„Póki duch ochoczy, nawet ciało słabe i mdłe powinno być poddane woli ducha”. Taką zasadę wyznaje Zdzisław Brzeski, lekarz z Lublina. Ma 82 lata i wciąż z przyjemnością przyjmuje pacjentów. Opowiedział nam o swojej pracy, pasjach, Lublinie z jego młodości i o tym, jak zmieniła się medycyna na przestrzeni ponad 50 lat.

Toksykologia kliniczna, medycyna pracy i interna nie mają dla niego tajemnic. Zajmuje się m.in. diagnostyką zespołu metabolicznego w Instytucie Medycyny Wsi. Śledzi i opiniuje jedno z najbardziej znanych i obecnie popularnych zjawisk, jakim są dopalacze.

– Toksykologia kliniczna jest szalenie ciekawą dziedziną. W tej chwili jest to na topie, ze względu na zainteresowanie młodzieży tak zwanymi dopalaczami, mieszankami substancji psychoaktywnych i różnych innych rozpuszczalników aromatycznych, które skutkują efektami neurologicznymi, czy zaburzeniami sensorycznymi, utratą jasności myślenia i zaburzeniami ruchowymi – podkreśla doktor Brzeski.– Z niepokojem patrzę jak młodzież wciąż próbuje, tym razem właśnie dopalaczy, jako następstwo narkotyków, które są drogie i trudniej dostępne dla młodego człowieka.

Rzecz święta

To od doktora Brzeskiego zależy również, czy otrzymamy pozwolenie na broń lub opinię o zdolności do pracy. Jedną z dziedzin, którymi zajmuje się nasz rozmówca, jest medycyna pracy.

– W obecnych czasach zdarzają się różnego rodzaju wypadki. Bardzo ważne jest, żeby opinia którą wydaję w konsultacji z moimi kolegami, była rzetelna – zapewnia lekarz. – Osoby, które dostają prawo jazdy i przewożą inne osoby czy dysponują bronią myśliwską muszą być to ludzie odpowiedzialni.

Pewność, że te osoby są w pełni zdrowe fizycznie i psychicznie, to dla naszego rozmówcy „rzecz święta”. – Muszę mieć pewność, że ich stan nie zagraża otoczeniu. Gdy ktoś z niesprawną ręką lub okiem uda się na polowanie i wyda mu się, że w krzakach siedzi jelonek z rogami, a to będzie jego kolega, bądź osoba z nagonki, może dojść do nieszczęścia – tłumaczy.

Dawniej i dziś

82-latek był pierwszym toksykologiem w Polsce. To właśnie sprawia, że toksykologia kliniczna nie ma przed nim tajemnic. – W tej dziedzinie wszystko szalenie szybko się zmienia, wszystko się dezaktualizuje. Ciągle stare substancje zastępowane są przez nowe, równie szkodliwe, a my an bieżąco musimy je rozpoznawać – podkreśla.

Jak mówi, przez 55 lat pracy wiele się zmieniło w zawodzie lekarza. – Są kolosalne zmiany w diagnostyce i terapii. Ten przeogromny postęp zauważyłem szczególnie w ostatnim piętnastoleciu. W 1962 roku, gdy zaczynałem pracę jako stażysta w klinice w Lublinie, to podstawowym narzędziem diagnostycznym był aparat rentgenowski – opowiada. – W trakcie mojej pracy doszły badania, które znakomicie poprawiły diagnostykę w zakresie pracy wielu narządów. Doszły też badania związane z promieniowaniem, jak rezonans magnetyczny, tomograf komputerowy.

Leczenie wyników

Praca lekarza to nieustający kontakt z chorym. – Podczas mojej praktyki lekarskiej zauważyłem też ogromną zmianę w kontaktach z pacjentami. Spowodowane jest to zarówno zmianami zachowania pacjentów oraz samym sposobem diagnozowania – dodaje.

Efektem rozwoju badań i nowych narzędzi diagnostycznych, stało się zjawisko leczenia przez lekarza wyników, a nie samego pacjenta. – Kiedy chory przychodzi do gabinetu na dzień dobry dostaje skierowanie na szereg badań, później dostarcza je lekarzowi, a ten analizuje je i przepisuje leki na chorobę wynikającą z dostarczonych badań – uśmiecha się pan Zdzisław.

Jego zdaniem, dawniej spotkanie pacjenta z lekarzem było bardziej uczłowieczone.

– Patrzymy teraz na pacjenta przez pryzmat dokumentacji badań. Ta przestrzeń budująca relację pomiędzy lekarzem, a chorym została wypełniona przez aparaturę. W tej chwili spojrzenie moich kolegów na pacjenta jest bardzo wycinkowe. Widzą oni narząd i głównie na nim się skupiają, nie ma spojrzenia na całego pacjenta – uważa dr Brzeski. – Prawdą jest też, że pacjenci nie chcą już być badani jak to dawniej było, poprzez opukiwanie, osłuchiwanie, obmacywanie narządów.

Lublinianin

Przez 55 lat w zawodzie napisał wiele prac naukowych, zrobił specjalizacje i zdiagnozował tysiące przypadków. Był świadkiem nie tylko powstawania nowych technologii, nowych metod leczenia, ale i zmian w naszym mieście.

– Od szkoły podstawowej mieszkam tutaj. Jestem w szoku, jak miasto się rozwinęło. Pamiętam, że Lublin był znacznie mniejszy niż obecnie. To co teraz znajduje się w centrum, kiedyś było na obrzeżach miasta. Dzielnica Dziesiąta, czy Tatary to były bardzo dalekie przedmieścia miasta – wspomina.

– Mało kto pamięta, że na Bystrzycy w obrębie Lublina było 5, czy 6 młynów. Teraz miasto słynie z wielu studentów, również tych z obcych krajów, którzy widoczni są na naszych ulicach. Słychać już języki całego świata i jest to całkiem normalne – mówi dr Brzeski.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o