych pomysłów. Nie potrzebujemy dużo czasu, żeby coś fajnego „urodziło” się w naszych głowach.

Jak udało wam się przestawić standardowy tryb życia do pracy w telewizji porannej?

O.S.: Przede wszystkim, trzeba było nauczyć się wcześnie wstawać. Program zaczyna się o 7, a już godzinę wcześniej musimy być na miejscu. Dla mnie jest to o tyle ciężkie, że moje dziecko dość późno chodzi spać, więc poranne wstawanie nie jest zbyt przyjemne. Na szczęście prowadzenie programu sprawia mi ogromną przyjemność, a kiedy robisz to co lubisz – trochę łatwiej jest wstać.

E.P.: Całe swoje życie dostosowałem do pracy w telewizji. Więc jeśli chodzi o redagowanie, tworzenie, prowadzenie programu, to była po prostu zmiana budzika na inną godzinę i nauka wcześniejszego kładzenia się spać. Zdecydowanie warto było rytm dobowy pod to dostosować. Prowadzenie przez 2 godziny programu na żywo to wyzwanie, adrenalina, ogromna satysfakcja i wielka przyjemność. Biorąc pod uwagę fakt, że dyżurów reporterskich mam dużo, bycie prezenterem to przełamanie pewnej monotonii, bo każda sytuacja może być zupełnie nowa i dostarczać nowych emocji. Nie wszystkiego oczywiście da się nauczyć, czasem warto się zaskoczyć i ponieść emocjom, bo jest to potrzebne.

Czy tuż przed emisją programu pracujecie nad sobą, np. poprzez ćwiczenie dykcji?

E.P.: Ja nie wykonuję żadnych ćwiczeń, bo wychodzę z założenia, że naturalność jest najbardziej w cenie. I chyba tak trzeba do tego podchodzić. Można świetnie deklamować – hiper poprawnie, wręcz z teatralną emfazą, ale to się chyba nie sprawdza. Mówimy do ludzi, którzy są tacy sami jak my, więc chcemy, żeby postrzegali nas takimi, jakimi oni są. Jedyny rytuał, który muszę odbyć to papieros i guarana na pobudzenie.

O.S.: Guarany Emil pije za dużo, bo zawsze, gdy prowadzimy program, on kopie mnie pod stołem, jeśli chce np. żebym skończyła mówić. A tak na poważnie… Ja przygotowuję się do programu czytając informacje o gościach i o temacie, który zostanie poruszony. Jeżeli chodzi o mowę, to również już staram się tego nie ćwiczyć. Kiedyś Emil zwrócił mi uwagę na to, że kiedy próbuję kontrolować swój głos, brzmi to po prostu sztucznie. Co innego, gdy jeździmy na materiały do Panoramy. Tam ważne jest, żeby głos brzmiał inaczej podczas czytania informacji. W programie porannym naturalność jest bardzo ważna. W momencie, gdy nie kontrolujemy tego tak bardzo – wychodzi to lepiej.

Co robicie, gdy dzień przed emisją programu na żywo, wysiada wam głos, bądź dostajecie gorączki? Czy są jakieś rozwiązania, by pojawić się tego dnia w pracy?

O.S.: Kiedyś miałam taką sytuację, że straciłam głos. Brzmiał bardzo rockowo. Postawiłam wtedy znowu na naturalność i na wstępie powiedzieliśmy z Emilem o mojej chwilowej dysfunkcji, obracając ją trochę w żart. To program na żywo, nie można nic poprawić. Wydaje mi się, że widzowie to rozumieją.

E.P.: Praca w telewizji to świadomość tego, że w każdym momencie może spaść kometa ,czy dojść do lądowania UFO. Trzeba być gotowym na takie sytuacje, dlatego też noszę ze sobą pół apteki na każdą ewentualność. Nie dopuszczam możliwości, że mógłbym być zawodny przez coś tak błahego, jak np. 40-stopniowa gorączka.

O.S.: To fakt, Emil z taką temperaturą przychodzi do pracy i mimo gorączki stara się z tym wszystkim walczyć. Wygląda co prawda marnie, ale daje radę.

E.P.: Ostatnio jak prowadziliśmy „Poranek między Wisłą i Bugiem” miałem widoczną opaleniznę, bo dzień wcześniej pracowałem w pełnym słońcu. Skóra mi zaczęła schodzić z twarzy. Olga zaczęła mnie na antenie smarować kremem z filtrem UV. Stało się jasne, że to temat, któremu warto poświęcić uwagę – bezpieczeństwo na słońcu i nad wodą. Staramy się wykorzystywać coś, co mogłoby wydawać się jakąś słabością.

A zdarzyły się wam sytuacje, że na chwilę przed wejściem na wizję jednego z was nie ma?

