KAMP! To zespół grający muzykę electro pop. Został założony w Łodzi. Brzmienie tria określane jest jako melodyjny synth pop z wpływami nowej fali lat 80., francuskiego house’u i chill-wave’u. Członkowie zespołu: Radosław Krzyżanowski, Michał Słodowy i Tomasz Szpaderski opowiedzieli nam o tym, jak żyją ekologicznie i o swoich najlepszych koncertach w Lublinie.

Singiel promujący pytę nosi nazwę „Don’t Clap Hands”. Skąd wziął się pomysł?

Radosław Krzyżanowski: Ciężko powiedzieć! Po prostu nagrywaliśmy nowy materiał na nową płytę. Tekst akurat dotyczy tematów ekologicznych. Dotyczy świadomości ludzi odnośnie różnych ekologicznych tematów, w jakie staramy się angażować jako zespół. Mamy płytę, która została wydana z materiałów z recyklingu, więc jest to dla nas ważne. No i stąd pomysł.

Żyjecie ekologicznie?

R.K.: Bardzo się staramy.

Michał Słodowy: Ja nie żyję ekologicznie na przykład! (śmiech) Przynajmniej nie żyłem, ale ostatnio oglądałem taki filmik blogerki amerykańskiej, która pokazała śmieci z czterech lat. I one były w słoiku. I to był cały plastik, który wyprodukowała i to było naprawdę ciekawe i inspirujące bardzo! I to jest challenge, żeby coś takiego zrobić. I tmuszę przyznać, że myślę teraz o tym więcej.

R.K.: Tak. Próbujemy mieć szklane butelki na scenie, próbujemy mieć termosy własne, nie używać opakowań wielokrotnego użytku… Chociaż akurat nie zawsze nam wychodzi ale bardzo się staramy. Nie jemy mięsa… Tak! Myślę, że jesteśmy coraz bardziej świadomi. Oczywiście, nie ma idealnego rozwiązania, że możesz żyć absolutnie ekologicznie, ale chcemy do tego dążyć. Jak najbardziej!

A co jest najlepszym sposobem, by chronić naszą planetę?

R.K.: Żeby się nie zniechęcać. Nie można myśleć, że trzeba być taką osobą, która przestrzega wszystkich tych reguł. Chodzi o to, żeby robić małe kroki. Jeżeli Ci coś nie wyjdzie, tak jak mi dzisiaj ten kubek po kawie to…

M.S.: To następnym razem wziąć ten termos, a nie mówić – dobra, teraz to już koniec, niech giną wszyscy. Teraz to już niech giną wszyscy…

R.K.: To jest chyba najważniejsze. Zmiana podejścia.

M.S.: Jak jeszcze raz weźmiesz słomkę w tym drinku, to następnym razem sobie przypomnisz, żeby jej nie brać. Trzeba jeździć pociągami, a jak najmniej samochodem.

R.K.: Dużo rzeczy można zrobić. Nie może to być kara. Moim zdaniem, trzeba to po prostu traktować to jako jakieś wyzwanie. Tego, co możesz zrobić, żeby było lepiej i tyle. To jest jakaś droga.

Jak przekonać ludzi, żeby zmienili podejście?

R.K.: Nie jesteśmy ekologami i nie bardzo wiemy. I nie propagujemy tego, ale jako zespół właśnie zrobiliśmy dwie małe rzeczy. Dwa dziecięce kroki. Czyli nagraliśmy utwór o ekologii i to jest pierwszy utwór, który dotyka w ogóle tematów społecznych. Bo zazwyczaj były to bardzo personalne, osobiste teksty. A to jest po prostu społeczna sprawa i zabranie głosu. A dwa – zachęcamy ludzi, żeby po prostu żyli pro ekologicznie, dzięki temu, że na przykład mamy płytę w tym opakowaniu recyklingowanym. To nie było łatwo zrobić. I też byliśmy parokrotnie na granicy zniechęcenia. Ale jednak jakoś to się udało!

Kamp po szwedzku znaczy walcz. Z czym ostatnio walczycie?

M.S.: Ze stereotypami przede wszystkim. Z szowinizmem intelektualnym. Z tym, żeby ludzie się nie oceniali za bardzo. To nas dotyka. Walczymy z tym, żeby każdy miał prawo żyć w zgodzie z samym sobą. I próbujemy przypominać tekstami na tej płycie, że każdy ma do tego prawo.

Maleńczuk kiedyś powiedział, że zespół niezależny to taki zespół, na którym nikomu nie zależy. Chyba lepiej jest robić coś oryginalnego?

R.K.: (śmiech) Tak, tak, oczywiście! To jest chyba mój ulubiony cytat z Maleńczuka! (śmiech) Generalnie, ten cytat to jest takie hasło, które obrazuje nasze podejście, że w pewnym momencie powinniśmy być takim zespołem. Niezależnym, alternatywnym. Ale nie ma się co oszukiwać. Jeżeli trafiasz do większej ilości słuchaczy to jest lepiej. Więc trzeba robić tak, żeby właśnie tę swoją próżność pielęgnować. I wtedy wszystko jest fajnie!

Słyniecie z niesamowitej energii na scenie. Nowa trasa koncertowa też będzie taka szalona?

R.K.: Chyba najbardziej szalona jak do tej pory! (śmiech) I chyba wydaje nam się, że nigdy nie graliśmy bardziej energetycznych koncertów niż podczas tej trasy, więc tym bardziej zachęcamy!

A jak Wam się gra przed lubelską publicznością? Macie u nas wiele koncertów!

R.K.: Taaaak, mamy dosyć sporo. Lublin jest dla nas zawsze jakimś wyjątkowym wydarzeniem. Zawsze mamy dużo wspomnień. Głównie tych dobrych!

Tomasz Szpaderski: I mamy abonament przy barze w Domu Kultury! (śmiech)

R.K.: Mamy tu dużo znajomych, dużo przyjaciół! Naprawdę zawsze chętnie tu wracamy.

M.S.: To są zawsze jakieś wydarzenia!

R.K.: Jest to jeden z naszych faworytów!

A najlepsze wspomnienie…?

M.S.: Próba wejścia na komin, na którym wisi przekaźnik telefonii komórkowej w Lublinie! (śmiech)

R.K.: Chodźby to….(śmiech) I na tym skończymy! (śmiech)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o