Wedding plannerka z Lublina: Każdy dzień jest dobry na ślub i wesele

0
2594
Fot. Tomasz Pawliszak

Sylwia Tomasiak z wykształcenia jest psychologiem i na co dzień mieszka w Lublinie. Jej pasją od lat jest organizowanie ślubów i wesel. Jest wedding plannerką i pomaga młodym parom w przygotowaniu ich najważniejszego dnia w życiu.

Pamięta pani swoje pierwsze zlecenie?

Myślę, że moim największym i pierwszym zleceniem był mój własny ślub. Najtrudniejszym i najważniejszym, bo tak naprawdę od tego wszystko się zaczęło! (śmiech) Od kiedy tylko pamiętam wszystko lubiłam organizować, studniówka, choinki, śluby w rodzinie. To był mój żywioł, coś co uwielbiałam robić. Kiedy przyszła kolej na mój własny ślub miałam już dawno wizję, jakbym chciała, żeby on wyglądał. Jedyne czego się obawiałam to to, że w dniu ślubu zamiast się bawić, będę biegać i sprawdzać, czy wszystko jest tak jak być powinno. Tutaj zrodził się pomysł skorzystania z pomocy konsultantki ślubnej.

Ale nie była pani typową panną młodą?

Nie do końca. Jako perfekcjonistka musiałam sama wszystko zrobić i przypilnować, co oczywiście dało mi mnóstwo radości i satysfakcji. Natomiast nie oceniona była pomoc fachowca konkretnie w dniu ślubu. W tak ważnym dniu mogłam całkowicie cieszyć się tym dniem, nie stresować się, wiedziałam, że jest druga osoba, która nad tym wszystkim czuwa. To wielka ulga i pomoc dla panny młodej. Sam okres przygotowań, trwający rok, był wspaniałym czasem, w którym bardzo dużo się nauczyłam, poznałam cudownych ludzi, świetnych fachowców. Bardzo dużo osób wtedy mi mówiło, że pierwszy raz widzi taką pannę młodą, taką zorganizowaną i wiedzącą czego chce.

Fot. Kamil Tomasiak

Wtedy pojawiły się pierwsze propozycje?

Po ślubie dostałam propozycję pracy nawet ze swojej sali weselnej. Wtedy oczywiście było to dla mnie nierealne, kompletnie nie czułam się na siłach. Dużo osób mnie namawiało i pytało, czy coś robię w tym kierunku. Namawiało, żebym próbowała coś robić w branży ślubnej. Zawsze mówiłam, że nie, bo pracuje gdzie indziej, że boję się zaryzykować. Zapewne byłoby tak do tej pory, gdybym nie dostała od męża na prezent urodzinowy opłacony kurs Wedding Plannera w Warszawie. Udałam się na niego z mieszanymi uczuciami, ale też z dużym podekscytowaniem. Może nie nauczyłam się wielu nowości, bo okazało się, że znam branżę ślubną od podszewki. Za to dostałam wielkiego „kopniaka” z ogromem motywacji i wiary, że mogę to zrobić. Myślę, że wróciłam z tego kursu w jakimś sensie odmieniona i gotowa do działania.

Czym się pani obecnie zajmuje poza organizacją ślubów?

Z wykształcenia jestem psychologiem, co jest bardzo pomocne przy pracy z ludźmi. A na co dzień pracuję całkowicie w innej branży, w firmie geodezyjnej jako dyrektor ds. administracji i zamówień publicznych.

Kurs pomógł przełamać bariery?

Tak bardzo. Wróciłam odmieniona i przekonana, że mogę to zrobić. Zyskałam bardzo dużo pewności siebie i wiary w swoje możliwości, a przede wszystkim dostałam dużo wiedzy podstawowej, czyli jak w ogóle zacząć.

Na początku to był duży stres?

Jeśli już był to raczej taki pozytywny. Lubię tę adrenalinę, te emocje, poznawanie nowych ludzi. U mnie jest tak, że jak wracam do domu po skończonej pracy, to mówię do męża: naprawdę to uwielbiam! (śmiech) To jest fajne, że nie czuje się jak w pracy.

Fot. Rafał Sikora

Z czasem nabiera się wprawy w organizacji, czy nadal są obawy, że coś pójdzie nie tak?

Nie, tego się nie boję. Oczywiście z każdym ślubem nabieram nowych umiejętności, czegoś się uczę. Największym stresem dla mnie są zawsze dwie rzeczy: pogoda i ludzie. To jest to, na co nie mam wpływu. Niestety nie zapewnię młodej parze dobrej pogody, ale mimo deszczu zapewnię im, że na pewno nie zmokną, bo zawsze czuwam z parasolem. (śmiech)

Od czego warto zacząć samodzielnie organizację ślubów?

