Choć na swoim koncie pisarz Max Czornyj ma już wiele napisanych kryminałów, od lat jest określany jako wschodząca gwiazda tego gatunku. – Nie do końca to lubię. Wiesz, gwiazdy to się wypalają, a ja chciałbym cały czas się rozwijać i nigdy się nie wypalić. Uznajmy, że lepsza jest niewypalająca się gwiazda! – wyjaśnia ze śmiechem.

Pisarz Max Czornyj urodził się w Lublinie. Pisze kryminały, których akcja dzieje się w naszym mieście.

– Bardzo lubię Lublin. Wychowałem się tu, więc widzę jak się zmienia – podkreśla. I dodaje, że nasze miasto jest też dobrym miejscem do popełnienia zbrodni. – To może być najpiękniejsze miejsce. Morderstwo może zostać popełnione na plaży, na Starym Mieście, czy pod Lublinem na stacji benzynowej. Gdziekolwiek. Wszędzie można zabić człowieka – tłumaczy.

Jak przyznaje, sam jest Lublinem przesiąknięty i dlatego miasto stało się bohaterem jego kryminałów. – Tutaj wyrosłem, tu zacząłem marzyć. Nie mogło być tak, żebym stworzył coś, co się nie będzie rozgrywało w Lublinie. To jest najważniejsze. Wszelkie wspomnienia są przefiltrowane przez umysł i one później pojawiają się na kartkach książki – opowiada. – Staram się czasem wybrać poza Lublin, czy to do Gdańska czy Szczecina, ale zawsze jednak Lublin przyciąga z powrotem.

Papuga

Czornyj z zawodu jest adwokatem, ale pisanie towarzyszy mu od zawsze. – Właściwie nie wiem jaka była kolejność, ale raczej pisarz został prawnikiem. Często mówi się, że adwokat to papuga, ale jednak tego mówienia to jest 5-10 procent, a reszta to jest pisanie i tylko pisanie. Dlatego wybrałem ten zawód – uśmiecha się. I przyznaje, że zawsze go to pasjonowało.

Pytam, czy bycie pisarzem to powołanie, czy zawód. – Przede wszystkim jest dobrą rozrywką. Jeżeli byłoby inaczej, to bym się z tego wycofał i w ogóle tym nie zajmował. Dopóki sprawia mi to przyjemność i daje emocje, to będę pisał. Ale to też zawód, dlatego piszę codziennie. Niemalże codziennie od rana do wieczora – podkreśla.

Gdy zaczynał, pisał też wiersze. Ich tematyka była jak najdalsza od kryminału. – Były raczej wzorowane na romantykach niemieckich, przede wszystkim Schillerze i Goethe, których do tej pory lubię, ale zaczytywałem się w nich w okresie wczesnej młodości. Do tej pory często sięgam po tych twórców, ale to było na pewno takie odreagowanie nasiąkniętego umysłu dziecka tymi wierszami i w ten sposób przelanie swoich myśli i odczuć na papier – wyjaśnia.

Adrenalina

Czornyj zdradza mi, że jest uzależniony. Nie jest to jednak uzależnienie od alkoholu, czy papierosów, ale od adrenaliny i dreszczu grozy.

– To jest właśnie ta przyjemność, ten najważniejszy element całej zabawy. Kiedy nie czuję adrenaliny, przestaję pisać kolejny akapit, usuwam go i wracam do tego momentu, w którym sam czułem te emocje, bo wtedy to będą też emocje czytelników. Jeżeli mnie to dotyka, to jest dobra zabawa nie tylko dla mnie, ale i odbiorcy – tłumaczy.

Czy praca adwokata również pozwala poczuć adrenalinę? – To jest już zupełnie inna adrenalina. Tu chodzi o losy człowieka. Konkretnego, żywego człowieka, klienta, dla którego trzeba zrobić wszystko. Nie ma elementu zabawy. To jest po prostu walka o czyjeś prawa, godność i tego typu rzeczy. To jest przede wszystkim wyzwanie – mówi poważnie.

Marzenia na dachu

Pisarz spędził dzieciństwo w Lublinie. Chodził tu do szkoły i studiował. – Bardzo dobrze wspominam te lata, bo nauka nie sprawiała mi nigdy problemu. Wszystko łatwo przychodziło, więc nie miałem żadnych stresów związanych z wyzwaniami naukowymi, więc właściwie szkoła to kawa ze znajomymi. Taką ocenzurowaną wersję dajmy! (śmiech) – żartuje.

Czornyj zdradza, że będąc dzieckiem lubił chodzić po dachach kamienic. Odkrywając coraz to nowe miejsca, natknął się na jedno wyjątkowe, o którym prawie nikomu nie mówił.

– Teraz już trochę trudniej w to miejsce dojść. Chodzi o takie miejsce nad ulicą Kowalską, bo wtedy była możliwość wejścia na dach kamienicy. To była fantastyczna rzecz i niesamowity widok. To świetny punkt, żeby z dziewczyną pójść na randkę – wspomina.

