60 zawodników. Na początku nikt nie dawał im szans. Dziś są wizytówką Lublina. W tym roku drużyna Tytanów świętuje swoje 10-lecie.

Na początku „jajowata” piłka miała za zadanie intrygować przechodniów. We wrześniu 2009 roku do Lublina przybył Delaine Swenson, rodowity Amerykanin. Jako zawodowiec chętnie udzielał rad zapaleńcom zafascynowanym tym sportem. Bardzo szybko Swenson, na co dzień profesor KUL, zintegrował się z pasjonatami i został ich trenerem.

– Na początku to była grupka pasjonatów footballu amerykańskiego, którzy spotykali się na Błoniach pod Zamkiem rzucając piłką. Założył ją, a właściwie tak sformalizowali Zbigniew Wyrzykowski i Sergiusz Kuczyński. Oni nadal przychodzą na nasze mecze i to nas bardzo cieszy. – mówi Karol Sidorowski, prezes drużyny Tytanów Lublin. – Ale od tego czasu drużyna bardzo się zmieniła. Bardzo się rozrosła.

Pasjonaci

Lubelscy footballiści z miesiąca na miesiąc stawali się coraz lepszymi zawodnikami i coraz bardziej profesjonalną, zgraną drużyną. Przygotowania do sezonu 2011 szły pełną parą. Tytani ciężko trenowali i szkolili nowych zawodników, ucząc się od siebie nawzajem.

– Trenowałem piłkę nożną, boks, ale w tym sporcie czuje się najlepiej – o początkach swojej przygody w drużynie opowiada nam Jakub Świstowski, który Tytanem jest od pół roku. – Ten sport daje mi dużo szczęścia. Grając mogę wyładować stres.

Kuba podkreśla również, że co ważne, w drużynie nie ma kłótni. – Każdy się dobrze ze sobą dogaduje. Czuje się tu jak w rodzinie – dodaje.

Droga do sukcesu

W 2011 roku Tytani rozegrali dwa mecze sparingowe. W obu zwyciężyli. W sezonie zadebiutowali między innymi w rozgrywkach PLFA 8, które przeznaczone są dla nowych i mniej licznych drużyn. Zajęli drugie miejsce w Grupie Południowej.

– Obecnie drużyna liczy około sześćdziesięciu zawodników, z czego na meczach może być do czterdziestu pięciu – tłumaczy Karol Sidorowski. – Tytani stawiają na rozwój młodzieży, dlatego co roku, z drużyny juniorskiej do seniorskiej przechodzi wielu zawodników.

Jak podkreśla, football amerykański to sport dla wszystkich. – Nie ma znaczenia, czy jest się osobą chudą czy grubą. W naszej drużynie mamy różne kategorie wiekowe. To nie ma żadnego znaczenia. – mówi Jakub Świstowski.

Wielka rodzina

Rok 2012 był dla Tytanów szczególny. Do tego przyczyniła się między innymi działalność charytatywna drużyny. Nowy rok rozpoczęli od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – prezentowali football lublinianom oraz przekazali koszulkę meczową z podpisami zawodników na aukcję. Tytani oraz ich Perełki wspierają też Maraton Lubelski i każdą „dychę do Maratonu”.

– Nazywamy się taką wielką rodziną. U nas w klubie nikt nie zarabia. Wszyscy robią to z pasji. Mamy cały sztab trenerów, zarząd, cheerleaderki czyli Perełki Tytanów i wielu wolontariuszy oraz sponsorów, którzy nas wspierają także w organizacji klubu – podkreśla prezes. – Nie boimy się powiedzieć, że jesteśmy czwartą siłą, jeśli chodzi o sporty drużynowe w Lublinie. Na nasze mecze regularnie przychodzi kilkaset kibiców. To jest minimum czterysta osób na każdym meczu, a muszę dodać, że nasze mecze są biletowane.

Perełki

Poza wiernymi kibicami, zawodnicy mają swoje fanki. Grają nie tylko dla swoich rodzin, ale również dla nich.

– Czy grają dla fanek? No na pewno! (śmiech) Ale to się też zmieniło u nas przez ostatnie dwa lata. Wcześniej nasi kibice to byli tylko znajomi, rodzina, która przychodziła kibicować swoim zawodnikom. A od dwóch lat widzimy, że Tytani mają po prostu swoich wiernych kibiców i nie są to znajomi ani graczy, ani działaczy – uśmiecha się prezes Tytanów Lublin. – To są prawdziwi kibice!

Dobra decyzja

Grzegorz Banasik jest kolejnym zawodnikiem Tytanów. Pochodzi z Kielc, a do Lublina przyjechał na studia. Drużynę Tytanów śledził od dłuższego czasu i głównie to zadecydowało o tym, że został jednym z nich.

– Miałem 11 lat, kiedy zobaczyłem pierwszy mecz footballu amerykańskiego w Kielcach. No i już wtedy spodobał mi się ten sport. Niestety w województwie świętokrzyskim nie mieliśmy takiej drużyny, która miała sekcje dla juniorów – ubolewa Grzegorz. I podkreśla, że ten sport jest bardzo widowiskowy.

– Ten moment, kiedy dwudziestu facetów rusza na siebie w walce o piłkę. Jest na co popatrzeć! Jest to również sport bardzo strategiczny, więc na pewno trzeba znać zasady – uśmiecha się. – Jest to sport niezwykle zespołowy. Jeden błąd może zaważyć o losach całego meczu, ponieważ nie jest karany zawodnik, a cała drużyna.

Plany na przyszłość

Choć sezon meczowy dopiero się rozpoczyna, Tytani nie spoczywają na laurach. Na nadchodzący sezon mają bardzo ambitne plany.

– Ciągle marzymy o sportowym awansie, ale na razie nie udaje nam się tego osiągnąć. Na szczęście coraz prężniej działamy organizacyjnie – zapewnia Sidorowski – Mamy w tym roku wyjątkowo dużo sponsorów, coraz więcej. Wspiera nas miasto, więc mamy nadzieję, że drużyna Tytanów będzie wkrótce jeszcze bardziej rozpoznawalną, sportową marką Lublina.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o