W końcu zrobiłam to – spróbowałam spojrzeć na miasto z innej perspektywy, zajrzawszy w samą duszę Lublina! Właśnie tak, jak słyszałam, nazywane są staromiejskie podziemia. Nie jestem wielką fanką zwiedzania różnego rodzaju lochów, piwnic czy katakumb (wolę mieć wokół siebie więcej przestrzeni i chociaż niewielką łatkę nieba). Jednak zapoznanie się z „odwrotną stroną” miasta, które polubiłam od pierwszego spojrzenia, znajdowało się na mojej liście „must see” wśród najważniejszych miejsc do zwiedzania.

Uwielbiam tajemnicze miejsca! Przecież nie każde, nawet stare, miasto może pochwalić się swoimi lochami. A ile sekretów przez wiele stuleci ukrytych było pod lubelskim brukiem. Im starsza kamienica, tym więcej sekretów kryje. Nic dziwnego, że pod niektórymi domami i świątyniami znajdują się podziemne przejścia.

Otóż pewnego zimowego weekendu w towarzystwie Oli, mojej nieustraszonej koleżanki z pracy, schodziłam w mroczne głębie podziemnych piwnic (poprzednio przeczytałam w Internecie, że ich głębokość sięga ośmiu metrów), a w głowie kręciła się tylko ta myśl: co tam na nas czeka?

Czekała tam bardzo miła pani z niezłym poczuciem humoru, która poprowadziła nas (licząc mnie i Olę, chęć do zwiedzania „tamtej” strony Lublina wyraziło pięć osób) Lubelską Trasą Podziemną, która zaczyna się w piwnicach Trybunału Koronnego. Trasa biegnie pod Rynkiem i kamienicami Starego Miasta, obejmując około 280 m podziemnych piwnic. Powstała ona w wyniku połączenia kilkunastu staromiejskich lochów, których historia sięga początku XVI w. Były to czasy największej świetności Lublina. Zapoznanie się z zabytkowymi piwnicami dostarczyło nam wielu emocji, a jednocześnie pozwoliło przenieść się w czasie, odkrywając na nowo przeszłość miasta.

Ciekawe, że piwnice są rozmieszczone na kilku kondygnacjach i połączone ze sobą systemem korytarzy i dość często trzeba było schodzić lub wchodzić po schodach (podczas wędrówki trzeba pokonać około 150 schodków). Korytarze są kręte i dość ciemne, ale w czasie wspólnego spaceru całkiem zapomniałam o tej grubej warstwie ziemi i kamieni nad głową.

Kiedy nasłuchaliśmy się legend, historii i ciekawostek, skierowano nas do sali, gdzie nastąpiła kulminacja podziemnej wędrówki — prezentacja multimedialna Wielkiego Pożaru Lublina (1719). To robi wrażenie! A to, że na całej długości trasy znajdują się makiety, przedstawiające najważniejsze okresy rozwoju Lublina — od czasów plemiennych aż do XVII wieku (w podziemiach znajdują się także dwie makiety z dawną panoramą miasta: z XVI i XVII wieku), jest dobrą pomocą edukacyjną.

Po tej wyprawie spróbowałam przypomnieć sobie podziemie miasta, w którym się urodziłam. Lwów też ma sporo tajemnic. Jego podziemia mają złożoną i wielopoziomową strukturę. Po wielkim pożarze w 1527 roku, który zniszczył cały gotycki Lwów, jedyne fragmenty architektury gotyckiej w mieście pozostały w klasztorach i piwnicach, które niegdyś znajdowały się niemal pod każdą kamienicą.

Do dziś udało się odkryć zaledwie 10 procent lochów. Część tych podziemi jest dostępna dla turystów. Wśród najciekawszych miejsc pod powierzchnią miasta warto wymienić piwnicę Apteki Muzeum „Pod Czarnym Orłem”, podziemia kościoła oo. dominikanów i podziemie kościoła oo. jezuitów. Jak na takie miejsca przystało, nie brakuje tu legend o zakonnikach zaprzedających dusze diabłu, żywym trupie, wyłamującym ścianki alabastrowej trumny, i zjawach, przechadzających się po korytarzach podziemi.

Najdłuższe i najstarsze są podziemne piwnice klasztora oo. dominikanów. W tych murach wciąż słyszalne jest echo tragicznej, a jednocześnie romantycznej opowieści o „Czarnej księżniczce” – Halszce Ostrogskiej, która stała się ofiarą własnej urody i bogactwa. Ta smutna historia zaczęła się w 1539 roku, gdy Eliasz Ostrogski spadł z konia podczas turnieju rycerskiego i parę dni później umarł. Pozostała po nim owdowiała żona Beata. Trzy miesiące później powiła ona dziewczynkę, której dano na imię Elżbieta, lecz nazywano zdrobniale Halszką. Ona miała być dziedziczką olbrzymiego majątku, rozciągającego się na olbrzymich połaciach Litwy. Król – młody Zygmunt August – świadom był zaś, jak łakomym kąskiem jest Halszka i z jakich powodów. On sam chciał wybrać na jej męża kogoś zaufanego, kto pozostałby mu za to wdzięczny do końca życia. Został nim w 1559 r. wielkopolski magnat Łukasz Górka, w zasadzie wbrew woli Halszki i jej matki. Obie uciekły do Lwowa, zanim jeszcze małżeństwo zostało skonsumowane. Ślub można było więc uznać za nieważny!

Kobiety ukryły się w klasztorze oo. dominikanów. Niebawem zjawiły się pod nim wojska, wysłane przez króla i Górkę. A kiedy żołnierze w końcu dostali się do klasztoru, okazało się, że Halszka już wzięła ślub z kniaziem Siemionem Słuckim i związek został skonsumowany. Król jednak nie uznał tego małżeństwa i nakazał oddać dziewczynę Górce. Ten zaś zabrał ją do Szamotuł. Tam smutna Halszka zamieszkała w wieży. Tak trwała przez kilkanaście lat, aż magnat zmarł. Niebawem odeszła z tego świata i jej matka. Wtedy Halszka wróciła w rodzinne strony. Znów bogata, samotna i tak nieszczęśliwa, że nie pożyła długo. Zmarła na Wołyniu, mając 43 lata. A w Szamotułach do dziś istnieje „wieża Czarnej księżniczki”. Tak nazywano Halszkę, ponieważ zawsze ubierała się na czarno.

Jak widzicie, podziemia kryją wiele sekretów. W tych grubych murach mogą znajdować się tajne przejścia, kryjówki i skrytki ze skarbami, ponieważ one ujawniają nam tylko część swych zagadek.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o