W podstawówce grał w zespole rockowym, ale wybrał jazz. Nie ukrywa, że jest idealistą i chce widzieć w ludziach dobre strony. – Świat byłby lepszy, gdybyśmy mieli do siebie więcej szacunku. Bardzo dużo zależy też od sztuki i muzyki – uważa Włodek Pawlik, pianista, jazzman i kompozytor, zdobywca nagrody Grammy.

Był pan pierwszą osobą, która dostała nagrodę Grammy w historii polskiego jazzu. Jak pan to wspomina?

WP: Nie ukrywam, że to ciągle żywa historia. Co roku, mniej więcej o tej porze, są przyznawane nagrody Grammy i to automatycznie odświeża moją pamięć. Wokół tego tematu też jest w mediach duże zamieszanie, więc ja też często jestem pytany, jak to jest. Te miłe wspomnienia zawsze przychodzą o tej porze roku. (śmiech).

W jakiej obecnie kondycji jest jazz w Polsce?

WP: Nie mam takiego rozeznania, żebym wiedział o wszystkim co się dzieje teraz na rynku, również tym polskim, ponieważ bardzo wiele osób gra jazz. Jest bardzo dużo wydziałów jazzowych i wielu młodych ludzi weszło na rynek, grając muzykę jazzową. Jazz jest gatunkiem, który wymyka się tym wręcz nacjonalistycznym potrzebom, że coś nas różni od innych. Bo tu jeśli są różnice, to raczej w kontekście warsztatu, popularności i tego, co muzyka daje. Jako zjawisko estetyczne, które może tyle i aż tyle, które powinno się podobać. Muzykę trzeba traktować jako takie zaprzeczenie koncepcji szkół narodowych. Szczególnie dotyczy to jazzu.

Jazz początkowo był traktowany jako muzyka buntu, podejmująca tematy polityczne i społeczne. Dziś też możemy mu przypisać taką funkcję?

WP: Polska ma bardzo wielkie tradycje, jeśli chodzi o muzykę jazzową. Na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat, od czasów powojennych, jazz bardzo mocno zaistniał w kulturze polskiej. To można uznać za fenomen porównując inne kraje, chociażby bloku wschodniego, które wtedy były pod okupacją. Działalność polskich muzyków jazzowych była czymś ważnym, wyjątkowym i kreatywnym. Natomiast jazz jest muzyką amerykańską. Trzeba na to spojrzeć z tej perspektywy, że wszystko to, co najwspanialsze, największe i to, do czego ciągle się odnosimy, to są wielkie nazwiska wspaniałych muzyków po drugiej stronie oceanu. Mówię tu również o bluesie, rocku, R’n’B i o wszystkim, co wywodzi się z amerykańskiej kultury muzycznej.

W podstawówce miał pan zespół rockowy. Energia rocka jest taka sama jak energia jazzu?

WP: (śmiech) Ale mnie pani zaskoczyła! Rzeczywiście miałem zespół rockowy. Ale czy energia jest taka sama? No nie! Muzyka rockowa ma taką naturalną siłę przekazu, która posługuje się pewnym bardzo konkretnym modułem dźwiękowym, schematem. W przypadku muzyki rockowej bardzo ważne jest to, że muzyka jest przede wszystkim elektryczna. W odróżnieniu od muzyki jazzowej czy klasycznej, ta rockowa jest mocna, głośna i bardzo rytmiczna. Natomiast z muzyką jazzową bywa inaczej. Jest to muzyka instrumentalna, często akustyczna i wyróżnia się tym, co jest chyba najistotniejsze, czyli swingiem. Rytm jazzu to swing. Chcę jednak podkreślić, że bardzo sobie cenię ten dynamizm i tę energią, którą daje dobrze zagrana muzyka rockowa.

Przyjeżdża pan z albumem Songs without Words. John Lennon śpiewał, że ma nadzieję, że pewnego dnia świat stanie się jednością. Pan też ma taką nadzieję?

WP: No mam! (śmiech) Dlatego na tej płycie znajduje się też utwór „Imagine” Lennona. Te słowa są naiwne, ale przez to piękne. To, co nam pomaga widzieć w drugim człowieku i w świecie więcej dobra, daje nam nadzieję na lepszą przyszłość. O tym śpiewał Lennon i miał takie podejście do życia. Również mam takie podejście. Musimy widzieć w sobie i w naszym otoczeniu, wśród ludzi często obcych to, że nie są obcy, bo oni są naszymi siostrami i braćmi. Może o to właśnie chodzi, żebyśmy widzieli w innych ludziach te dobre strony ich osobowości i natury. Z drugiej strony wiem, że nie żyjemy w raju, ale przynajmniej starajmy się w nim żyć.

Co powinno się zmienić, by świat był lepszy?

WP: Stosunek ludzi do siebie. Powinni mieć do siebie wzajemnie więcej szacunku. Warto też założyć, że w drugim człowieku jest dużo piękna, dobra i prawdy. Te aspekty powinniśmy przekazywać w życiu codziennym, ale również w sztuce. Od sztuki i od muzyki bardzo dużo zależy. John Lennon wiedział, o czym śpiewał i mówił. To był poeta. Szukajmy przyjaznej postawy do świata, zakładającej, że jest nadzieja, miłość i coś, co wykracza poza tę szarzyznę i tę ciemną stronę życia. Oczywiście ona istnieje, ale najgorzej, jak zaczyna dominować. Wtedy naprawdę trzeba się bać!

Cała płyta niesie nadzieję?

WP: Ta płyta (Songs without Words – przyp. red.) powstała dwa lata temu. Jest to solowy, fortepianowy album, gdzie interpretuję moje ulubione piosenki, ale w formule improwizacji na fortepian. Doszedłem do wniosku, że te utwory, piosenki są ze mną bardzo blisko. Są głęboko we mnie i mi towarzyszą. To są takie moje przyjaciółki, które sobie gdzieś po cichu nucę, gdzie często ich słowa wpadają mi do głowy. Pomyślałem, że sobie je ułożę w taką narrację muzyczną na tu i teraz. W ten sposób stworzyłem takie impresje na fortepian, sięgając po te moje piosenki.

W 2018 roku ukazał się album Pawlik/Moniuszko: Polish Jazz. Muzyka jazzowa niezbyt kojarzy się z Moniuszką.

WP: Od czasu, gdy nagrałem tę płytę, mogę nieskromnie powiedzieć, że zaczęła się kojarzyć dosyć mocno! (śmiech). I to nie tylko w Polsce, bo miałem też jesienią koncerty w Stanach Zjednoczonych. To jest nie tyle co moja odwaga, bo myślę, że twórcy są właśnie od tego, by zrobić coś, co do tej pory było problematyczne albo, jak w przypadku muzyki jazzowej, nie było dotknięte. Ta muzyka też może być inspiracją. To się udało. Cały ubiegły rok promowaliśmy tę płytę, zagraliśmy łącznie około 80 koncertów. Świadczy to o tym, że znaleźli się słuchacze, którzy chcieli w takiej formie tej muzyki posłuchać i taką ją polubili. Ważne jest też to, czy nam się coś podoba. To jest punkt wyjścia. Okazuje się, że był na tyle udany, że mam z tego olbrzymią satysfakcję.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o