Kiedyś czytała bajki swoim dzieciom, potem zaczęła układać dla nich własne wiersze i historyjki opowiadane przed snem, a nieco później zapisywała je i postanowiła „coś z tym zrobić”. Zdarza się jej także podkradać książki najmłodszych domowników wypożyczone z biblioteki i czytać je nocami. Dziś pisze własne bajeczne scenariusze, „zalążki” bajek, które wykorzystuje podczas autorskich warsztatów w Dzielnicowym Domu Kultury SM „Czechów”. Katarzyna Szczepaniak z bajkami jest zżyta jak z własną rodziną.

Czym jest dla Ciebie bajka?

– Myślę, że bajki są wielowymiarowe i tak też należy je postrzegać. Powiedzieć, że bajka jest historią, która ma czegoś dziecko nauczyć to zbyt okrojone stwierdzenie. No i przeznaczona jest nie tylko dla dzieci, ale też dla dorosłych.

A co dorośli mają z czytania bajek?

– Bajka w młodym wieku ma nas ukształtować, ukazać nam niemal cały świat. Z nią docieramy do zakątków, których nigdy nie zobaczymy w rzeczywistości, bo są wymyślone, ale taka podróż wnosi bardzo dużo w odbiór otoczenia i pomaga rozwijać wyobraźnię. Bajka spełnia także funkcję terapeutyczną i z tej akurat skorzystać mogą także dorośli. Bo i my potrzebujemy niekiedy oderwać się od tego co tu i teraz, zapomnieć choć na chwilę o tym, co nas przytłacza. Dzięki bajkom uciekamy do miejsc, w których nasze problemy – problemy dorosłych, przestają mieć jakiekolwiek znaczenie i to może ułatwić nam złapanie równowagi.

Nie jest to ryzykowne?

– Niby dlaczego? Oczywiście, nie możemy się w bajkach pogrążyć całkowicie, bo w życiu mamy obowiązki, których nikt za nas nie wykona, domy, dzieci, pracę i to na nich w głównej mierze powinniśmy się koncentrować. Ale czy czytanie albo oglądanie bajek choćby raz na jakiś czas może zaburzyć nasze funkcjonowanie w namacalnej rzeczywistości?

Jeśli bajki nas nie pochłoną, zapewne nie ma z tym problemu. Ale Tobie towarzyszą one częściej niż przeciętnemu dorosłemu…

– Udało mi się zgrabnie połączyć zamiłowanie do bajek z pracą zawodową, choć biorąc pod uwagę moje wykształcenie, powinnam pracować w marketingu. Fakt, kiedyś w tej branży pracowałam. Ale o wiele łatwiej jest mi się odnaleźć tutaj, w Domu Kultury, gdzie obcuję z literaturą, teatrem, filmem, muzyką… A, że jestem osobą o artystycznej duszy, obecna praca w pełni mnie satysfakcjonuje i chyba mogę powiedzieć, że mam na koncie co najmniej kilka ciekawych osiągnięć z nią związanych.

Na przykład?

– W Domu Kultury SM „Czechów” prowadzę kilka autorskich warsztatów oraz zajęć dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Na przykład, kiedy pod koniec cyklu warsztatów z bajkotworzenia układam wspólnie z dziećmi wstępny scenariusz bajki, a następnie rodzice szykują lalki ze stworzonych przez własne dzieci postaci, składają w całość historię nakreśloną prze nie, a następnie przygotowują się do prezentacji teatrzyku lalkowego i prezentują go podczas finalnego spotkania. To mnie bardzo cieszy, bo wiem, że w ten sposób nie tylko ugruntowują oni swoje relacje z dzieckiem, ale także zauważają jak ważny jest czas, który mu poświęcają. Zdarza się, że dzieci podczas zajęć zaczynają mówić o sprawach bolesnych czy nieprzyjemnych, które wcześniej dusiły w sobie. Opowiadam o tym rodzicom, by utwierdzić ich w przekonaniu, że wspólne tworzenie bajek to rewelacyjne rozwiązanie.

Jak wyglądają takie zajęcia?

– Zbieramy się w naszej niewielkiej salce, zajmujemy miejsca i zazwyczaj to ja zaczynam snuć wymyśloną wcześniej opowieść. Zadaniem dzieci jest poprowadzić ją dalej, wypełnić przeróżnymi postaciami, miejscami, słowami. Spisujemy wszystko, odczytujemy i wtedy jest czas na dyskusję. A podczas prezentacji zapisanych już pomysłów, bardzo często wnoszone są uwagi, bądź sprzeciwy wobec charakterystyki danej postaci lub wypowiadanych przez nią kwestii. Dzieci są niezwykle czułe, a ich wyobraźnia bardzo plastyczna i ruchoma.

Dorośli takiej wyobraźni nie mają?

– Ależ oczywiście, że mają wyobraźnię! Tyle, że nasza, dojrzała, jest już w pewien sposób ukształtowana, gdzieś tam zakorzeniły się w nas stare obrazy, które już się nie zmienią. Gdybyśmy jednak cierpieli na zanik wyobraźni, nie moglibyśmy funkcjonować.

