Główne wyobrażenie o tym zawodzie czerpiemy z filmów lub książek. Prywatny detektyw kojarzy nam się z Sherlockiem Holmesem, który za pomocą lupy odkryje każdy ślad prowadzący go do rozwiązania zagadki albo z detektywami z seriali paradokumentalnych. O tym, jak faktycznie wygląda zawód prywatnego detektywa opowiada nam Katarzyna Bracław, pracownica agencji detektywistycznej Detektyw24.

Katarzyna Bracław jest licencjonowanym prywatnym detektywem. Przez jej ręce przechodzi większość spraw, którymi zajmuje się biuro, ponieważ zajmuje się też marketingiem, a także jest pierwszą osobą, z którą styka się potencjalny klient biura. Jest jedną z niewielu kobiet w branży, bo środowisko wciąż jest zdominowane przez mężczyzn.

– Są takie zadania, do których najbardziej nadaje się kobieta. Czasem klienci, zwykle kobiety, wręcz zastrzegają sobie, że chcą rozmawiać tylko z kobietą. Po prostu kobiecie łatwiej rozmawiać z kobietą, otworzyć się, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy damsko-męskie, takie, które dotykają sfery emocji – mówi pani Katarzyna, która pracuje w biurze detektywistycznym ponad 6 lat.

Początki

– Pracowałam jako dziennikarz i przeprowadzałam wywiad z moim obecnym szefem. Odbyliśmy kilka spotkań, opowiadał mi o swojej pracy, słuchałam z zaciekawieniem tych opowieści. W pewnym momencie zaproponował mi pracę – wspomina kobieta.

Na początku miała pracować jako marketingowiec, zajmować się stroną wizerunkową, ale polubiła tę pracę i zrobiła licencję. – To trwa już kilka lat. Podoba mi się w tej pracy nieprzewidywalność, brak schematów. To, że każdy dzień, każde zlecenie jest inne. Nie ma dwóch identycznych spraw – opowiada. – Cały czas trzeba się rozwijać, szukać nowych sposobów na dotarcie do informacji. Najbardziej lubię sprawy gospodarcze. One są bardzo trudne, dotyczą np. nieuczciwej konkurencji, uczciwości pracowników, kradzieży fizycznej czy własności intelektualnej, łamania tajemnic. Te sprawy wymagają sporo główkowania, a więc zmuszają do wymyślania nowych strategii dojścia do rozwiązania.

Na tropie kłamstwa

Najbardziej typowe sprawy dotyczą szukania dowodów zdrady. Do detektywów zwracają się mężowie lub żony, którzy podejrzewają, że druga połówka ich zdradza. – To 80 procent naszych zleceń – mówi Katarzyna Bracław.

A czego dotyczą te pozostałe? – Obserwowaliśmy lekarkę, chirurga plastycznego, która twierdziła, że ma reumatoidalne zapalenie stawów, w związku z czym nie jest w stanie wykonywać swojego zawodu, czyli utraciła możliwość zarobkowania. Miesiąc wcześniej wykupiła w firmie ubezpieczeniowej polisę właśnie na wypadek utraty możliwości zarobkowania – mówi. – To wszystko było tak podejrzane, że firma ubezpieczeniowa nas wynajęła, żebyśmy ją sprawdzili.

Jedna z pań detektyw poszła do niej i powiedziała, że chce powiększyć sobie biust. – Pani doktor stwierdziła, że w ciągu trzech dni może zrobić jej operację, więc sama przyznała się do tego, że dalej pracuje, przyjmuje wizyty, robi zabiegi – opowiada pani detektyw.

Setki spraw

Agencja detektywistyczna prowadzi też sprawy własnościowe, spadkowe, które kojarzą się z działalnością prawnika.

– Nie konkurujemy ani z adwokatami, ani z komornikami. Nasze zawody mają inne metody działania i inne cele. Często przychodzą do nas klienci, którzy np. mają dłużników. Zanim pójdą do prawnika najpierw wolą sprawdzić u nas, czy jest sens np. zakładać sprawę cywilną i ponosić koszty. Bywa też, że my dla adwokatów zbieramy informacje. Nasze usługi się nie pokrywają, a uzupełniają – wyjaśnia Katarzyna Bracław.