Max ma wiele ulubionych miejsc w Lublinie. – Stare Miasto ma wygląd takiego zachodniego miasta, które jest ładne i coraz bardziej zadbane. Bardzo lubię też skansen, gdzie można poczuć się jak na dawnej wsi – mówi. Wspomina również kultowym Baobab z placu Litewskiego.

– Brakuje mi go, bo to był taki nasz symbol. Pięknie przez lublinian nazywana topola, która umarła śmiercią naturalną albo… w lubelskim smogu! (śmiech) No cóż, teraz jest równie ładnie. To jest element, który da się odtworzyć – zaznacza.

Fot. Bartosz_Pussak/ Materiały pisarza (2)

Zbrodnia doskonała

Pytam Czornyja o przepis na doskonałą zbrodnię. – Jakbym to wiedział, albo jakbym zdradził, to już nie będzie doskonała – śmieje się, jednak po chwili dzieli się swoim ulubionym sposobem na uśmiercanie postaci. – Każdy sposób jest dobry. Najlepszy jest taki, o którym nikt się nie dowie, że ta osoba zginęła i została zamordowana. Teraz to mi właśnie przyszło do głowy i wydaje mi się, że jest całkiem ciekawe! (śmiech) – dodaje.

Fascynują go również rzeczy, które innych mogą tylko przerażać. – Każdy ma jakieś swoje emocje i pewne odczucie różnych bodźców. Teraz powstała książka „Rzeźnik” oparta całkowicie na prawdziwych wydarzeniach. Wtedy pasjonowała mnie psychika tego mordercy. Nie starałem się w niego wniknąć, a starałem się go zrozumieć. I to jest nie tylko fascynujące, ale i pasjonujące. Ale rozumiem też, że wiele osób może odstręczać – przyznaje pisarz.

Wina i sery

Max Czornyj w wolnych chwilach lubi degustować różnorodne wina oraz jest pasjonatem wykwintnych serów. Ma także bogatą wiedzę na ich temat. – Win ulubionych jest wiele. Najbardziej lubię te mozelskie i reńskie, gdyż mają swoją świeżość. Wina włoskie również są bardzo dobre. Na przykład bardzo znane wino Łzy Chrystusa, którego szczep rośnie tylko na Wzgórzach Wezuwiusza. To wino uchodzące za doskonałe, ale dla mnie jest zbyt ciężkie – zdradza.

Z serów jego numerem jeden jest mozzarella di bufala. – Otrzymywana z bawolic. To jest fantastyczny ser, który do Polski nie trafia, bo trzeba go przechowywać w warunkach domowych, bo nie może być chłodzona, więc po prostu bardzo trudno ją przetransportować. Jej termin do spożycia to około 72 godziny – wyjaśnia.

Jednak w jego kuchni królują nie tylko te włoskie smaki. – Lubię dobrą kuchnię, a dobro tkwi w rozmaitości. Jeśli codziennie je się makaron, to po pewnym czasie ma się dość. Nawet jeśli jest najlepszy z najlepszymi owocami morza. Kuchnia polska jest naprawdę dobra i jest taką kolebką rozmaitości – zaznacza.

Krwawy romantyk

Max przyznaje, że pisze kryminały, ale nigdy ich nie czyta. – Zacząłem tracić przyjemność z czytania kryminałów, kiedy zacząłem je pisać. Widzę wszystkie kwestie warsztatowe, widzę autora, a nie bohaterów. To pozbawiło mnie przyjemności z czytania ich nawet nad basenem – mówi.

Inspiracji szuka wśród twórców innego gatunku. – One są bardzo rozmaite! Bardzo lubię Hemingwaya i klasyków amerykańskich. Staram się zawsze czytać między moim pisaniem, żeby w pewnym momencie nie zacząć pisać stylem osiemnastowiecznym! (śmiech) – żartuje.

Czornyj wyjaśnia również, że obraz romantyka zakochanego we włoskiej kuchni świetnie uzupełnia się z postacią pisarza, dla którego frajdą jest kolejne, niewyjaśnione morderstwo. – Morderstwa mogą być romantyczne, ale opisywane motywacje zazwyczaj są godne potępienia – uważa.

Przyznaje, że kalendarz wydawniczy ma zaplanowany do końca 2020 roku. – Obecnie pracuję nad kolejną powieścią kryminalną, która powinna być dość dużym zaskoczeniem, bo tego jeszcze nie było. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ale tu muszę postawić kropkę, żeby więcej nie zdradzić! Zachęcam do tego, żeby czytelnicy po nią sięgnęli – kończy z uśmiechem pisarz. I obiecuje, że nie będę jedną z postaci, którą w niej uśmierci.

MAX CZORNYJ

Lublinianin, urodzony w 1989 roku. Adwokat, praktykował prawo w Polsce i we Włoszech. Lubi stare wino, sery pleśniowe i samochody bez dachu. Kolekcjonuje antyki, przede wszystkim sztychy, zegary, zegarki, również zabytkowe meble. Lubi grać w szachy. Do tej pory wydał kilka powieści. Wszystkie zachwycają czytelników i recenzentów.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o