A czy wymyślając bajki sięgasz po te stare opowieści, na których się wychowaliśmy?

– Zdarza mi się zaczerpnąć jakiś motyw. Często jednak działa to na zasadzie olśnienia. Wychodzę z pracy, mijam kosz na śmiecie i widzę stare, znoszone buty, które ktoś tam porzucił. Wystarczy chwila, żebym wpadła na jakąś zwariowaną historię z butami w roli głównej. Bardzo poruszają mnie zwykłe codzienne sprawy, stąd nazwa moich zajęć „Bajki (nie)codzienne”. Lubię tworzyć historie na ich temat. Weźmy na przykład choinkę, drzewko, które w okresie świątecznym nieodłącznie nam towarzyszy. Będąc dzieckiem bardzo przeżywałam, kiedy po świętach mój tata ciął usychające drzewko na mniejsze kawałki. Stąd bajka o ludzikach – choinkach, które zamieszkują choinki i na ich gałęziach przeżywają różne przygody. Czasami coś przyjdzie mi do głowy tuż przed snem, albo podczas przerwy na kawę, czy spaceru, gotowania obiadu… Staram się zapisywać pomysły, by mi nie umknęły, a potem niektóre z nich rozwijam w bajeczną opowieść wspólnie z dziećmi.

Z której historii warsztatowego autorstwa jesteś szczególnie dumna?

– Zapewne nie kojarzysz Lublinków? To małe stworzenia, które zamieszkały w naszym mieście z chwilą jego powstania. Żyją w swojej sekretnej krainie, tuż pod ziemią, w miejscu, gdzie obecnie stoi Brama Krakowska. Lublinki są bardzo małe, a wejście do ich krainy znajduje się w wąskiej szczelinie w murach. Mogę się założyć, że pewnego dnia natkniesz się na nie w Bramie Krakowskiej. Oczywiście tylko pod warunkiem, że lubisz bajki.

Lublinki muszą być przezabawne.

– Ilekroć przechodzimy przez Bramę Krakowską mój syn szuka Lublinków z nadzieją, że jeden z nich zechce się ujawnić. Dzieci bardzo się w tą historię wkręcają. Ale podobnych scenariuszy jest znacznie więcej. Pod koniec każdego roku wybieram najciekawsze bajki uczestników warsztatów i tworzę z nich książeczkę. Takie nasze wydawnictwo, służące ocaleniu dziecięcych pomysłów od zapomnienia. Są tam miejsca na ilustracje do bajek oraz piękna okładka, ozdobiona jednym z rysunków powstających podczas naszych zajęć. Ostatnio zrodził się we mnie pomysł, by wybrać najlepsze z nich, wydać i puścić w świat. To dopiero byłoby coś!

Kim jest tajemnicza osóbka w czarnej sukni i spiczastym kapeluszu?
To moja nieodzowna towarzyszka podczas spotkań bajkowych z dziećmi. Dostałam ją kilka lat temu od koleżanki, która stwierdziła, że mi przyda się bardziej. I miała rację. Dzieci pokochały Czarownicę Krystynę i bardzo chętnie dzielą się z nią swoimi bajkowymi pomysłami. Krystyna to dobra czarownica, a pojawia się na zajęciach nie tylko po to, aby wesprzeć mnie w zachęcaniu dzieci do bajkotworzenia, ale także by stawać się główną bohaterką niejednej bajki. O Krystynie powstała także piosenka, której dzieci uczęszczające na moje zajęcia bardzo chętnie słuchają, a niektóre znają ją już na pamięć. Opowiada o tym, że Krystyna miała słabość do słodkości… a co z tego wynikło, to już całkiem inna historia…
Ostatnio zaprosiłaś do zabawy w bajkotworzenie także dorosłych. Możesz powiedzieć o tym kilka słów?
Zajęcia z bajkotworzenia dla dorosłych, pod nazwą “Bajkotworzenie kształtuje myślenie” to jedne ze spotkań z cyklu “Warsztatowo”, którego jestem pomysłodawcą. Tematyka warsztatów jest zróżnicowana i są one zaadresowane właściwie do wszystkich. Nie trzeba być pedagogiem, czy rodzicem, aby wziąć w nich udział. Bajki znalazły w nich miejsce ponieważ przez tych kilka minionych lat, odkąd pracuję z dziećmi bajkotworząc, zrozumiałam, że bajka jest wspaniałym narzędziem terapeutycznym, a także wspierającym komunikację. Pragnę dzielić się także z dorosłymi to wiedzą i entuzjazmem, jaki wyzwalają we mnie bajki.

A co z Twoimi bajkami?

– Zwyczajnie brakuje mi czasu na dopięcie sprawy. Gdzieś w środku czuję, że już warto i mam potrzebę podzielenia się moimi bajkami z większym gronem. Z drugiej strony jednak jest to ogromne wyzwanie, które w chwili obecnej, trudno byłoby mi podjąć. Mam nadzieję, że w końcu się uda.

Dopóki nie spróbujesz, nie przekonasz się. Książę szukał i szukał, aż odnalazł kopciuszka.

– I ja też kiedyś znajdę swój pantofelek.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o