Lubelscy twórcy filmowi Magdalena i Rafał Kołodziejczykowie stworzyli wyjątkowy dokument poświęcony postaci poetki Grażyny Chrostowskiej. W czasie okupacji niemieckiej wybitna lublinianka była przetrzymywana w więzieniu na Zamku, a następnie została przetransportowana do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Film pt. „Za kratą są zielone drzewa” zdobył Srebrną Nagrodę na festiwalu filmowym w Atlancie w USA.

Miłość pomaga w realizacji planów?

Magdalena Kołodziejczyk: No chyba musimy powiedzieć, że pomaga! (śmiech)

Rafał Kołodziejczyk: Trudne pytanie.

M.K.: Chyba nigdy się nie zastanawialiśmy, czy to właśnie miłość jest tym elementem, który pomaga. Bardzo długo broniłam się przed pracą z mężem, bo wydawało mi się, że każde z nas powinno mieć swoje zawodowe życie. Jednak od momentu, kiedy zaczęliśmy razem pracować, okazało się, że to bardzo dobry pomysł! Jesteśmy niesamowicie różni i dlatego się uzupełniamy!

Państwa film pt. „Za kratą są zielone drzewa” zdobył kilka filmowych nagród. Zawdzięczamy to jego uniwersalności?

M.K.: Na pewno tak. Po części dlatego, że jest to historia uniwersalna, ale myślę, że też dlatego, że do widzów bardziej przemawia historia opowiadana przez pryzmat życia pojedynczego człowieka. Grażyna Chrostowska była lublinianką, więc opowiadamy o niej jak o kimś, kto mieszkał parę ulic dalej. I przez pryzmat jej życia opowiadamy historię wojny.

R.K.: Jest to opowieść o bardzo trudnych czasach, ale nie przedstawiona wyłącznie w sposób martyrologiczny. Opowiadamy o młodej dziewczynie, która przeszła piekło wojny, ale jednocześnie zachowała godność. Poezję tworzyła cały czas – i w czasach szkolnych, będąc jeszcze na wolności, i w gestapowskich więzieniach, i w nazistowskim obozie. Tym samym pomagała uciec innym w świat marzeń. Oprócz tego więźniarki w Ravensbruck miały tajne komplety, uczyły się razem. Jedna z przyjaciółek Grażyny Chrostowskiej doszła nawet do matury na terenie obozu. To są niewiarygodne rzeczy, o których na ogół się nie wie. Nauka i poezja pomagały tym dziewczynom zachować człowieczeństwo. Jedna z nich wypowiedziała znamienne słowa, że przed śmiercią chce się jeszcze czegoś nauczyć.

Jak narodził się pomysł samego filmu?

R.K.: Pomysł pojawił się po premierze naszego poprzedniego filmu, na której była obecna Barbara Oratowska, kierownik Muzeum Martyrologii pod Zegarem, oddziału Muzeum Lubelskiego.

R.K.: Pani Barbara spytała nas, czy nie podjęlibyśmy się realizacji filmu o Grażynie Chrostowskiej. Muzeum pod Zegarem od kilku lat prowadzi działania mające na celu upamiętnienie postaci Chrostowskiej. Organizowane są m. in. konkursy jej poezji, wydano też tomik jej wierszy w opracowaniu Barbary Oratowskiej i Jarosława Cymermana.

Lublin jest dobrym miejscem dla filmowców?

R.K.: Tak, mimo że brakuje wsparcia dla filmowców. Dofinansowuje się np. produkcje zupełnie nie związane z Lublinem, gdzie nasze miasto udaje Lwów. Na ogół taki producent płaci miejscu za wykorzystanie pleneru, a tutaj mu się do tego dopłaca. To jest dziwne. Ale Lublin jest świetnym miejscem. Oprócz tego, że jest bardzo dużo ciekawych historii, to jest to miasto historycznie bardzo bogate. Samo w sobie jest bardzo dużym planem filmowym.

M.K.: Sporo jest plenerów, które mogą zagrać różne epoki.

