Na co dzień pracuje w warszawskim Mordorze, a wieczorami zmienia się w pisarkę. Kryjąc się pod pseudonimem Sara Taylor, tworzy książki o pozornie silnych i niezależnych kobietach. Część akcji jej najnowszej powieści dzieje się w Lublinie. O swojej twórczości, inspiracjach i planach, o tym dlaczego ukrywa swoją tożsamość opowiedziała w rozmowie z nami.

Właśnie odbyła się premiera Pani powieści „Tamte wakacje”. Skąd pomysł na umieszczenie części akcji w Lublinie?

– Lubię Lublin. Może nie bywam u Was zbyt często, ale widzę jak miasto pozytywnie zmieniło się w ciągu ostatnich lat. Mimo tego, że moją pierwszą książkę zatytułowałam „…i wyjechać w Bieszczady” to nie wiem, czy byłabym gotowa, aby na stałe zamienić życie w Warszawie na Bieszczady, czy nawet Lublin. Natomiast odwiedzić Lublin, zwłaszcza latem, na jeden dzień lub weekend – bardzo lubię. W tym roku odwiedziłam, opisany zresztą w książce Carnaval Sztukmistrzów.

Czy ma Pani ulubione miejsce w naszym mieście?

– Chyba nie będę oryginalna, ale lubię lubelskie Stare Miasto, ale także jestem zafascynowana Centrum Spotkania Kultur.

Dlaczego pisze Pani pod pseudonimem i dlaczego akurat „Sara Taylor”?

– Wyszło przypadkowo. Chciałam, aby było to popularne imię i nazwisko. Pisze pod pseudonimem, gdyż cały czas pracuję w korporacji i póki co, ze względów finansowych nie mogę porzucić tej pracy. Opisuję środowisko korporacyjne. Oczywiście nie chwaląc go, a to mogłoby się wielu osobom nie spodobać. Nie chcę mieć problemów w pracy, a poza tym to szalenie ekscytujące i kilka razy miałam już taką sytuację, gdy widzę na biurku koleżanki moją książkę, albo jestem świadkiem jakiejś dyskusji, dotyczącej mojej książki i nikt nie wie, że Sara Taylor to ja. Zapewne w takich sytuacjach bardziej mogę liczyć na szczere opinie.

Długo Pani pisała ostatnią powieść? Skąd pomysł na taką historię?

– Określanie czasu pisania książki zawsze obciążone jest pewnym subiektywizmem. Obserwując polskich popularnych aktualnie pisarzy i pisarki, wydaje mi się, że pisałam ją dość długo, bo zapewne około trzech miesięcy. Nie traktuję jednak, póki co, pisania jako mojej pracy, a jedynie jako hobby, dlatego poświęcam mu tyle czasu ile tylko mogę. Ja normalnie pracuję w korporacji, a książki piszę wieczorami i w weekendy. „Tamte wakacje” to moja druga książka, ale pierwsza powieść. Pomysł wziął się z życia. Z obserwacji. Początkowo chciałam, aby była to lekka powieść obyczajowa, ale w czasie pisania uznałam, że jednak chciałabym poruszyć tematy ważne, zabrać głos w dyskusji o roli i sytuacji kobiet w polskim społeczeństwie i kulturze. Także w bardzo liberalnych i nowoczesnych środowiskach korporacyjnej Warszawy.

I to przyciąga czytelników?

– Na to pytanie chyba każda czytelniczka, ale mam nadzieję, że i czytelnicy muszą odpowiedzieć sobie sami. Z pierwszych recenzji wynika, że książka jest napisana lekkim językiem, że bardzo szybko się ją czyta. I można ją czytać jako romans lub prostą powieść obyczajową, ale jak już zaznaczyłam wyżej, ona traktuje o bardzo poważnych sprawach, o dramatach, których niemymi świadkami są tylko ściany polskich domów i mieszkań. W powieści „Tamte wakacje” opisuję nie tylko romans i namiętność, ale także molestowanie psychiczne, a nawet gwałt. My, kobiety, niestety cały czas jesteśmy wychowywane jako te „słabsze”, te które „nie powinny”, którym „nie wypada”. To wszystko w nas zostaje i przenosi się na dorosłe życie. Nie ma znaczenia, czy żyjemy w małym miasteczku lub wiosce, uzależnione głównie ekonomicznie od mężczyzny, ale i w dużych miastach, gdy z zewnątrz wydaje się, że jesteśmy niezależne i silne. Taka jest właśnie moja bohaterka. Silna na zewnątrz, ale psychicznie zupełnie rozsypana. Jednak z nadzieją na lepsze jutro.

