30 marca, godz. 20:30. W wielu miejscach na świecie gasną światła. Ciemność ogarnia wieżowce, domy jednorodzinne, budynki firm i ogromnych korporacji. A wszystko po to, by zwrócić uwagę na problemy związane z pogarszaniem się jakości klimatu, potrzebę zmian nawyków każdego z nas oraz przewartościowań w całej polityce ekologicznej. Godzina dla Ziemi to akcja symboliczna, która ma tyle samo zwolenników, co przeciwników.

Z zegarkiem w ręku

Akcja Godzina dla Ziemi ma swój początek w roku 2007 – wtedy to po raz pierwszy wyłączono światła w Sydney. Wsparło ją 2,2 miliona osób. Już w rok później dołączyło 369 miast na całym świecie, zwiększając zasięg do 50 milionów uczestników. Rekord padł dwa lata później. W roku 2010 punkt 20:30 światła zgasły w 128 państwach. Na godzinę w mroku pogrążyły się najsławniejsze budowle świata: Wieża Eiffla, Pałac Buckingham, most Golden Gate, Opera w Syndey. W Polsce na znak solidarności wyłączono między innymi oświetlenie Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

Jak sama nazwa wskazuje, akcja trwa godzinę i rozpoczyna się zawsze pod koniec marca, punktualnie o 20:30. Jej inicjatorem jest fundacja World Wide Found of Nature, w Polsce znana pod skrótem WWF. Dlaczego akurat ta godzina? Odpowiedź jest prosta i niepodyktowana żadnymi ukrytymi względami – o tej porze równoczesne wyłącznie świateł jest zwyczajnie najbardziej widoczne, a godzina spędzona w ciemnościach każdego uczestnika z pewnością skłoni ku głębokim refleksjom na temat klimatu.

Czy to jest dobre?

Twórcy i zwolennicy akcji nie mają wątpliwości co do tego, że Godzina dla Ziemi jest dobrym posunięciem zwiększającym z roku na rok świadomość zmian, jakie dokonują się w naszym klimacie. Bo choć reorientacji tej nasza planeta nie uniknie, co dobitnie pokazuje historia z dinozaurami w tle, człowiek znacznie nadwyrężył jej zasoby i znacząco przyczynił się do przyspieszenia nieuniknionego. Wpadł w wir konsumpcjonizmu, z którego trudno zrezygnować. W końcu własny komfort cenimy najwyżej.

Godzina dla Ziemi stała się swego rodzaju rytuałem, w który chętnie włączają się władze miast na całym globie. Jako przywódcy chcą pokazać, że nie jest im obojętny los nas wszystkich i na godzinkę symbolicznie odcinają się od dopływu światła. To właśnie politycy przyczynili się do rozpropagowania akcji, dając do zrozumienia, że zmiana jednego nawyku – w tym kontekście oszczędzanie energii – może być dla planety i przy okazji dla nas, zbawienna. A dobrym początkiem może być symboliczna godzina, podczas której wszyscy będą myśleć o tym samym. Zgaszona żarówka nie konsumuje energii, a mniej energii to mniej spalonego węgla i wyemitowanego przy tej okazji CO2 do atmosfery – i o to chodzi!

Czy może złe?

Jest też druga strona medalu, której nie powinno się ignorować. Otóż wyłączenie prądu na całej planecie równocześnie prowadzi do gwałtownego spadku energii, a w konsekwencji do wielu nieprzyjemnych i wielogodzinnych awarii. Niech więc nie zdziwią się uczestnicy, którzy po godzinie będą chcieli przywrócić jasność w swoim mieszkaniu czy biurze, ale zabieg ten okaże się nieskuteczny. Problem polega na tym, że procesu produkcji prądu z elektrowniach nie da się wyłączyć od tak. Brak też efektywnego sposobu magazynowania energii na dużą skalę. Blok w elektrowni musi działać stabilnie, a każda zmiana natężenia prądu kończy się spadkiem jego sprawności. Godzina dla Ziemi prowadzi do tworzenia się energetycznego dołka.

Są też zwolennicy teorii mówiącej o tym, że wyłączenie i ponowne włączenie światła to o wiele większe zużycie prądu niż bezustannie świecąca się żarówka. No cóż, w tej kwestii zwrócić należy uwagę na rodzaj oświetlenia. Jeżeli mamy do czynienia z żarówkami energooszczędnymi, ale starszego typu, rzeczywiście proces jej nagrzewania będzie musiał rozpocząć się od nowa, co wiązać się może z większym poborem energii. Jeśli jednak idziemy z duchem czasu i w naszym domu korzystamy z oświetlenia LED, wyłączenie światła nie okaże się zabiegiem mocno prądotwórczym. Choć z pewnością wpłynie na stan bloku w elektrowni.

Wnioski

O tym czy dołączyć do akcji czy też odpuścić, każdy z nas powinien zdecydować indywidualnie. Ale o wiele lepszym rozwiązaniem byłaby zmiana wielu szkodliwych dla środowiska naturalnego nawyków, takich jak bezustanne lanie wody podczas szczotkowania zębów, zostawianie włączonego światła w całym domu czy bazowanie na plastiku. Niech tegoroczna akcja otworzy nam wreszcie oczy na realne zagrożenia i sprawi, że na poważnie weźmiemy do siebie ostrzeżenia o katastrofalnych skutkach braku dbania o planetę.

W LUBLINIE

Równo o godz. 20.30 wyłączone zostaną światła we wszystkich budynkach Urzędu Miasta Lublin, ale także w Muzeum Lubelskim, na Bramie Trynitarskiej oraz na Archikatedrze Lubelskiej.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o