Jedzenie na wynos lub z dowozem do domu – lubelscy restauratorzy robią wszystko, by przetrwać trudny okres epidemii, z powodu którego lokale gastronomiczne pozostają zamknięte.

– Zamknęłam restaurację jeszcze przed decyzją rządu. Już wtedy było czuć strach przed koronawirusem – tłumaczy Marlena Lubiato z pizzerii Tutti Gustti w Lublinie.

Jej restauracja nie miała wcześniej w ofercie dowodu do klienta. Można było zamówić jedzenie na wynos, ale odbiór był osobisty. – Kiedy wybuchła epidemia, zaczęliśmy robić posiłki dla służb medycznych w Lublinie i poza miastem w ramach akcji #wzywamyposiłki. Przez tydzień zrobiliśmy ich 147. Wtedy mój szef kuchni nie wytrzymał i powiedział, żebyśmy oferowali jedzenie na dowóz – opowiada Marlena Lubiato. – Powiedziałam mojej załodze, że mogą na mnie liczyć, mimo że sytuacja jest bardzo ciężka. Moi stali klienci na razie nas wspierają, ale też na szczęście zdarzają się nowi w tym trudnym czasie – podkreśla.

Restauratorka uważa również, że pomoc rządu jest za mała. – Pomoc od państwa to kropla w morzu naszych potrzeb. Mamy to szczęście, że właściciele lokalu, w którym znajduje się moja restauracja podeszli do sprawy bardzo po ludzku, za co jestem im wdzięczna – tłumaczy.

Marlena Lubiato zapewnia również, że właściciele restauracji spełniają wszystkie warunki sanitarne i jedzenie jest przygotowywane w bezpieczny sposób. – Posiadamy maski, przyłbice, płyny dezynfekujące do powierzchni, podłóg i rąk – dodaje.

Obaw nie brakuje. – Nie wiem, jak będzie po otwarciu restauracji i na ile ludzie będą stęsknieni za wyjściem z domu. Na pewno będzie ich ograniczać strach o zdrowie – przyznaje. – Dzisiaj nikt nie wie, czy dana restauracja przetrwa. Wszyscy musimy walczyć o gości.

Fot. Tutti Gustti w Lublinie

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o