Przede wszystkim zastanowić się, jak powinien wyglądać nasz ślub i wesele oraz jakie są nasze marzenia związane z tym dniem. Czy to będzie kościół, urząd, a może ślub w plenerze. Czy marzymy o wielkim weselu, czy może tylko o eleganckiej kolacji. Musimy sprecyzować przybliżoną liczbę gości, jaką chcielibyśmy zaprosić. Kiedy mamy te trzy podstawowe rzeczy ustalone, szukamy odpowiedniego miejsca na przyjęcie, zgodnego z naszą wizją. Na to się najdłużej czeka, więc termin wielkiego dnia musimy uzależnić od wolnego terminu w sali weselnej. Kolejnym krokiem jest rezerwacja terminu w kościele lub w urzędzie, następnie zespół/DJ, kamerzysta, fotograf, florysta, oprawa muzyczna ceremonii.

Kiedy warto skorzystać z pomocy takich osób jak pani?

W każdym momencie, nawet tydzień przed ślubem. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak trudno jest zorganizować ten dzień, ile pracy i stresu to kosztuje. Wiele par zaczyna organizować samodzielnie, ale w połowie już się poddają i to jest czas, aby zatrudnić kogoś do pomocy. Są też takie młode pary, które już po zaręczynach decydują się na skorzystanie z moich usług, a bardzo często narzeczeni tydzień przed ślubem przerażeni ogromem pracy i stresu decydują się na pomoc konsultantki do koordynacji ślubu i przyjęcia. Jesteśmy otwarci na wszystkie młode pary i ich potrzeby. Najważniejsze dla mnie to pomóc młodej parze spełnić marzenia, dostosowując się do ich budżetu i możliwości, żeby w tym dniu mogli się tylko i wyłącznie cieszyć chwilą, zabawą i swoim szczęściem. Dlatego nigdy nie jest za późno, aby skorzystać z usług wedding plannera.

Zgadza się pani ze stwierdzeniem, że przez nadmiar obowiązków człowiek najgorzej bawi się na swoim własnym weselu?

Nie, oczywiście, że nie! (śmiech) Zdarza się czasami, że młoda para ma tyle obowiązków i zadań, że nie cieszy się w pełni tym dniem, ale bardzo często słyszę od par, że własne wesele było najlepszą zabawą w ich życiu, że nigdy się tak nie wybawili. Po to zresztą jest właśnie Wedding Planner, aby Młodzi mogli bez stresu i obowiązków bawić się i cieszyć tym dniem. Z mojego własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że mój dzień ślubu i wesela był najpiękniejszym dniem w moim życiu. Nigdy tyle nie tańczyłam i nie wybawiłam się tak dobrze jak tego dnia. I tego szczerze życzę każdej młodej parze.

Fot. Tomasz Pawliszak

O co nie musi się martwić para młoda, kiedy zdecyduje się na skorzystanie z pani usług?

Zaczynając od pełnej organizacji to wybór odpowiedniego miejsca, sprawdzonych podwykonawców, konstruowanie umów, negocjowanie stawek, pilnowanie budżetu ślubnego, terminów. Kończąc na koordynacji czyli stworzenia planu ślubu i wesela, wszelkie ustalenia z podwykonawcami. W dniu ślubu dopilnowanie i koordynacja przygotowań, pracy podwykonawców, sprawdzeniem dekoracji. Cały czas jestem także do dyspozycji młodej pary. Koordynuję pracę fryzjerów, wizażystki, a także pilnuję, aby państwo młodzi w trakcie przygotowań mogli coś zjeść i napić się. (śmiech) Pilnuję wszystkiego w trakcie całej uroczystości, a na przyjęciu pilnuję planu, przypominam młodej parze o kolejnych punktach przyjęcia, dbam o wygląd sali, łazienek. Na koniec rozliczam wszystkich podwykonawców. Głównym moim celem jest zredukowanie do minimum stresu młodej pary i ich najbliższych.

Klienci bywają uciążliwi?

Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim. Oczywiście są wymagający i mniej wymagający, ale ja bardzo lubię takie wyzwania. Im klient więcej ode mnie wymaga, tym dla mnie lepiej. (śmiech) To jest taki fajny okres, w którym się poznajemy. Młodzi są szczęśliwi, podekscytowani i cudownie później patrzeć na ich szczęście w dniu ślubu. Uwielbiam w tym uczestniczyć i być częścią tego dnia.

Jakie najczęściej mają wymagania?

