Pola Rise, czyli Paulina Miłosz to polska kompozytorka, autorka tekstów i wokalistka. Swoją karierę muzyczną rozpoczęła w 2014 roku, a w 2017 ukazała się jej pierwsza, debiutancka płyta. Materiał na album artystka tworzyła między innymi w Nowym Jorku, Londynie czy Kopenhadze.

„Anywhere But Here” to tytuł Twojej debiutanckiej płyty. Ten styl muzyczny to początek planu na życie czy jednorazowa przygoda?

– No ja myślę, że muzyka w moim życiu będzie już zawsze. Mam nadzieję jednak, że nie będę musiała z tej drogi zejść. (śmiech) Ale tak, raczej jednorazowa to nie! Myślę, że kolejna płyta na pewno będzie!

Najważniejszy utwór w Twoim życiu napisałaś w dziesięć minut na lotnisku. Czy są na tej płycie takie utwory, które wymagały trochę więcej czasu, żeby przekazać emocje?

– Tę płytę, łącznie z miksami nagrywałam przez trzy lata. Więc tak (śmiech). Gdyby wszystkie były pisane w dziesięć minut, byłoby bardzo szybko i przyjemnie. Ale faktycznie niektóre wymagały więcej czasu. Na przykład utwór „Highway” – tekst do tego utworu pisałam z dziesięć razy. Miałam różne podejścia. I cały czas nie było to do końca to, co chciałabym przekazać. Więc było czasami ciężej.

Co się w Tobie zmieniło przez okres tworzenia płyty?

– Na pewno podczas nagrań nauczyłam się w siebie bardziej wierzyć. Bo wcześniej się strasznie bałam wszystkiego i nie wiedziałam, czy to co robię jest dobre. Czy na pewno idę w dobrą stronę? Ale jak już, skończyłam nagrania to wiedziałam, że to co zrobiłam to jest sto procent tego co chciałam. Dobrze jest być upartym i dobrze czasami nie chodzić na kompromis, tylko robić to co się chce po prostu.

Na polskiej scenie muzycznej debiutujesz już od kilku lat…

– Dramatycznie to brzmi! (śmiech)

Sama tak o sobie mówisz! Jak się przebić w naszym kraju? Tobie się udało.

– Nie wiem. Cały czas szukam tej drogi. Nie wiem, bo moja muzyka jest bardzo niszowa, bo jednak jest po angielsku, jest trudna. Więc nie wiem, jak się przebić. Myślę, że o to trzeba zapytać kogoś kto jest już tam na górze i w radiu ma swoje hity.

Na jakie trudności natrafiłaś podczas nagrywania płyty?

– Na całą masę! Były momenty, w których ja sama miałam momenty zwątpienia. Sama nie wiedziałam, po co to robię. Po co tyle wysiłku. Myślę, że ktoś kto nigdy nie nagrywał płyty, nigdy nie zrozumie co to znaczy. Na każdym etapie – na etapie robienia zdjęć, nagrywania wokali, nagrywania instrumentów, kooperacji z producentami, miksami, teledyskami, okładką płyty, kolorem w drukarni… Było ciężko! Szczególnie w moim przypadku, gdzie ja nad wszystkim chcę mieć kontrolę i jednak to wszystko brać na swoje plecy.

Jesteś perfekcjonistką?

– No tak i to jest najgorsze w tym wszystkim! Ale uczę się, żeby nie być! Myślę, że to jest mój cel na najbliższy czas.

Niektórzy artyści podążają swoją drogą, inni cały czas szukają muzycznych inspiracji. Jak to wygląda u Ciebie?

– Nie wiem. Ja robię to, co czuję. Nie zastanawiam się za bardzo nad tym, co powinnam. Bardzo dużo rad dostaję, jak powinna moja muzyka brzmieć, w którą stronę powinnam pójść. Ale jak czegoś nie czuję, to nie jestem w stanie tego robić.

Jak tworzysz teledyski? Bo takiej spójnej wizji, wydaje mi się, że już dawno nie widziałam w żadnym teledysku.

– A dziękuje. (śmiech) Mam ekipę, z którą robię te teledyski. Dotarliśmy się już trochę i było wiele awantur i wiele ciężkich momentów, ale jednak efekt finalny zawsze nam to rekompensuje.

W jaką stronę muzycznie odbijasz od elektroniki?

– No właśnie w trochę akustyczną i to słychać na koncertach. Na koncertach zminimalizowaliśmy rolę elektroniki. Zupełnie odwrotne proporcje niż do tej pory, więc jest inaczej niż na płycie. I ja się tym na maksa jaram, bo dzięki temu te utwory zyskały zupełnie nowe życie. No i jest fajniej. (śmiech)

Mówisz, że utwory zyskały nowe życie, czyli ta płyta jest już trochę nieaktualna?

– Myślę, że ona będzie aktualna jeszcze długo, bo cały czas te emocje są dla mnie ważne i cały czas te historie są ważne. Chociaż faktycznie już trochę dojrzałam, bo one dość długo powstawały i ja trochę jestem już w innym miejscu. Ale jeszcze nie do końca zamknęłam za sobą te drzwi.

Fot. Mikołaj Kołodziejczyk (2)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o