24-letnia mieszkanka Lublina, Aleksandra Rudzińska, we wrześniu w Innsbrucku zdobyła tytuł Mistrzyni Świata. 15-metrową ściankę pokonała w 7,56 sekundy. Na ten wynik pracowała przez wiele lat. Nam opowiedziała o swoich przygotowaniach, treningach i planach zawodowych.

Jak zaczęła się Twoja przygoda ze wspinaczką? Ile lat ćwiczysz?

– Moja przygoda ze wspinaniem rozpoczęła się 11 lat temu, dzięki mojej starszej siostrze Gosi, która również zajmuje się wspinaniem sportowym. Pamiętam jak byłam młodsza i moja siostra zawsze wracała z zawodów ogólnopolskich z medalami i pucharami. Myślałam sobie wtedy, że też bym tak chciała, więc zapisałam się do sekcji wspinaczki sportowej, która działała przy Gimnazjum nr 11 w Lublinie. I tak to się właśnie zaczęło.

Jak często masz treningi?

– Trenuję około 7-8 razy w tygodniu. Zazwyczaj mam 4 treningi na siłowni skupiające się na poprawie mojej motoryki, szybkości, siły i mocy oraz 3-4 treningi na ścianie, gdzie pracę wykonaną na siłowni przekładam na wspinanie.

Jak wspominasz wyjazd na mistrzostwa?

– Tak naprawdę ciężko jest mi wspominać je inaczej niż ze wzruszeniem i ogromną radością. To co wydarzyło się 13 września na pewno pozostanie na długo w mojej pamięci.

O czym myśli się podczas tych kilku sekund wspinania się po ściance?

– O niczym 🙂 Szczerze mówiąc to za bardzo nie ma czasu na myślenie. Na ścianie jestem maksymalnie skupiona, a moim jedynym celem jest wyłącznik czasu na górze.

Co czułaś zjeżdżając ze ścianki po zdobyciu tytułu mistrzyni świata?

– Ogromną radość i niedowierzanie, a potem pojawiły się pierwsze łzy. To mistrzostwo jest tak naprawdę dla mnie koronacją mojej 11-letniej kariery, w czasie której zaliczałam wiele wzlotów, ale również mnóstwo upadków, zwłaszcza przez dwa ostatnie sezony. Ten tytuł był najbardziej upragnionym i wyczekanym tytułem w całej mojej karierze.

Czy coś w Twoim życiu zmieniło się od tamtego momentu?

– Raczej nie. Nadal jestem tym kim byłam 🙂

Po tam wielkim sukcesie, jaki jest Twój kolejny cel zawodowy?

– Ciężko mówić o kolejnych celach, bo nie miałam nawet chwili, żeby się poważnie nad tym zastanowić. Kilka dni temu okazało się, że czeka mnie jeszcze jeden start w Chinach. Zostałam zaproszona na zawody China Open i na razie przede wszystkim na tym się skupiam, a po powrocie będę myślała nad kolejnymi celami.

Czy w drodze do zwycięstwa były chwilę słabości, braku motywacji do treningów?

– Myślę, że było ich wiele, zwłaszcza w okresach intensywnych treningowo i zawodowo. Pamiętam, że kilkukrotnie w tym sezonie zastanawiałam się, czy to wszystko ma sens, ale tak naprawdę w takich chwilach najważniejsi są ludzie, którzy mnie otaczali, ponieważ to dzięki nim wracałam na właściwy tor.

Czym zajmujesz się w przerwie między treningami?

– Pracą. Na co dzień pracuje jako nauczyciel wychowania fizycznego w prywatnej szkole. Trenuję z młodymi zawodnikami klubu do którego aktualnie przynależę, czyli KW Kotłownia. Rzeczą, która aktualnie zaprząta mi najbardziej głowę jest budowa i otwarcie nowej ściany klubowej, które planujemy na koniec listopada tego roku. Niestety przed nami jeszcze wiele trudności związanych przede wszystkim z finansami, ale niewątpliwie ściana jest potrzebna zwłaszcza w kontekście Olimpiady w Tokio w 2020 roku.

Jak udaje Ci się pogodzić życie prywatne z karierą zawodową, sportową?

– Bywa ciężko, czasami nawet bardzo, ale mam to szczęście, że mój trener przygotowania motorycznego Mateusz Mirosław jest prywatnie również moim narzeczonym, więc koniec końców spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu, chociaż większość tak naprawdę w „pracy”. Jeśli chodzi o pracę zawodową to również mam ogromne szczęście, ponieważ moi pracodawcy bardzo przychylnie patrzą na moje wyjazdy.

Jaki jest Twój przepis na sukces?

– Przede wszystkim ciężka praca i cierpliwość. Uważam, że każda porażka jest po to, aby się czegoś nauczyć, pod warunkiem oczywiście, że potrafimy z niej wyciągnąć odpowiednią lekcję.

Rok temu założyłaś kanał na YouTube. Jak czujesz się jako twórca? Czy oglądają Cię jedynie fani sportu?

– Czasami nadal mam tremę przed kamerą i czuję się dziwnie w momencie, gdy mam zacząć mówić do kamery tak jakbym z kimś rozmawiała, ale z każdym kolejnym epizodem jest coraz łatwiej. Myślę, że oglądają mnie ludzie z różnych środowisk, w tym też moi uczniowie, których serdecznie pozdrawiam.

Masz jakieś ulubione miejsce w Lublinie?

– Miejscem, które szczególnie lubię w moim mieście jest Stare Miasto i plac Po Farze. Jest to po prostu miejsce, z którym mam bardzo wiele wspomnień.

Fot. Mateusz Mirosław

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o