Czy uważa Pani, że w dzisiejszych czasach trudno być silną, niezależna kobietą?

– Nie chcę demonizować, że jest jakoś strasznie źle, ale mówię o swoich doświadczeniach zawodowych, które generalnie są dobre. Natomiast, jak wspomniałam, problem tkwi w wychowaniu, które przekłada się na nasze dorosłe życie. Takich kobiet, nawet menadżerek na wysokich stanowiskach, które są bardzo słabe w życiu prywatnym i wielokrotnie stają się ofiarami różnego typu przemocy nie brakuje.

Czy książka ma znamiona autobiografii?

– Historia przedstawiona w powieści „Tamte wakacje” to fikcja literacka. Ale każda pisząca osoba bacznie obserwuje otaczający ją świat, a następnie przepuszcza przez filtr własnego życia. Choć starałam się, aby książka była bardzo realistyczna, dlatego opisuję swoje, korporacyjne środowisko pracy, rozbudowuje zasłyszane historie, pokazuje miejsca, które faktycznie istnieją.

A Pani co czyta najchętniej? Ma Pani ulubionych pisarzy?

– Ostatnio zaczytuję się w polskich autorach: Krystyna Mirek, Katarzyna Michalak, Agnieszka Krawczyk, Magdalena Witkiewicz, a także Remigiusz Mróz, Max Czornyj – z Lublina, czy Alek Rogoziński. Ci autorzy piszą tak dużo i tak często publikują, że trudno znaleźć czas na więcej.

Na co dzień pracuje Pani w korporacji. Czy taka praca podsyca kreatywność, czy wręcz odwrotnie – tłumi i wtłacza w ustalone ramy?

– To coś zupełnie innego, choć jak już wspomniałam, piszę o życiu korpoludków, więc o tyle też mi łatwiej. Po pracy w korpo, która nie jest wcale taka idealna, jak może się wydawać wielu osobom spoza tego środowiska, pisanie pozwala mi pobudzać moje uśpione przez lata kreatywne myślenie.

Czy będą organizowane spotkania autorskie, podczas których będzie można Panią spotkać i dostać autograf?

– Aktualnie nie planujemy takich spotkań. Ukrywam się pod pseudonimem, nie mogę więc spotkać się z czytelnikami, czego bardzo żałuję. Kiedyś pewnie przyjdzie na to czas. Teraz każdy może do mnie napisać poprzez mój fanpage na Facebooku – tam każdemu chętnie odpisze. Tam czekam też na głosy czytelników, jak w drugim tomie powieści „Tamte wakacje” miałyby się potoczyć dalsze losy głównej bohaterki – Marty. Na końcu książki podałam trzy możliwe drogi, którymi może pójść Marta – czytelnicy podejmą decyzję i ja szanując te głosy, napiszę część drugą tej historii.

Ma Pani już pomysł na nową książkę?

– Pomysłów mam wiele. Obecnie piszę dwie książki, obie ukażą się w pierwszym kwartale 2019 roku. Pierwsza będzie dotyczyła samorozwoju kobiet, chcę w niej podpowiadać kobietom, właśnie takim jak bohaterka mojej książki, jak nauczyć się kochać sama siebie, a później otoczenie. Druga książka będzie komedią kryminalną pt. „Miasteczko”. Główna bohaterka to showbiznesowa dziennikarka z Warszawy, która trafia do prowincjonalnego, tytułowego Miasteczka na kilka dni przed tegorocznymi wyborami samorządowymi i tam odsłania, często kryminalne, powiązania lokalnej społeczności na najwyższych szczeblach.

Fot. Sara Taylor

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o