Z usług prywatnych detektywów korzystają osoby prywatne, firmy, kancelarie prawne, firmy ubezpieczeniowe. – Najwięcej jest spraw rozwodowych, ale jest też mnóstwo śledztw związanych ze sprawdzaniem pracowników czy kontrahentów. Chociaż niestety wciąż w Polsce pokutuje powiedzenie „Mądry Polak po szkodzie”, gdyż częściej zgłaszają się firmy, które już straciły na transakcji i szukają możliwości odzyskania pieniędzy. A czasami wystarczy zrobić wywiad, żeby stwierdzić, czy warto podjąć współpracę z druga osobą – mówi Katarzyna Bracław.

Często sprawy nie kończą się na przekazaniu efektów klientowi. Prywatni detektywi zeznają też w sądzie w charakterze świadka.

Bywa niebezpiecznie

Praca detektywa to głównie obserwacja i działania z ukrycia. Jednak czasem zupełnie niepozorne zadanie może przerodzić się w niebezpieczną akcję.

– Była sytuacja, że nasz detektyw zbierał dowody zdrady. Został jednak zatrzymany przez jedną z państwowych służb, bo okazało się, że osoba, którą obserwował jest niebezpiecznym przestępcą, o czym nie wiedzieliśmy. Szczęście w nieszczęściu, że złapali go panowie ze służb, a nie koledzy naszego obserwowanego, bo to się mogło źle skończyć – opowiada pani Katarzyna. – Zdarzają się nieprzewidywane akcje podczas prac w małych miejscowościach, gdzie wszyscy się znają. Ludzie robią się podejrzliwi, gdy w ich znanym środowisku pojawia się obcy człowiek, który przyjeżdża dzień w dzień, chodzi, obserwuje. Detektywi musieli uciekać przed mieszkańcami – dodaje.

Mamy problem

– Wynajęli nas rodzice dziewczyny z bardzo dobrego domu, wysoko postawieni. Dziewczyna miała wszystko, a związała się z drobnym dilerem i za nic nie chciała rodzicom uwierzyć, że chłopak nie jest uczciwy. Jej rodzice wynajęli nas, żebyśmy zebrali materiał, który przekona dziewczynę, że chłopak nie jej odpowiednim kandydatem dla niej. Potem przez wiele dni ten chłopak wydzwaniał do mnie grożąc, że go popamiętam. Jego matka nawet do mnie dzwoniła w obronie syna – mówi pani Katarzyna.

Niektórzy grożą pozwem. – Ostatnio robiliśmy obserwację, która wyszła bardzo na niekorzyść osoby obserwowanej. Mężczyzna twierdził, że jest bezdomny, bezrobotny, biedny jak mysz kościelna, a z naszej obserwacji wyszło zupełnie coś innego. To był materiał, który mieliśmy przedstawić w sprawie o alimenty. Jego groźby były zupełnie absurdalne – mówi z przekonaniem pani detektyw.

Obecne czasy to też przestępstwa internetowe. – Mamy taki produkt, który się nazywa cyberstalking, związany z przestępstwami w sieci. Odbieramy nawet kilka telefonów dziennie i podczas rozmów osoba skarży się, że ktoś wykorzystał bezprawnie jej wizerunek. Często dotyczy to kobiet, których zdjęcia ktoś w ramach zemsty czy innych pobudek umieszcza na portalach erotycznych, czy tworzy fałszywe ogłoszenia matrymonialne – mówi Katarzyna Bracław.

Konkurencja dla policji?

– Jeżeli zajmujemy się sprawą karną, którą prowadzi też policja, to mamy obowiązek ich o tym poinformować. Często jest tak, że policja dzwoni do nas i pyta, czy już coś wiemy, czy coś ustaliliśmy. Współpracujemy na zasadzie wymiany informacji – mówi Katarzyna Bracław.

Prowadziła kiedyś w Warszawie sprawę oszustki, która wypożyczyła bardzo drogą biżuterię od jednego z warszawskich jubilerów i zniknęła. – Policja nie mogła jej znaleźć i my się tym zajęliśmy. Udało nam się zebrać trochę informacji, namierzyliśmy ją, przekazaliśmy policjantowi informacje i dzięki temu policja złapała oszustkę – opowiada. – Taka współpraca to korzyść dla wszystkich, bo klient jest zadowolony i osoba, która naruszyła prawo poniesie konsekwencje.

