Dziś postanowiłam napisać o dawnym nazistowskim obozie na Majdanku – miejscu, które odwiedziłam po raz pierwszy w życiu na początku września, a które uważam za najsmutniejsze miejsce w Lublinie. Przyznam, że nigdy nie interesowałam się specjalnie historią II wojny światowej. Jedyne informacje na ten temat miałam ze szkolnych lekcji lub wycieczek albo z filmów o tematyce wojennej.

O czasach wojny słyszałam też od mamy. Jej opowieści były nieco inne. Opowiadała, że rodzice wywieźli ją wraz z siostrą (a moją ciocią) na jakiś czas na wieś. Jednak naloty niemieckich bombowców dotarły też tam. Kiedy nadlatywały, wszyscy uciekali piwnicy. Oprócz mojej mamy. Ona miała inny sposób. Słysząc charakterystyczne brzmienie silników, biegła do domu, szybko naciągała na siebie sukienkę w kolorze jaskrawej zieleni i wdrapywała się na czubek najwyższego drzewa — czereśni. Będąc jeszcze dzieckiem, myślała sobie, że ubrana na zielono, na tle zielonych liści, staje się całkiem niewidoczna dla niemieckich pilotów…

Słuchając mamy, śmiałam się razem z nią i nie bardzo rozumiałam, że humor to był jej sposób na przeżycia wojennego dzieciństwa. Moje własne dzieciństwo minęło w pokoju. Tym większego doznałam szoku, kiedy mając dziesięć lat, odwiedziłam z wycieczką memoriał w Salaspils, gdzie w czasie okupacji Łotwy w latach 1941-1944 funkcjonował obóz, w którym przetrzymywano ofiary władzy nazistowskiej. Obóz stał się także miejscem, gdzie przetrzymywano dużą liczbę dzieci. To miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

…Minęło 40 lat, a moja droga życiowa przywiodła mnie do Lublina, miasta, które obdarzyło mnie uczuciem szczęścia i radości. Ale nadszedł też czas na inne doświadczenia. Po raz pierwszy na teren dawnego niemieckiego obozu na Majdanku weszłam przez boczne wejście. Przechodziliśmy z mężem obok, a przyciągnęła mnie… cisza. Ona „brzmiała” tak głośno, że stanęłam jak ogłuszona. Opowiedziała mi w pewnym sensie o tym, jaka tragedia tu się wydarzyła. I ostrzegała, że wojna potrafi w ludziach wyzwolić najgorsze instynkty.

Stałam na ścieżce wśród falującej trawy i wsłuchiwałam się w ciszę. Teraz wydaje się mi, że to od niej dowiedziałam się o miejscu masowej zagłady kilkudziesięciu tysięcy osób, zamordowanych w wyniku egzekucji oraz w komorach gazowych, które działały do września 1943 roku. W sumie przez obóz przewinęło się blisko 150 tys. osób…

Ta przejmująca cisza przemawiała do mnie dalej — mówiła o największym obozie zagłady w Europie, o tym, jak esesmani wpędzali żywych ludzi do rowów i tam ich zabijali, i o tym, jaka ziemia, zmuszona do wchłonięcia takiej ilości bólu i śmierci, to w końcu wytrzyma… Więc wymęczona zasnęła, a na Majdanku zapanowała cisza…

Nasłuchując tej ciszy, pomyślałam sobie, że była to największa lekcja historii i przykład, do czego doprowadza ludzka nienawiść. Wtedy też przypomniałam sobie, że w 1941 roku we Lwowie przy ul. Janowskiej, w miejscu dawnej fabryki budowy maszyn młyńskich Steinhausa, też powstał obóz koncentracyjny. Tylko przejściowo, w początkowej fazie istnienia obozu, jego więźniami byli także Polacy i Ukraińcy, podejrzani o działalność konspiracyjną.

W lipcu 1942 roku obóz powiększono, zmieniając zarazem jego charakter na regularny obóz koncentracyjny, z towarzyszącymi mu zjawiskami głodu i chorób, bicia i zabijania, czy pracy, której jedynym celem było wyniszczenie fizyczne i psychiczne więźniów. Dokładna liczba ofiar nie jest znana, ocenia się ją na kilkadziesiąt, a według niektórych źródeł, nawet na 200 tys. osób. Zaraz po wojnie utworzono w tym miejscu zakład poprawczy…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o