Chcą, żeby wszystko było tak, jak sobie zaplanowali i wymarzyli. Główne dotyczą sali weselnej i jej wyglądu, dopilnowania dekoracji, ustawienia stołów, usadzenia gości. Każdy ślub i wesele jest inne, wymagania również, ale jedno co je zawsze łączy to to, aby ten dzień był taki jak sobie wymarzyli państwo młodzi.

Jaka była najdziwniejsza prośba klienta, z jaką się pani spotkała?

Chyba nie było takiej (śmiech) Nic chyba nie jest w stanie mnie zaskoczyć i każda prośba jest dla mnie jak najbardziej normalna. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych (śmiech). W tym sezonie był pomysł np. na bufet z pizzą na przyjęciu dla 300 gości. Bardzo długo szukałam odpowiedniej pizzerii, która byłaby w stanie to wykonać. Wszyscy mi odmawiali, ale się nie poddawałam i parę dni przed ślubem znalazłam odpowiednią pizzerię, która zrealizowała dla nas tę usługę, która była hitem na weselu. Do tej pory młoda para nie miała pojęcia, jak bardzo trudno było to zrealizować. (śmiech)

Ile czasu pani potrzebuje na organizację ślubu?

Nie ma takiego wyznacznika. Zawsze jestem wstanie zorganizować kompleksowo dzień ślubu i wesela. Jeśli mamy marzenie, aby nasz ślub i wesele odbyły się w sobotę i to w sezonie letnim, to musimy liczyć się z tym, iż musimy zarezerwować lokal około 1,5-2 lata wcześniej. Ale myślę, że optymalnie wystarczy rok, by wszystko zorganizować i dopieścić. Oczywiście jestem też wstanie zorganizować ślub i przyjęcie w miesiąc czasu, dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych! (śmiech)

Co jest obecnie modne i jakie są trendy organizacyjne?

Cały czas modny jest styl boho chic, vintage, czyli dużo koronek, drewna, kwiaty w pastelowych kolorach, dużo zieleni, zwiewnych dekoracji. Hitem tego sezonu był styl greenery z dodatkiem eleganckiego złota. Dekoracje pełne zielonych liści, duże ścianki zieleni, luźne kompozycje kwiatowe z dodatkiem jasnych kwiatów. Cekinowe złote obrusy, eleganckie złote podtalerze. Modne jest też przyjęcie z motywem przewodnim, dla bardziej odważnej młodej pary, np. motyw podróży.

Polskie wesele kojarzy się głównie z muzyką disco polo. Jednak coraz częściej widać, że zespoły odchodzą od tego gatunku muzyki.

Nie do końca. Oczywiście bardzo często wybieramy zespół z adnotacją, żeby nie grać muzyki disco polo. Czasami to się sprawdza, ale wesele rządzi się swoimi prawami i dla mnie odrobina muzyki disco polo przeplatana z innymi gatunkami jest optymalna. Zdarzało się tak, że zespół który nie gra tego typu muzyki, już około godz. 22 zaczyna grać „Ona tańczy dla mnie”, dostosowując się do atmosfery i wymagań gości.

Jakie były najdziwniejsze zabawy weselne, z jakimi się pani spotkała?

Jest ich cała masa, każdy region ma swoje tradycje. Spotkałam się z zabawą, że wszystkie panienki na weselu muszą tańczyć indywidualnie dla pana młodego siedzącego na środku parkietu na krześle (śmiech). Są też zabawy w parach z balonem, a nawet zabawy rozbierane ze ściąganiem części garderoby. Bardzo fajną i zawsze sprawdzająca się zabawą jest test zgodności młodej pary, przy której zawsze jest wiele śmiechu i pozytywnych emocji.

W jaki dzień najlepiej robić wesela?

W Polsce najbardziej popularnym dniem jest oczywiście sobota. Jest to zrozumiałe i jak najbardziej sprawdzi się to u par, którym nie zależy na krótkim terminie oczekiwania na sale, zespół czy fotografa. Dla osób, które nie chcą długo czekać, chcą mieć duży wybór podwykonawców, bardzo polecam termin inny niż sobota, np. piątek, niedziela, a także każdy inny dzień tygodnia. Bardzo polecam to rozwiązanie, ma ono mnóstwo plusów, zaczynając od dużego wyboru miejsc i podwykonawców kończąc na możliwości uzyskania sporych zniżek. Nie bójmy się takich rozwiązań. Każdy dzień jest dobry i wyjątkowy na wasz ślub i wesele.

Kontakt: Sylwia Tomasiak – Wedding Planner everforever.pl

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o