O.S.: Niestety, taka sytuacja się zdarzyła. Kiedyś spóźniłam się dosłownie 3 minuty na wizję. Emil nie wiedział, że będzie to tak krótko, bardzo dobrze dał sobie radę beze mnie. Wybrnął, udając że dzwoni do mnie i rozmawiamy, gdy ja siedzę przy kawie w domu. Tak więc znowu pół żartem – pół serio. Raz była taka sytuacja, że musiałam opuścić program z powodów prywatnych. Emil w tym czasie, miał przeprowadzić rozmowę. Pech chciał, że gościa zatrzymała kolizja drogowa podczas podróży do studia, przez co nie zdążył na miejsce. Przez kilka minut Emil sam opowiadał o grze w bilard. Nie było mu do śmiechu, ale wyszło to całkiem fajnie.

E.P.: Ja nie wyobrażam sobie, żeby doszło do sytuacji, w której nie mogę się pojawić. Choć nie wiem, jak bardzo musiał bym być chory – zawsze się pojawię. W telewizji jestem zazwyczaj wcześniej, bo wiem, że jeden prowadzący jest lepszy niż jego brak.

Czy mieliście kiedyś sytuację, gdzie ułożony przez was scenariusz, zmienił się o 180 stopni?

E.P.: Kiedyś to ja się nie popisałem. W jednym z naszych pierwszych “Poranków.. ”, przyszli do nas lubelscy bilardziści, którzy mieli szansę awansować o ligę wyżej. Nie ustaliliśmy z Olgą żadnych szczegółów. Przyniosłem swoje kije do bilarda, by nawiązywały do tematu. Nie bardzo wiedziałem, jak włączyć do rozmowy Olgę. Tym bardziej, że wtedy nie mieliśmy takiego kontaktu ze sobą, jak teraz. Koniec końców, ja rozmawiałem z bilardzistami, a Olga siedziała ze smutną miną obok kijów bilardowych.

O.S.: Nie wspominam tego w ten sposób. Rzadko przygotowuję sobie pytania przed programem, ale wtedy zapisałam je sobie wcześniej. Osoba, która przyszła miała mówić o temacie mi obcym. Przed przyjściem gościa mieliśmy 10 minut przerwy. Dlatego też z „deską” (podkładką, na której prezenter trzyma scenariusz programu – przyp. red.) poszliśmy zrobić zdjęcie na ściance z innym uczestnikiem programu. Tam w roztargnieniu zostawiłam pytania. Improwizowałam i moim zdaniem nawet mi to wyszło.

E.P.: Mamy sprawnych realizatorów, którzy gdyby coś poszło nie tak, szybko zdjęliby nas z anteny, chociaż na chwilę. Nam się raczej takie sytuacje nie zdarzają. Ale mieliśmy kiedyś ważnego gościa, a po nim w studiu miały pojawić się papugi. Ptaki czekały za ścianą i okazały się bardzo hałaśliwe. Gorsze było to, że dekoncentrowały naszego gościa. Teraz mamy nauczkę, żeby zwierzęta trzymać nieco dalej.

O.S.: Paradoksem całej sytuacji było to, że jak na wizji przyszła pora na papugi, to jak na złość w ogóle nie chciały się odzywać.

Czym jest dla was praca dziennikarza/prezentera telewizyjnego?

O.S.: Czuję się na razie bardziej prezenterem niż dziennikarzem, ze względu na to, że nie skończyłam studiów w tym kierunku. Myślę, że gdy nabiorę więcej doświadczenia, może będę mogła tak o sobie powiedzieć. Jeśli pozytywnie nastawimy się przed programem, to mamy ubaw przez cały dzień i jest to bardzo przyjemna praca. Oboje prowadzimy „Poranki … ” przede wszystkim dla komfortu psychicznego. O kamerach się zapomina. Są w naszej świadomości tylko przez pierwsze dwie minuty, później znikają. Dzięki temu jesteśmy sobą i miło spędzamy czas przez te 2 godziny programu.

E.P.: To praca jak każda inna: czy piekarz, czy wydawca książek, kominiarz – pewne usługi są potrzebne, my zajmujemy się dystrybucją informacji. Jeśli chodzi o występy na żywo, czujemy odpowiedzialność. Panuje takie przekonanie, że osoba pracująca w telewizji ma gadane. A tak wcale nie jest. Sztuka polega na tym, żeby mówić zwięźle i na temat, lecz nie wszyscy na to patrzą w ten sposób. Ponadto, występy na żywo sprawiają, że przed kamerami muszę być najlepszą wersją samego siebie.

O.S.: Jest to bardzo pasjonująca praca, bo co chwilę poznajemy nowe osoby. Nie są to przypadkowi ludzie. To nas bardzo rozwija.

Nasi bohaterowie

Emil Paliwoda w telewizji pracuje od 5 lat, jest m.in. komentatorem rozgrywek bilardowych. Zaczynał od mniejszych zadań, lecz stopniowo obowiązków przybywało. Wreszcie osiągnął swój cel, prowadzenie programu na żywo na antenie. – Współpracuję m.in. z TVP Info, a od września ubiegłego roku prowadzę najlepszy program poranny na świecie z najlepszą prezenterką Olgą Szypulską.

Olga Szypulska jest z wykształcenia psychologiem. W telewizji pracuje od roku, wcześniej miała do czynienia z pracą za kamerami, lecz w innej formie. Występowała w filmach, oraz była fotomodelką. Przygodę z telewizją zaczęła stażem, który później rozwinął się w regularną pracę.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o