Lublin kryje więcej niż moglibyście sobie wyobrażać. Tajemnice, ciekawe postacie i niecodzienne wydarzenia – o tym wszystkim przeczytacie w książce Krzysztofa Załuskiego „Sekrety Lublina”. – Każde miasto, w tym i Lublin, ma swoje barwne historie, o których młodsi nic nie wiedzą, a starsi mogą z nostalgią powspominać – mówi autor.

Skąd pojawił się u Pana pomysł na książkę o Lublinie i jego sekretach?

Lublinem interesuję się od dawna. Zbieram dużo publikacji, książek. Bywam na targach staroci. Natomiast inspiracją były zdjęcia Jacka Mirosława, znanego lubelskiego fotoreportera, który kiedyś pokazywał mi zdjęcia Lublina sprzed 30, 40 lat. Wpadłem na pomysł, żeby na podstawie tych zdjęć robić reportaże tematyczne. Przez dwa lata napisałem kilkadziesiąt reportaży i pomyślałem sobie, że wypadałoby wydać książkę dotyczącą tych historii, które nie były tak powszechnie znane. Każde miasto, w tym i Lublin, ma swoje barwne historie, o których młodsi nic nie wiedzą, a starsi mogą z nostalgią powspominać.

Czym kierował się Pan zbierając materiał?

Wyszukiwałem historii mniej znanych, ciekawych, interesujących, z różnych dziedzin. W mojej książce są opowieści z PRL-u, międzywojnia, historie sportowe, kulinarne i kryminalne. Ponieważ wydawnictwo Księży Młyn zaczęło wydawać parę lat temu serię Sekrety z różnych miast, to pomyślałem, że dobrze byłoby, żeby i Lublin wziął w tym udział.

Jaką najciekawszą historię może Pan przytoczyć?

Z tych najciekawszych sekretów, które powinny zainteresować, jest między innymi historia najstarszego radiowca w Polsce. Redaktor Adam Tomanek pracował w Radio Lublin. Zmarł mając 89 lat i do końca był aktywnym zawodowo dziennikarzem. Tuż przed jego śmiercią zrobiłem z nim wywiad. Byłem zafascynowany, że ktoś w taki wieku jest nadal tak żywotny, ochoczo przychodzi do radia i nagrywa materiały. Był szalenie kreatywną osobą. Jest z nim związanych mnóstwo anegdot. Prawdopodobnie Adam Tomanek jest autorem najkrótszego wywiadu w historii radia. To była zima stulecia, studio w Warszawie łączyło się z regionalnymi korespondentami, w tym z Lublinem i Adamem Tomankiem. Pytali każdego reportera, jak wygląda sytuacja zimowego utrzymania dróg i chodników w różnych częściach Polski. Adam rozmowę przeprowadził w następujący sposób:

Studio: Halo halo, łączymy się z Lublinem.

A.T.: Dzień dobry Państwu, tu Adam Tomanek, podchodzę do pana Malinowskiego, dozorcy, który na ul. Lipowej odśnieża chodnik. Dzień dobry.

M: Dzień dobry.

A.T.: Pada?

M: Pada.

A.T.: Zimno?

M: Zimno.

A.T.: Do usłyszenia. Z Lublina mówił Adam Tomanek.

A jaka jest największa tajemnica Lublina?

Oprócz tego, że piszę książki, jestem też scenarzystą filmowym. Napisałem scenariusz do filmu Grzegorza Linkowskiego „Świętokradztwo”. 26 lat temu doszło do kradzieży relikwii krzyża drzewa świętego z klasztoru Dominikanów w Lublinie. To była sprawa, którą opisywały wszystkie gazety i mówiły o tym wszystkie media światowe. Tej relikwii do dzisiaj nie odnaleziono. To historia, z którą do dzisiaj nie mogą się pogodzić wierni. To była jedna z największych relikwii w Polsce. Były różnego rodzaju hipotezy, że ukradli ją sataniści lub bogaty biznesmen, który chciał, żeby ta relikwia uchroniła go od różnego rodzaju nieszczęść. Sprawa już się przedawniła. Jeżeli nawet odnalazłby się złodziej, z głowy by mu włos nie spadł. O odnalezienie relikwii wciąż modlą się wierni na całym świecie, również u Dominikanów jest specjalna msza poświęcona odnalezieniu relikwii.

Czy wyczerpał pan temat sekretów Lublina?

Myślę, że na ten temat można by napisać jeszcze minimum dziesięć książek. Historia niemal każdego miasta zawiera opowieści, które nie do końca są wyjaśnione. Jest dużo historii, na które dzisiaj patrzymy inaczej poprzez to, ze ta historia przez te lata powoli odkrywa te swoje tajemnice. Chociażby przez to, że teraz mamy większy dostęp do zasobów historycznych. Mamy internet, gdzie jest dużo materiałów źródłowych.

Mało kto wiedział za czasów PRL-u, że były dwie koncepcje zagospodarowania Zalewu Zemborzyckiego. Jedna z nich mówiła, że będzie tam teren wypoczynkowy z plażą. Równolegle powstawała koncepcja, że w tym miejscu będzie potężny dworzec przeładunkowy dla kolei. Potem się okazało, że nikt tego nie koordynował i te dwie koncepcje się ze sobą zderzyły. Jedni zauważyli plany drugich. Jak się spotkały dwa zespoły opracowujące koncepcje zabudowy Wrotkowa, to władze PRL-u poszły na kompromis: będzie plaża, zalew i port przeładunkowy. Wtedy nie docierały do nich żadne argumenty, że te koncepcje nie idą ze sobą w parze.

Kto powinien przeczytać Pana książkę?

Polecam ją wszystkim, którzy się interesują historią Lublina. Młodsi znajdą w niej coś dla siebie, bo będą to dla nich opowieści, o których w ogóle nie wiedzieli, a starsi będą mieli okazję przypomnieć sobie te historie. Nie o wszystkim musieli też słyszeć. Kiedyś prasa nie pisała tak szeroko, jak dzisiaj. Książka dostępna jest w każdej księgarni i bibliotekach.

Wspomniał Pan o pisaniu scenariuszy. Nad czym Pan teraz pracuje?

W listopadzie w telewizji zostanie wyemitowany film „Droga do wolności”. Jest to dokumentalny film dotyczący ucieczki trojga mężczyzn i dziecka samolotem Jak, do której doszło w 1982 roku. W takcie prac nad filmem udało mi się zdobyć adresy do wszystkich, którzy uciekli i udało nam się sprowadzić dwie osoby do Polskich. Był to Leszek Piłat, który był pilotem i prowadził samolot oraz Jacek, który w momencie ucieczki miał 5 lat. Teraz przyjechał do Polski jako 40 latek i po raz pierwszy od chwili ucieczki mężczyźni się spotkali. To było dosyć wzruszające spotkanie. Pilot wspominał, że ten mały Jacek, jak siedział na tylnym siedzeniu z ojcem, a samolotem trzęsło, gdy musiał obniżać lot, żeby ich radary nie namierzyły, to Jacuś uderzał głową o podsufitkę samolotu. Ale najfajniejsze w tej historii jest to, że 40-latek, który miał 5 lat jak uciekał, przyjechał do Polski ze swoim synem, który miał dokładnie tyle lat, co on uciekając z Polski.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o