Ich celem nie jest jednorazowy uśmiech wywołany szybkim żartem, czy łatwym dowcipem. Dążą do prawdy. Humor nie jest celem, jest jedynie środkiem dotarcia do tego co porusza, co ważne. Z grupą Poławiaczy Pereł Teatru Improv rozmawialiśmy w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie.

Na jakim obecnie poziomie jest scena Impro na Lubelszczyźnie i w Lublinie?

Marcin Wąsowski: (śmiech) Teraz jesteśmy na poziomie – 1, bo rozmawiamy w CSK. (śmiech) Żartuję.

Przemek Buksiński: Scena improwizacji rozwija się bardzo dobrze i niech tak pozostanie. Ma się pewnie świetnie, bo ma swoich widzów w różnym wieku, w różnych obszarach i kategoriach intelektualnych.

Michał Łysiak: Bo my jesteśmy czterdzieści plus i gramy w tych okolicach, czyli dla ludzi, którzy mają doświadczenie takie jak my….

P.B.: …Czterdzieści plus.

M.Ł: Lub takie już w zasięgu naszej wyobraźni.

M.W.: Albo dla osób młodszych, które są ciekawe, jak to jest mieć czterdzieści plus! (śmiech) Albo popatrzeć sobie, jak osoby starsze dają sobie radę na scenie (śmiech)

Improwizacji można się nauczyć?

P.B.: Oczywiście! Wszystkiego można się nauczyć! Można się nauczyć uczyć, można się nauczyć nauczania. Można się nauczyć każdej rzeczy, tylko trzeba trafić do dobrej biblioteki i dobrze wyposażonej przez dobrego bibliotekarza. (śmiech)

Od czego głównie zależy ta sztuka?

P.B.: Przede wszystkim myślę, że od pokory. Tak, naprawdę. To jest jedno słowo, które towarzyszy. Nikt tego chyba nie wpisał, że pokora jest tym elementem tej pracy, która ustawia wszystkich i pokazuje, że każdy jest sobie równy na scenie. I ta pokora też uświadamia, że słuchanie drugiej osoby jest bardzo ważne.

M.Ł.: Trzeba mieć też pewnie wyobraźnię. Wiedzę sceniczną. Tak zwany podstawowy warsztat teatralny. To zawsze pomaga przy improwizacji. Przeważnie to jest tak, że trzeba podjąć decyzję w mgnieniu oka, żeby powstawała historia.

M.W.: Ja uważam, że trzeba mieć dużo cierpliwości. Dużo tolerancji do propozycji kolegów, którzy podejmują decyzję w mgnieniu oka, a te decyzje często są jakie są! (śmiech) Trzeba to umieć raczej wykorzystać niż nie wykorzystać. (śmiech)

P.B.: A nie obrażać i mówić: o matkoooo, znowu! (śmiech)

M.Ł.: To znaczy odpowiedzieliśmy bardziej, jak powinno być. Czy to zawsze się zdarza w naszym przypadku? Nie zawsze, ale pracujemy nad tym.

M.W.: No nie zawsze i dlatego nasze występy są śmieszne. (śmiech) Bo się potykamy i może nie robimy typowychwywrotek na skórce od banana, metaforycznie. Ale to nam się często zdarza!

Łatwiejsza jest improwizacja czy gra aktorska? Ludzie mylą te dwie rzeczy, ale one się chyba jednak zazębiają?

P.B.: Właśnie gra aktorska i improwizacja to jedno i to samo. Myślę, że tak, że można to dzielić, ale aktor, który ma już przygotowaną rolę, czasami, żeby być świeżym w kolejnej swojej odsłonie i postaci, którą prowadzi, dobrze by było, żeby czasami coś zaimprowizował. Oczywiście w tym obszarze, w którym się przygotowywał.

A jak Wy odkryliście Impro?

M.W.: (śmiech) Powiedź o Kanadzie!

P.B.: O! Muszę to powiedzieć! (śmiech) Będę to mówił w każdym wywiadzie! Kilkanaście lat temu, może z siedemnaście, może z osiemnaście, nie powiem dokładnie, przyjechał do Polski Arek Ziętek. On jest Polakiem, mieszkał tutaj w Lublinie przez wiele lat, ale wyprowadził się do Berlina. Przyjechał i mówi, że ma taką metodę jak impro. I ma takiego kumpla z Kanady, z Montrealu i on nam to impro pokaże. To był pierwszy warsztat w Polsce, który poprowadzony został tutaj w Lublinie przez zawodowych improwizatorów z Kanady. A potem, to już się zaczęło dziać po swojemu.

M.Ł.: Tak zaczynał Przemysław Buksiński… (śmiech) A ja mam troszkę prostszą historię. Ja po prostu poszedłem do jednego z lubelskich lokali. Zapłaciłem pięć złotych za bilet i tak zostałem królem impro, bo tam Przemek występował.

M.W.: No właśnie. A ja mam jeszcze inną historię. Troszkę też…hmm… no inną! (śmiech) Jest taka, że kiedyś poszukiwaliśmy z Michałem jako kabaret miejsca w Centrum Kultury i tam usłyszeliśmy, że jest taki szalony człowiek, nazywa się Przemysław Buksiński i on się zajmuje improwizacją. Wtedy sobie pomyślałem, że wolimy sami to robić. (śmiech) Ale minęło parę lat i się spotkaliśmy!

Łatwiej dzięki sztuce improwizacji odnaleźć się w życiu?

Wszyscy: No taaaak! (śmiech)

M.Ł.: Jak najbardziej! Akceptacja to podstawa.

M.W.: Jakbyś na przykład zadzwoniła do nas i nie byłoby tej podstawy akceptacji, która jest podstawową zasadą., pierwszą w improwizacji, to byśmy się dzisiaj nie spotkali. Bo bym Ci powiedział: nie, dziękuję, do widzenia! (śmiech)

P.B.: A tak jest: tak, tak, dobry wieczór, co tam? (śmiech)

Mimo, że spektakle to improwizacja, można się do nich jakoś przygotować?

Wszyscy: Nawet trzeba!

M.Ł.: Trzeba i to nawet godzinami się trzeba przygotowywać…

P.B.: Niektórzy latami się przygotowują, naprawdę. I to widać. Przygotowują się latami i nic! (śmiech) Typowe treningi aktorskie powinny być też elementem improwizacji. Sama improwizacja, to tylko pewna struktura, którą trzeba zrozumieć.

M.W.: Taki mechanizm sceniczny, który temu towarzyszy, który musi zadziałać.

M.Ł.: W ogóle na improwizację jest wiele sposobów. My znamy jakieś z nich. Jest jeszcze wiele, które są bardzo ciekawe i tak próbujemy różnych, nowych rzeczy. Za każdym razem coś nowego się do tego dołoży.

P.B.: Tak. Gdzieś wyjedziemy, zobaczymy inną grupę ludzi, która improwizuje. To jest niejednokrotnie zupełnie co innego niż my robimy. To jest poważne, zabawne, na serio i też jest przejmujące. Jest takie, że się siedzi półtorej godziny i nie można oderwać od tego oczu. Myślę, że każdy kto się bierze za improwizację ma swój styl i swoje jakieś cele.

M.Ł.: Druga rzecz to jest doświadczenie życiowe, które się w jakiś sposób dzięki temu wyćwiczonemu mechanizmowi przekłada potem na scenie. Jaki człowiek taka historia potem. Taki teatr. I to już jest dużo.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o