R.K.: Oprócz tego mamy skansen, który zawsze jest otwarty na współpracę. Mamy Muzeum na zamku, Muzeum pod Zegarem, Muzeum na Majdanku. W tych instytucjach są ludzie, którzy są pasjonatami i zawsze bardzo chętnie współpracują.

Ciężko było nakłonić bohaterów do zwierzeń? Dotrzeć do archiwalnych materiałów?

M.K.: Mieliśmy bardzo dużą pomoc ze strony Muzeum pod Zegarem. Bardzo dużo materiałów dostaliśmy już gotowych, literaturę do przejrzenia, ikonografię, w tym grypsy, które się zachowały, przechwycone z Gestapo czy Zamku Lubelskiego. Ze wspomnieniami z okresu wojny mogliśmy się zapoznać chociażby czytając książki Wandy Półtawskiej.

R.K.: …obozowej przyjaciółki Grażyny Chrostowskiej…

M.K.: Półtawska wydała kilka książek. Ja czytałam jedną. To było też świadectwo tego, co działo się w Ravensbrück. Realizując film o Chrostowskiej dotknęliśmy tematu Ravensbrück bardzo powierzchownie, bo nasza bohaterka była tam tylko przez cztery miesiące. Została rozstrzelana w jednej z pierwszych egzekucji, a to co się tam działo później, nie zostało opowiedziane w filmie, bo nie wiązało się z jej postacią.

Jak duża jest siła młodości?

M.K.: Ogromna. Ta siła ujawnia się w ekstremalnych warunkach. To było widać właśnie w rzeczywistości obozowej. Dziewczyny, które miały po osiemnaście lat, nagle nabierały ogromnej mądrości. To była taka przyśpieszona dojrzałość, bo nie było szansy na to, by wejść w nią w sposób naturalny.

R.K.: To widać po wierszach Grażyny Chrostowskiej. To nie są wiersze młodej dziewczyny, ale dorosłej osoby, która ma za sobą wiele doświadczeń i ciężkich przeżyć.

M.K.: Ale też widać w tej poezji takie charakterystyczne dla wrażliwego, młodego człowieka rzeczy: tęsknotę za wolnością, za miłością, za pięknem, za takimi prostymi rzeczami, których może nie doceniamy na co dzień.

R.K.: Tak jak powiedziała pani Stasia, przyjaciółka Grażyny, gdy razem przebywały w niemieckim obozie w Ravensbrück: „…za starą, krzywą, nierówną drogą do Świdnika, tak bardzo się tęskniło” .

Postać Grażyny Chrostowskiej, walecznej kobiety to alter ego wielu kobiet?

M.K.: Nie ujęłabym tego tak, że ona była waleczna, bo to nie była taka dosłowna walka.

R.K.: To za duże słowo.

M.K.: W filmie opowiadamy historię Grażyny Chrostowskiej i po części również jej siostry Apolonii, która była starsza. I z tych grypsów, które docierały do rodziny wynika, że to właśnie ta młodsza i bardziej wrażliwa Grażyna przejęła rolę silniejszej.

R.K.: Opiekowała się siostrą.

M.K.: Pola załamała się nerwowo, natomiast Grażyna była silna. Można podejrzewać, że właśnie dzięki temu, że mogła uciec z tej okrutnej rzeczywistości w świat poezji. To była jej wewnętrzna walka o to, żeby nie zwariować i nie utracić człowieczeństwa.

R.K.: Poza tym one do końca nie wierzyły w to, co je spotka. Świadczą o tym grypsy, wysyłane z więzienia Gestapo. One mówią o takich zupełnie przyziemnych rzeczach: ciociu przywieź nam cebulę, ciociu zaopiekuj się mieszkaniem. Poruszają zwykłe, codzienne sprawy, co być może pozwalało im oderwać się od więziennej rzeczywistości. Kiedy jechały do obozu w Ravensbrück to cieszyły się, że w końcu opuszczają więzienie na Zamku.. Im słowo „obóz” kojarzyło się dobrze.

