Anna-Maria Sieklucka pochodzi z Lublina i jest absolwentką II Liceum Ogólnokształcącego im. Hetmana Zamoyskiego. Swoje pierwsze kroki stawiała na scenie Ogniska Baletowego i w Ośrodku Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Od 7 lutego możemy oglądać ją na ekranach kin, w głośnym filmie „365 dni”, w którym zagrała główną rolę.

Urodziła się pani w Lublinie. Co się pani podoba w naszym mieście?

AMS: Lublin bardzo prężnie się rozwija. Widzę to szczególnie od momentu, kiedy wyjechałam na studia do szkoły teatralnej do Wrocławia. Lublin zmienił się także pod względem oferty kulturalnej, co przyciąga myślę ludzi z wielu zakątków Polski.

Do Lublina wraca się z sentymentem?

AMS: Oczywiście, że tak! Ze względu na to, że to moje miasto rodzinne, tutaj jest mój dom i najbliżsi. W tym mieście dorastałam i mam z nim związane najlepsze wspomnienia. Poza tym jest bardzo malowniczym miastem i myślę, że to nie tylko moje zdanie. Nawet jak miałam okazję rozmawiać z turystami, to słyszałam, że lubią Lublin za jego kompaktowość. Tutaj do każdego miejsca można dojść na piechotę. Stare Miasto jest najbardziej klimatyczne. Uwielbiam staromiejskie uliczki. Lubię też zagłębiać się w dawną dzielnicę żydowską.

Przetańczyła pani 9 lat w ognisku baletowym.

AMS: Tam było cudownie! Zawiązały mi się nawet przyjaźnie, które przetrwały do dziś. Pozdrawiam cały zespół Społecznego Ogniska Baletowego. Tam miałam pierwszą styczność ze sceną, stawiałam swoje pierwsze kroki przed publicznością, bo to się tak naprawdę zaczęło już w czasach przedszkolnych. Bardzo miło te czasy wspominam!

Później przyszedł czas na śpiewanie i konkurs „Diamenty Lublina”, który pani wygrała.

AMS: Już od dziecka miałam zacięcie do śpiewania. Uczyła mnie wtedy pani od muzyki i to ona powiedziała moim rodzicom, że powinni mnie wysłać do szkoły muzycznej, żeby kształcić mój wokal. Dostrzegła mój potencjał. Jednak moje życie potoczyło się inaczej, ale śpiew zawsze mi towarzyszył. Bardzo dużo słuchałam muzyki i wiele śpiewałam dla rodziców. W podstawówce zaczęły powstawać również moje pierwsze piosenki. Później, gdy już wiedziałam, że chcę zdawać do szkoły teatralnej, zaczęłam chodzić na lekcje śpiewu prywatnie.

Fot. next-film (2)

O czym były te pierwsze piosenki?

AMS: O dorastaniu i problemach, z którymi mierzyłam się w tamtym okresie jeszcze jako mała dziewczynka. (śmiech) To było o takich pierwszych egzystencjalnych rozterkach na miarę mojego wieku, a było to w podstawówce! (śmiech)

Jest pani również absolwentką Zamoya. W tej szkole teatr jest na bardzo wysokim poziomie.

AMS: Tak, jak najbardziej. Do uczestnictwa w kółku teatralnym zachęciła mnie moja polonistka. Byłam w klasie o profilu artystycznym i robiliśmy happeningi oraz dbaliśmy o oprawę artystyczną różnych wydarzeń. Tam też pojawiły się Zwierciadła i razem z Natalią Matuszek z Zamoya, która też brała udział w Diamentach Lublina, zrobiłyśmy sztukę „Piaskownica” na podstawie Walczaka. Od tego momentu upewniałam się coraz mocniej, że będę zdawać do szkoły teatralnej.

Pamięta pani swój pierwszy występ na scenie teatru?

AMS: To był właśnie Zamoy i Zwierciadła. Następnie były egzaminy w szkole teatralnej, jeszcze później Gardzienice, praca z Martą Górnicką i Chórem Kobiet, a teraz Scena InVitro w Lublinie. Ale mój pierwszy występ sceniczny był za czasów przedszkolnych, właśnie w Ognisku Baletowym. (śmiech)

Która sztuka, jaką miała pani okazję zobaczyć, poruszyła panią najbardziej?

AMS: Myślę, że to było parę lat temu, duże wrażenie zrobiła na mnie sztuka w Teatrze Osterwy w Lublinie na podstawie historii o Tytusie Andronikusie. To było jedno z moich bardziej przełomowych zderzeń ze środowiskiem lubelskiego teatru w tamtym czasie. Obecnie polecam „Ponowne zjednoczenie Korei” w reżyserii Łukasza Witt-Michałowskiego.

Myślała pani o karierze zagranicznej?

AMS: Zobaczymy, jak moje życie się potoczy. (śmiech) Jeżeli kiedykolwiek nastąpi w moim życiu taki moment, w którym pojawią się jakieś zagraniczne propozycje, to dlaczego nie?

Po premierze głośnego filmu „365 dni”, nie boi się popularności, która na panią spadnie?

AMS: Myślę, że dla wszystkich, którzy dostają się do szkoły teatralnej i decydują się, że zostaną aktorami, to jest jedna wielka niewiadoma, jak to zawodowe życie dalej się potoczy. (śmiech) Wiadomo, że każdy z nas chciałby w przyszłości być na scenie. Myślę, że popularność to jest coś takiego, na co się nie da przygotować. Ważne, żeby nie stracić głowy i trzymać się ugruntowanych wartości.

***

365 dni

„365 dni” to pierwszy polski erotyk. Film powstał na podstawie bestsellerowej książki autorstwa Blanki Lipińskiej. To nie kolejna komedia romantyczna, ale opowieść o pożądaniu i pragnieniach. Massimo Torricelli, młody i przystojny szef sycylijskiej rodziny mafijnej po zamachu, w którym ginie jego ojciec, jest zmuszony przejąć rządy. Laura Biel jest dyrektorką sprzedaży w luksusowym hotelu. Odnosi sukcesy zawodowe, ale w życiu prywatnym brakuje jej namiętności. Podejmuje ostatnią próbę ratowania swojego związku. Razem z partnerem i przyjaciółmi leci na Sycylię. Laura nie spodziewa się, że na jej drodze stanie Massimo, najniebezpieczniejszy mężczyzna na wyspie, który porwie ją, uwięzi i da 365 dni na… pokochanie go.

Zdjęcia: Archiwum Anny Marii Siekluckiej oraz next-film

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o