Współpraca następuje najczęściej przy kradzieżach, porwaniach, zwłaszcza porwaniach rodzicielskich. – To są najbardziej emocjonalne sprawy, bo rodzice wtedy poruszają niebo i ziemię. Policja ma większe prawa. Nie konkurujemy ze sobą, nie wchodzimy w drogę. Tym bardziej, że za utrudnianie śledztwa też jest paragraf – zaznacza.

Życie to nie film

– Ludzie wyobrażają sobie, że pracujemy tak, jak to widzą w filmach paradokumentalnych. A one pokazują obraz prywatnego detektywa wypaczony. Nasze uprawnienia wcale nie są tak duże, jak widzimy w serialach. Polegają one głównie na tym, że mamy prawo zbierać dane osobowe. Wszystko inne, to jak nam się uda zebrać informacje, dotrzeć do osób, to tylko kwestia naszej kreatywności i cierpliwości, pomysłu na konkretną sprawę – zaznacza pani detektyw.

Jednym z seriali pokazujących pracę detektywów są „Zdrady”. – Z ciekawości obejrzałam kilka odcinków, bo ludzie dzwonili i pytali, czy u nas to się podobnie odbywa. Prawda jest taka, że jeśli w rzeczywistości detektyw zrobiłby to, co pokazane w serialu, to natychmiast pożegnałby się z licencją – uśmiecha się pani detektyw. – Na każdym kroku dochodzi tam do łamania prawa. Są zakładane podsłuchy czy kamery w cudzych mieszkaniach, biurach, pokojach hotelowych, czego robić nam absolutnie nie wolno. Nie wolno nam też przebrać się np. za hydraulika, aby wejść do domu.

Obserwacja to podstawa

– Główną metodą naszej pracy jest obserwacja. Z kilkudniowej obserwacji można dowiedzieć się o człowieku wszystkiego: gdzie pracuje, z kim się spotyka, jaki ma styl życia, czy jest zamożny – twierdzi pani Katarzyna.

Zaznacza jednak, że aby podjąć jakiekolwiek działania, biuro musi mieć z klientem podpisaną umowę, bo to ona legalizuje działania detektywa.

– Jesteśmy dla klienta 24 godziny na dobę. Sobota, niedziela, święto, czy noc są dla nas takim samym czasem pracy jak dzień powszedni. Najważniejsze rzeczy mogą się właśnie wtedy dziać – mówi Katarzyna Bracław.

Na ulicy detektywa nie rozpoznamy. – Tym bardziej, że żyjemy w czasach, kiedy już nie potrzeba aparatu z ogromnym obiektywem, aby zrobić zdjęcie. Detektywi mają niewielkie gadżety, kamery w okularach, czy aparat w telefonie tak dobry, że to wystarczy do zrobienia zdjęcia. Detektyw ma się nie rzucać w oczy – zdradza pani Katarzyna. – Kupuje przeciętny samochód, nosi strój, który się nie wyróżnia. Czerwona kurtka czy odblaskowe adidasy odpadają. Umiejętność wtopienia się w tłum jest istotna.

Prywatny detektyw rzadko też posiada pistolet. Posiadanie licencji detektywa nie jest bowiem jednoznaczne z otrzymaniem licencji na broń. – My mamy działać w tle, nie wchodzić w konfrontacje, nie prowokować niebezpiecznych sytuacji. Jeżeli wiemy, że sprawa jest trudna, osoba obserwowana może być niebezpieczna, ma problemy z prawem, to jedyne co możemy zrobić, to wysłać więcej ludzi do obserwacji – zaznacza Katarzyna Bracław.

Jak zostać prywatnym detektywem?

– Aby zostać prywatnym detektywem trzeba otrzymać licencję. Jest to uprawnienie, jakie wydaje komenda wojewódzka policji. Aby otrzymać licencję, należy ukończyć kurs, który trwa 50 godzin, czyli dwa weekendy. Nasze biuro organizuje takie kursy. Ponad 100 detektywów już wyszkoliliśmy – podkreśla pani Katarzyna.

Poza tym trzeba zrobić testy psychologiczne, mieć ukończone 21 lat i posiadać wykształcenie co najmniej średnie. To co ważne – być niekaranym. Detektyw od początku musi wzbudzać zaufanie.

– Trzeba też być cierpliwym. Praca detektywa to często wiele godzin siedzenia i czekania aż coś się wydarzy i nagranie krótkiego materiału – kwituje Katarzyna Bracław.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o