Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia w Lublinie potrzebuje pomocy. By personel dalej mógł opiekować się małymi pacjentami, potrzebny jest między innymi sprzęt ochrony osobistej. O obecnej sytuacji w hospicjum i potrzebach podopiecznych placówki rozmawialiśmy z Ojcem Filipem Buczyńskim, prezesem hospicjum.

Czego najbardziej potrzeba, by móc opiekować się małymi pacjentami?

– W tej chwili ruszamy z nowym oddziałem stomatologicznym, który jest bardzo potrzebny. Mam masę telefonów każdego dnia, w których rodzice proszą, by rozpocząć leczenie, bo ich dzieci są cierpiące, a gdzie indziej kolejki są bardzo długie. Jeżeli chodzi o leczenie jamy ustnej to najważniejsze jest, by zagwarantować bezpieczeństwo pacjentowi i personelowi. Przede wszystkim personel musi mieć kombinezony. Zakup jednej sztuki to jest kwota 45 zł. W czasie zabiegu mniej więcej trzy osoby zajmują się jednym pacjentem. Jeżeli takich pacjentów będzie czworo czy pięcioro to nagle się okazuje, że to urasta do dużej kwoty.

Co jeszcze jest potrzebne?

– Maseczki! Ale nie takie maseczki chirurgiczne, które możemy za parę złotych kupić w internecie tylko specjalistyczne maseczki FFP2 lub FFP3 z wymiennym wkładem. One też są niezbędne. Musi je mieć cały personel medyczny. Po każdej wizycie pacjenta trzeba dokonać sterylizacji wszystkiego, praktycznie całego pomieszczenia. Żeby móc tego dokonać, to jesteśmy w tej chwili na etapie zakupu takiego urządzenia, które rozpyla taką mgiełkę produktu, który osiada na każdym przedmiocie i jednocześnie dezynfekuje. Koszt takiego urządzenia to 25 tysięcy, a koszt jednego pojemnika, który wystarcza na dwie dezynfekcje, wynosi 300 zł.

To wszystko teraz jest sporym wyzwaniem?

– Tak. Jak analizujemy te wszystkie koszty to nie wygląda to optymistycznie. Nawet nie wyjdziemy na zero, natomiast trudno jest decydować między dwoma wartościami: niepełnosprawne dziecko wymagające leczenia stomatologicznego w znieczuleniu ogólnym, a gotówka. Jeżeli jest taka możliwość to trzeba pomóc. Ruszamy z kopyta z zabiegami ogólnostomatologicznymi, a potem również z tymi w znieczuleniu ogólnym.

Co do tej pory udało się uzyskać?

– Z Agencji Rezerw Materiałowych udało nam się uzyskać maski chirurgiczne, przyłbice i rękawice. Mamy również dostać płyny, które są wykorzystywane do dłoni lub do powierzchni. Najważniejsze jest zacząć. Jeśli ktoś zobaczy, że robimy to dobrze, rzeczywiście realnie pomagamy pacjentowi, to zawsze znajdzie się jakieś gorące serce, które będzie chciało uczestniczyć w kosztach pomagając. Dostaniemy również trochę kombinezonów, ale to jest i tak niewystarczające.

Jak obecnie wygląda sytuacja z opieką domową?

– Zapraszam wszystkich, by wejść na mojego Facebooka. Można tam zobaczyć, że wyglądałem jak Marsjanin jadąc do pacjenta! (śmiech) To są stroje urzędowe naszych lekarzy i pielęgniarek. Jeżeli nie ma potrzeby osobistej wizyty u dzieci, to wszystkie porady są udzielane telefonicznie. Jeśli trzeba dowieźć sprzęt, to jedzie się do dziecka i zostawia leki bądź środki opatrunkowe pod drzwiami albo jeśli jest to blisko to przyjeżdża rodzic i zabiera sam. Na poziomie opieki domowej nasze dzieci są pozbawione fizjoterapii ze względu na bezpieczeństwo.

Fot. Materiały O. Filipa Buczyńskiego

A jaka jest sytuacja na oddziałach stacjonarnych?

– Każdy oddział szpitalny jest obecnie zamknięty dla rodziców, wolontariuszy czy dla kogokolwiek poza personelem. Oczywiście bez względu na to, czy są to pracownicy medyczni czy np. administracyjni, jak przychodzimy do pracy to mamy mierzoną temperaturę. Nakładamy maski, przyłbice i jak jest taka konieczność to rękawice, oczywiście wcześniej dezynfekując się płynami. W pozostałych poradniach, czyli w poradni zdrowia psychicznego, zgodnie z rozporządzeniem wszystkie porady odbywają się teleinformatycznie. To jest wielkie błogosławieństwo i radość dla obu stron. Często te sesje terapeutyczne są w takim procesie, że niewskazane jest, by robić długie przerwy, stąd też osoby korzystają z porad naszych terapeutów przez Skypa czy telefon.

Jak radzą sobie dzieci w tej nowej rzeczywistości?

– Słyszę od dzieci i od rodziców, że tęsknią. Tęsknią za tym wszystkim, co było. Za regularnymi wizytami, za zabawą, wizytami wolontariuszy. To jest tęsknota dla obu stron. Dla tych, którzy nie mogą przyjechać i dla tych, którzy nie mogą przyjąć. Obie strony zauważają, że tego nie docenialiśmy. Tego co było tak normalne i oczywiste, a teraz tak bardzo nam tego brakuje i sam rozum podpowiada, że tu i teraz tak po prostu musi być.

Pomóc Hospicjum możecie wpłacając dowolną kwotę na numer konta: 03 1160 2202 0000 0000 6017 6058 lub 73 1240 2382 1111 0000 3923 3280.

Fot. Dominika Polonis/Archiwum

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o