Barber. Fryzjer męski. Cyrulik. Balwierz. Wiele nazw określających ten sam zawód. Zawód, który niezaprzeczalnie od kilku lat przeżywa swój renesans.

Dla wielu wydaje się on po prostu wyszukanym chwytem marketingowym, nastawionym na maksymalne wywindowanie ceny za męskie strzyżenie. Nie zmienia to faktu, że barbershopy mają rzeszę oddanych klientów, dla których comiesięczna wizyta stała się już rytuałem.

To jak to jest z tymi barbershopami? Czy wizyta, która kosztuje często około 100 złotych jest warta swojej ceny? I jak to się stało, że panowie, którzy jeszcze kilka lat temu zadowalali się strzyżeniem za 15 złotych nagle zaczęli zwracać uwagę na wyszukany wygląd?

Barbering w Polsce

Z paroma wyjątkami rozsianymi po Polsce, Barbershopy jakie znamy obecnie zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu jakieś 3-4 lata temu. Zakłady budowały swoją ofertę w oparciu o trwającą wtedy modę na brody. Najpierw pojawił się tzw. metroseksualizm, gdzie mężczyźni zaczęli nadmiernie dbać o siebie. Potem przyszedł hipster, ze swoją modą na vintage i retro, a tuż po nim drwal i wiking. A z nimi wszystkimi – potrzeba profesjonalnego dbania o męski zarost.

Mam znajomego, który prowadzi firmę reklamową. Żartuje, że jeszcze siedem czy osiem lat temu nie było mowy, żeby na billboardzie umieścić modela z zarostem. Mężczyźni z brodami mieli statystycznie bardzo małe zaufanie społeczne, więc nie mogli być twarzą reklamy. To dlatego politycy są z reguły gładko ogoleni. Natomiast teraz trend się odwraca i każdy chce mieć brodatego przystojniaka w swojej reklamie. Widać, jak zmienia się moda męska.

Kobiety też coraz częściej akceptują brody i zachęcają swoich partnerów do zapuszczania zarostu – ponieważ mężczyźni z brodą nierzadko wyglądają po prostu lepiej, modniej i bardziej dojrzale.

I do tej pory jest to trochę przekleństwem, bo dla potencjalnych klientów barbershop często równa się brodacze. Ale broda brodą, a barbering to nadal przede wszystkim strzyżenie.

Barbershop nie tylko dla brodaczy

Wśród mężczyzn rośnie świadomość tego, że dobra fryzura to podstawowa część wizerunku, która ma ogromne znaczenie na to, jak są postrzegani – w firmie przez szefostwo i klientów, przez kumpli, przez partnerki. Teraz facet na poziomie nie strzyże się „maszynką na jeżyka”. Zapuszcza, dba, podgląda na Instagramie. I strzyże się u dobrego Barbera.

W Internecie powstają grupy dedykowane mężczyznom szukających porady co do stylu fryzury pasującego do ich twarzy, kosmetyków, czy wyboru najlepszego barbershopu. Jeszcze kilka lat temu coś takiego nie istniało i byłoby kompletnym obciachem! Mało było mężczyzn z włosami dłuższymi niż 5 cm, a krótszymi niż heavymetalowe fale. Teraz klasyczne fryzury wracają do łask, a na ulicach Lublina nagminnie pojawiają się pompadury i cięcia typu sleek-back.

Wizyta u Barbera

Staromodne, skórzane fotele. Pachnące olejki. Gorące ręczniki. Brzytwy. I usługa, która nie trwa krócej niż godzinę. Pełen relaks. I przede wszystkim – świetna fryzura.

„Bardzo często odwiedzają nas panowie ze swoimi nastoletnimi synami,” mówi Justyna, jedna z fryzjerek w Lublin Blues Barbershop. „Pokazują im jak celebrować męskość w prawdziwie zdrowy i rozwojowy sposób.”

Bo prawdziwy facet powinien mieć swojego Barbera.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o