Tomasz Karolak to aktor serialowy, teatralny i filmowy. To także debiutujący reżyser, a prywatnie miłośnik historii oraz mol książkowy. Podczas spotkania w CSK opowiedział nam, jaką rolę książki odgrywają w jego życiu oraz zdradził, jak wyglądają przygotowania do serialu, w którym Kraków zagra Lublin.

Co pan czytał będąc dzieckiem?

– Czytałem „Opowieści niesamowite”. Dlatego zawsze pytam dzieci, czy lubią horrory. Bo sam czytałem takie właśnie opowieści i komiksy.

Co czyta pan swoim dzieciom?

– Synowi czytam „Magiczne Drzewo”. Jest kilka części tej książki. Lena czyta sama, ale moim dzieciom opowiadam głównie bajki, które sam wymyślam.

Jak czytanie zmienia ludzi?

– Czytanie rozwija wyobraźnię i ją ćwiczy u takiego człowieka, który nie ma na co dzień do czynienia z jakąś wielką sztuką. Jedynie czytanie powoduje, że przez obrazy, jakie tworzą się w naszej głowie, umysł staje się bardziej plastyczny. Dzięki temu potrafimy też odpowiedzieć sobie na więcej pytań i sami stajemy się twórcami w pewien sposób.

Wśród reżyserów krąży takie przekonanie, że im lepiej aktor bawi się na zdjęciach, tym film będzie słabszy. To stereotyp?

– Niekoniecznie. Ja się dobrze bawię w swojej pracy i widzę, że widzowie też się dobrze bawią. W serialu Rodzinka.pl jest fajnie na planie i fajnie na ekranie! (śmiech) Ale bywa tak, że jak jest za dobra atmosfera np. w komedii, to już nie jest dla widza to dobre i takie śmieszne.

Czy mógłby pan zdradzić coś o serialu, który ma pan reżyserować, w którym Kraków zagra Lublin?

– To wszystko jest na razie w fazie pisania scenariusza. Serial będzie opowiadał o życiu Stanisława Wyspiańskiego. Będzie on pokazany od takiej bardzo ludzkiej strony, jako młody chłopak, który ugania się za dziewczynami, a jednocześnie jest już nieposkromionym umysłem twórczym. Umiera on u szczytu popularności jako 38-letni człowiek umiera, co jest niesamowitą stratą. Będzie to taki obraz w ogóle środowiska Młodej Polski.

Za co pan lubi Lublin?

– Lubię oczywiście za jego historię. Uwielbiam miasta z taką historią! Uwielbiam miasta, w których zabytki są w takim stanie, jak w Lublinie. Lubię Stare Miasto, bo zieje historią. Uwielbiam tu przyjeżdżać, bo przenoszę się wtedy w czasie. Mam doznania tutaj w Lublinie takie, jak miałem w Carcassonne we Francji z tą różnicą, że Lublin jest oryginalny, a Carcassonne jest odbudowane. Lublin to niebywałe miasto z niebywałym potencjałem turystycznym.

Pana ulubioną restauracją jest Mandragora. Co pan tam lubi jeść?

– Tam jest taki rosół z kuleczkami, jest też kawior po żydowsku, czyli wątróbka siekana z jajkiem i cebulą. Za chwilę tam pójdę i zobaczę na co mam ochotę! (śmiech)

Ostatnio na antenę powrócił serial „39 i pół tygodnia”. Co było największym wyzwaniem?

– Oczywiście wiedziałem, że chcę opowiedzieć dalszą historię Darka Jankowskiego. Poniekąd też to jest moja historia. Tym największym wyzwaniem było utrzymanie serialu na takim poziomie energetycznym, na jakim był on wcześniej. Dzisiaj widzów ten serial zainteresował po dziesięciu latach, kiedy mamy dwieście kanałów do wyboru, kiedy wszystko jest szybkie i kiedy możemy sobie oglądać seriale na platformach internetowych. Największym dla mnie osiągnięciem jest to, że młodzież w tramwaju komentuje pierwszy odcinek. Dowiedziałem się o tym wyjeżdżając z Warszawy i to mnie bardzo cieszy!

Do której postaci zagranej w filmie bądź serialu jest panu najbliżej?

– Jest to Ludwik Boski i oczywiście Darek Jankowski. To są moje takie dwa przeciwieństwa, które we mnie są, czyli ta chęć bycia statecznym i bycia głową rodziną z tym wiecznym rockendrolowcem, który we mnie jest. To we mnie cały czas walczy i się ściera. W tym momencie, tuż przed pięćdziesiątką, próbuje znaleźć w sobie między tymi postawami jakiś kompromis. Ale nie wiem, do czego to doprowadzi! (śmiech)

Po tylu latach w zawodzie uwierzył pan już w siebie?

– Tak. Zdecydowanie. Bardziej się akceptuję… A z tą samoakceptacją nie było tak łatwo…

Jak w takim razie podążać za własnymi celami i marzeniami i nie zwątpić?

– Jak patrzę teraz z tej innej perspektywy to najważniejsze jest, by nie oceniać innych i nie przejmować się ocenami na własny temat. To są zawsze bardzo subiektywne rzeczy. Zresztą nikt nie ma prawa do tego, by oceniać kogokolwiek. Nie powinniśmy w związku z tym ulegać żadnym stereotypom dotyczącym na przykład innych osób. Jeżeli ktoś nie wierzy w siebie, to pamiętajcie, że każdy z nas jest fantastycznym tworem, bosko-naturalnym i każdy z nas zasługuje na to, co sobie wyobrazi. I koniec. To jest wszystko!

Fot. Dominika Polonis

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o