Marcin „Suszkin” Suszek jest liderem, wokalistą oraz trębaczem zespołu Lublin Street Band. Zespół powstał w 2016 roku z inicjatywy Centrum Kultury. Od 3 lat dostarcza rozrywki mieszkańcom Lublina grając na ulicach naszego miasta.

Reprezentowaliście Lublin podczas obchodów Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Jak to wspominacie?

– Bardzo fajnie. To był taki projekt, który powstał nagle. Założenie było takie, że jest to jeden strzał, ale zespół trwa dalej i ma się świetnie,. Mamy możliwość nagrania płyty też dzięki wsparciu miasta Lublin. Jestem dumny, że możemy reprezentować Lublin przynajmniej w nazwie i rozsławiać go. Uważam, że jest to fajne miasto i dużo się w nim dzieje, coraz więcej! To też przyciąga ludzi nie tylko z Polski, ale i zza granicy. Mamy świetne festiwale, wydarzenia. Podczas obchodów Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław sprezentował nam ulicę Szajnochy, na której odbywały się wydarzenia związane z działalnością artystyczną Lublina i nam również było dane reprezentować miasto.

Jak się poznaliście?

– Skład się trochę przemieszał. Początki były takie, że spotkała się grupa ludzi. Każdy z nas miał jakiś bagaż doświadczeń. Było to dziesięć osób. Od dwóch lat gramy już w takim finalnym składzie. Może jeszcze coś się zmienić, bo mamy tutaj w Lublinie bardzo dużo młodych muzyków. Poznaliśmy się tak, że zostaliśmy zrzeszeni do tego składu. Większość z nas się znała wcześniej, bo w Lublinie większość muzyków się jednak zna.

Na co dzień gracie w różnych składach. Gdzie można Was usłyszeć?

– Bardzo dużo ludzi z naszego składu gra w orkiestrze Tomka Momota, a poza tym są to w większości nauczyciele gry na instrumentach dętych. Ja jako wokalista i lider tego zespołu grałem w różnych lubelskich grupach. Wydaliśmy płyty, które również promowały Lublin. Pierwsza to Lublin Funk wydana w 2000 roku przez zespół Blues Bear, w którym byłem wokalistą i też trębaczem. Później Sex Machine Band, w międzyczasie pojawił się Color Squad, działam też ze Słomą, legendarnym wytwórcą bębnów, który grał w wielu znakomitych składach, chociażby Izrael czy Brygada Kryzys.

Jak bardzo rozwinięta jest muzyka uliczna?

– Zauważam, że coraz częściej muzyka pojawia się na ulicach i jest więcej takich ulicznych grajków. Dobrze, że powstał taki skład, który podchodzi do tego profesjonalnie i próbuje ściągnąć ludzi i przyjął taką formę edukacyjną. Dzięki temu w muzyce popularnej pojawia się trochę elementów jazzu.

Jak reagują mieszkańcy widząc taką wesołą grupę na ulicy?

– Reagują wspaniale! Zbiera się koło nas grupa ludzi, tańczą i bawią się razem z nami. Mamy wiele miejsc, w których lubimy grać. Przeważnie są to deptak i Stare Miasto. Tam można nas znaleźć. W Zwierzyńcu mieliśmy okazję grać dwa razy na festiwalu filmowym. Tam między innymi graliśmy też do kina niemego. To taka jakby spuścizna po znanym, legendarnym, ostatnim taperze, który już nie żyje, a nazywał się Ryszard Bodio. Miałem okazję z nim grać jeszcze do kina niemego. Dwa lata temu była 20. rocznica jego śmierci.

Wolicie grać unplugged czy koncerty takie, jak dzisiaj?

– Na wszystkich koncertach jest inaczej. Taka gra na ulicy rządzi się trochę innymi prawami. Natomiast obie formy sprawiają nam bardzo dużą frajdę. Wydaje mi się, że więcej możemy pokazać, więcej efektu i trendu przy graniu na scenie, gdzie nasz zespół jest wzbogacony o gitarę i bas. Tu są trochę inne elementy muzyki. Natomiast w wersji streetowej jest to bardzo głośne i bardzo zróżnicowane, bo jest nas też sporo w tym składzie.

Gra w bramie ma sens w dzisiejszych czasach?

– Pewnie, że ma sens! (śmiech) Jest to zawsze taka forma kultury. Wydaje mi się, chociaż trudno mi dokładnie określić, że tam gdzie zbiera się większa grupa ludzi, tam jest większa siła tego grającego i większa skuteczność. Niezależnie od tego, co gra. Skoro ludzie, którzy przechodzą, a nie są fanami, zatrzymują się, by tego posłuchać, to jest to jego sukces.

Lublin jest dobrym miastem dla muzyków?

– Staje się coraz lepszym. Jest to zasługa tego, że mamy coraz więcej imprez kulturalnych. Praktycznie cały rok dzieje się tu coś fajnego. Nie tylko w sezonie letnim, ale też w zimie.

Fot. Dominika Polonis

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o