M.K.: Z obozem harcerskim…

R.K.: Nie było jeszcze wtedy głośno o obozach koncentracyjnych.

Czy gdy wgłębili się Państwo w tę tragiczną historię wydarzeń na Zamku, inaczej postrzegacie to miejsce?

R.K.: Zawsze wiedzieliśmy, co tam się działo. Dlatego kiedy chodzimy tam na spacery, to przerażają nas ludzie, którzy robią tam ślubne sesje. W miejscu, gdzie tyle osób zginęło. Lublinianie nie do końca mają tę świadomość. Współpracujemy też z Muzeum na Majdanku i pracownicy wspominali, że zdarzają się rodziny, które robią sobie pikniki na Majdanku.

M.K.: Na trawniku w pobliżu baraków…

R.K.: Nie wiem… a może to takie czasy, tyle lat upłynęło.

M.K.: Nie rozumiemy na przykład, dlaczego w szkołach nie ma takiego przedmiotu, jak historia lokalna. Dlaczego nie uczymy się o historii naszego miasta? Żeby wiedzieć, co się tu działo nie tylko w czasie wojny, ale i wcześniej.

R.K.: Np. o pożarze Lublina. Wie pani, jak się zaczął pierwszy pożar? Przypisuje się winę pani, która piekła kołacze i zajęła się kamienica. O tym powinniśmy się uczyć. Warto też chodzić na spacery ulicami miasta i pokazywać: tu była karczma, a tam stała wieża ciśnień na środku Narutowicza.

Film powinien być głosem młodego pokolenia?

M.K.: To było inne pokolenie i inne czasy. Zawsze kiedy mamy spotkania z młodzieżą, mówimy o tym, że po obejrzeniu takiego filmu być może będzie im łatwiej zrozumieć, jak niewielkie są nasze współczesne problemy. Być może po zapoznaniu się z losem równie młodej osoby zaczniemy doceniać te wszystkie dobrodziejstwa, które mamy i nabierzemy dystansu do rzeczywistości.

R.K.: To właśnie takie odniesienie dla młodych. Umówmy się, że Grażyna Chrostowska nie była jakąś bohaterką, kiedy chodziła do szkoły. Czasy ją do tego zmusiły i tak wyszło. Tak naprawdę nie wiadomo, jak dzisiaj zachowaliby się młodzi ludzie. Być może tak samo.

M.K.: Nie mamy pojęcia, jak my byśmy się zachowali.

R.K.: Nikt tego nie wie. Bywało, że ktoś kto wiódł zupełnie normalne życie, potem zasłynął z jakichś heroicznych czynów w czasie wojny. Nikt nie wie, jakby się zachował w ekstremalnej sytuacji. Kiedyś pani Wanda Półtawska powiedziała nam niesamowitą rzecz. Ona, która przeżyła Ravensbrück, prześladowania, eksperymenty pseudomedyczne i nie odzyskała nigdy pełni zdrowia.

M.K.: Powiedziała nam, że bardzo nam współczuje, że żyjemy w tak podłych czasach, bo ona miała piękną młodość i piękne życie.

O FILMIE

„Za kratą są zielone drzewa” autorstwa Magdaleny i Rafała Kołodziejczyków otrzymało srebrną nagrodę podczas Spotlight Documentary Film Awards w Atlancie w USA. To opowieść o tragicznych losach lubelskiej poetki Grażyny Chrostowskiej, której młodość przypadła na okres okupacji hitlerowskiej. U progu dorosłości, za swoją działalność konspiracyjną, bohaterka filmu została aresztowana przez Gestapo i osadzona w więzieniu na lubelskim Zamku, skąd następnie przewieziono ją do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Jak miliony Polaków, musiała zatem zmierzyć się z piekłem nazizmu, zachowując przy tym własną godność. Siłą na przetrwanie w katorżniczej obozowej rzeczywistości była dla Chrostowskiej poezja, którą zostawiła po sobie potomnym.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o