Marcin Polański to lubelski restaurator, właściciel między innymi restauracji Ostro na lubelskim deptaku, a także Bombardino Aperitivo i Bombardino Botanik. Opowiada nam o sytuacji lubelskich restauratorów w cieniu epidemii koronawirusa.

Jak zmieniło się życie restauratora w dobie epidemii koronawirusa?

– Jesteśmy od paru tygodni w faktycznym lockdownie. Mimo, że mieliśmy możliwość działania do godz. 21 to klienci zostali skutecznie wystraszeni przez media i rządzących. Porównywano nasze restauracje do restauracji we Francji, Belgii, a my się z tym nie zgadzamy, bo u nas życie wygląda troszkę inaczej. Restauracje to nie kluby, w nich się nie tańczy, nie gromadzi przy barach. Zaczynamy sobie radzić, bo przestawiamy się wszyscy na dowóz. Obecnie to już praktycznie wszystkie restauracje lubelskie zaczęły dowozić jedzenie. Dodatkowo powstała bardzo fajna akcja #ratujemy gastro, z tym naciskiem na ratujemy, czyli, że jednak jemy w tych restauracjach. Zachęcamy wszystkich mieszkańców do tego, by zamawiać jedzenie.

Ostatnio obserwujemy duży wzrost zakażeń koronawirusem. Obecnie restauracje mogą serwować jedzenie tylko na wynos bądź dowóz, ale wcześniej, gdy mogły one jeszcze funkcjonować, dla gości było to bezpieczne miejsce.

– Od początku epidemii nie było ani jednego ogniska w restauracji i będziemy to mocno podkreślali jako lubelscy restauratorzy. Wprowadziliśmy chociażby w restauracjach Bombardino takie przegrody z pleksy, co daje też komfort i bezpieczeństwo naszym gościom. Wzmocniliśmy wentylacje w naszych restauracjach. Spełniamy wymogi sanitarne, mamy częste kontrole i dużo procedur. Sami z siebie chcemy uniknąć sytuacji, w której mogłoby dojść do jakiegokolwiek zakażenia w naszych lokalach. Przestrzegamy mocno procedur, a nie tak jak w sklepach, gdzie nie każdy dezynfekuje te ręce. U nas goście byli zawsze upominani, a stoliki dezynfekowane. Pracownicy chodzą w maseczkach, a klienci są upominani, aby do zajęcia stolika również w niej przebywać. Również żaden restaurator lubelski nie jest antycovidowcem, wszyscy w to wierzymy i wiemy, że taka jest obecnie smutna rzeczywistość. Reagujemy na nią wzmacniając to bezpieczeństwo.

Czy skrócenie czasu pracy restauracji do godziny 21 miało sens? Przecież koronawirusem można zarazić się o każdej porze.

– To podobna sytuacja jak z siłowniami. Są obostrzenia, których my nie rozumiemy. Rozumiem, że trzeba było zakazać wesel i dyskotek, gdzie ludzie się tłoczyli. Cały czas jednak prosimy, aby rząd wystąpił z jakąś pomocą dla tych branż, bo to nie jest ich wina, że jest koronawirus. Oni zostali z dnia na dzień pozbawieni pracy, zarobków, a ich pracownicy tak samo cierpią z tego powodu. Cała branża gastronomiczna to jest około miliona osób w Polsce. To olbrzymia rzesza ludzi, rodzin. Jeżeli będzie całkowity lockdown to ta branża się skurczy i to bardzo mocno.

Jakiej pomocy jako restauratorzy oczekujecie od rządu?

– Jako cała branża wystąpiliśmy już z trzema sprawami. Pierwsza to jest prośba o ustanowienie tarczy dla branży gastronomicznej, siłowni i hotelarstwa. Każdy dzień jest na wagę złota. To są straty dla restauratorów rzędu kilku, kilkunastu tysięcy dziennie, więc to jest ogrom kosztów. Na wiosnę podchodziliśmy do tego dużo bardziej optymistycznie, warto było czekać i starać się przez to przejść. W tej chwili nie mamy żadnych zapowiedzi, że ktokolwiek nam pomoże. Rząd mówi nam, że mamy zwijać swoje biznesy, ale nie mówi nam co zrobi żebyśmy te biznesy mogli znowu przywrócić do życia. Nie mamy nic w zamian. Płacimy naprawdę duże podatki, koncesje, opłaty typu abonamenty, ZAIKS-y i tego jest naprawdę bardzo dużo.

Obecnie ludzie boją się zamawiać jedzenie z restauracji, czy wręcz odwrotnie – zamawiają jeszcze więcej?

– Coraz chętniej, ale jest to trochę inaczej niż było na wiosnę. Na wiosnę bardzo szybko został wprowadzony całkowity lockdown. Do sklepu też większość ludzi bało się pójść i najbezpieczniejszą formą zjedzenia czegoś czy otrzymania żywności było zamówienie z restauracji obiadu. W tej chwili nie ma jeszcze całkowitego lockdownu, można wyjść do sklepu, wszystko sobie kupić, a nikt nie patrzy na to, że w tych sklepach jest dużo większe niebezpieczeństwo zarażenia. Od dziś ruszamy również w OSTRO z kuchnią azjatycką na dowóz, która będzie się nazywać Azja na OSTRO.

Dlaczego tak ważne jest, by wspierać lubelską gastronomię?

– Bez lubelskiej gastronomii nie ma klimatu Lublina. Jestem rodowitym lublinianinem i urodziłem się w centrum miasta przy ul. Probostwo. Byłem na Starym Mieście i Krakowskim Przedmieściu praktycznie codziennie od małego i wiem, jak Lublin wyglądał wtedy i jaki miał on klimat. Lublin jest zdecydowanie lepiej postrzegany przez mieszkańców, turystów, ale tego by nie było, gdyby w centrum miasta nie powstało tyle fajnych miejsc, restauracji i klubokawiarni. Przyjeżdżając do Lublina, goście czują się tu jak w bardzo dużym, europejskim mieście. To nie jest miasto, w którym brakuje wieczornej rozrywki i klimatu. To miasto, które żyje pełnią życia całą dobę. Każdy na pewno mile wspomina chwile, gdy była Noc Kultury, Carnaval Sztukmistrzów, gdy się chodziło całymi rodzinami na spacery po lubelskim deptaku i zawsze zachodziło się na obiad czy chociażby na lody. Tego może nie być. Zwracam uwagę na to, że teraz jest to bardzo prawdopodobne. Możemy wrócić do tego co było 20 lat temu, a tego nikt nie chce. Wspierajmy lubelskie gastro!

Fot. Dominika Polonis

Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments
Zbawca
Zbawca
1 rok temu

Już lecę, a czy Szanowna restauracja dała coś kiedyś gratis klientowi ? Rachunek +150, a nawet szklanki wody nie dostaniesz…

koki
koki
1 rok temu
Reply to  Zbawca

Typowy janusz… :))) “za darmo” buhahahah :)))

zeus
zeus
1 rok temu
Reply to  Zbawca

gałe możesz skleić za darmo jak chcesz