Tomasz Mędrek to wokalista lubelskiego zespołu Feym. Pod tą nazwą zespół funkcjonuje od 2015 roku, a na swoim koncie poza debiutancką płytą ma również hymn kibiców żużla „Żółty, biały i niebieski świat”. Z artystą porozmawialiśmy o sportowym Lublinie, pracy nad płytą i drużynie Speed Car Motor Lublin, której jest wiernym fanem.

Wydaliście debiutancką płytę. Fejm się zgadza?

– Tak i wrażenia są bardzo pozytywne. Można było zrobić wszystko jeszcze lepiej, ale jesteśmy i tak bardzo zadowoleni z tego co jest. Fejm zawsze się zgadzał i będzie się zgadzał! (śmiech)

Z czego wynikał fakt, że udało się dopiero po takim czasie wydać płytę?

– Było wiele czynników. Chłopaki grają 15 lat jako zespół i też ich znam już bardzo długo. Mniej więcej te 15 lat. Poznaliśmy się w scholi lubelskiej w Dobrym Pasterzu. To była taka młodzieżowa schola. Tam mniej więcej tyle lat temu poznałem Michała i Tomka, czyli gitarzystę i perkusistę. Już wtedy chłopaki marzyli o płycie. Jak dołączyłem do zespołu to stwierdziłem, że w końcu czas tę płytę nagrać. To trwało 5 lat, dlatego, że jest to nasza pasja, ale nie jest to jednak nasze źródło dochodu. Nie mamy tyle czasu, żebyśmy mogli non stop nagrywać i skupić się tylko na tym. Każdy z nas jest mężem i ojcem, utrzymujemy rodziny i tego czasu nie mamy tyle, ile byśmy chcieli.

Mógłby pan opowiedzieć trochę o płycie?

– Powstawała w momencie, kiedy chłopaki nie mieli wokalisty. Były pierwsze wersje utworów, ale oczywiście żadna piosenka, która trafiła na płytę już ich nie przypomina. Trzy lata temu nagraliśmy pierwsze trzy utwory profesjonalnie w studiu. Wtedy wydaliśmy epkę i to też było dla nas duże doświadczenie. Zupełnie inaczej jest nagrywać w studiu niż gdzieś w jakiejś salce. Pomysłodawcą był każdy z nas, bo każdy z nas chciał nagrać płytę. Od zawsze marzyłem, żeby grać w zespole. Marzyłem też, żeby grać jeszcze na gitarze, ale niestety mi nie wystarczyło zapału i chęci do tego, by być wystarczająco dobrym gitarzystą, żeby grać teraz z chłopakami. (śmiech)

Muzycy teraz chętnie wydają płyty?

– Wydaje mi się, że wychodzi dużo płyt, ale nie jest to łatwe. Trzeba włożyć dużo pracy i energii, żeby wydać płytę, a jeszcze więcej, żeby ta płyta gdzieś zaistniała. Jesteśmy teraz na tym etapie. Wydać płytę i wsadzić ją sobie do szuflady to się trochę mija z celem. Tym bardziej, że wydaliśmy nie swoje pieniądze, bo nam pomogli fani. I to nam też bardzo pomaga, że ona żyje i ma swoich odbiorców i że są ludzie, którzy tego już słuchają. Mieliśmy wiele pozytywnych reakcji po pierwszym koncercie, na który ludzie przyszli na nasz zespół, nie jako support. Przyszli nasi fani, co było dla nas niesamowitym doświadczeniem.

Czy jest sens wydawania płyt skoro ludzie wolą ściągać wszystko z internetu?

– My nie mamy z tym problemu, bo wszystko udostępniliśmy na YouTubie. Całą płytę. Nam zależy na tym, żeby to doszło do ludzi, bo nie gramy dla siebie. To nie jest nasze źródło dochodu, ale zależy nam też na tym, żeby się ta płyta sprzedawała. Natomiast dzisiaj są takie czasy, że głównie rządzą te wersje cyfrowe i to się wszystko pozmieniało na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Ale na szczęście są jeszcze ludzie, którzy chcą mieć płytę w domu. Chcą, żeby im ją podpisać, co też jest bardzo miłe i dla nas jest dużą radością. Sam też należę do osób, które jeśli słuchają muzyki to lubią mięć płytę. Dlatego też gramy po polsku, żeby nasze teksty były dobrze zrozumiałe w ojczystym języku.

Fot. Materiały zespołu

Jak pan rozumie fejm w dzisiejszych czasach?

– Fejm to sława, sławny i w takim rozumieniu też my się trochę prześmiewczo nazwaliśmy. W sumie to powstało dosyć naturalnie, bo wcześniej zespół działał pod nazwą Major Core. Dołączyłem do Major Core, ale to była taka nazwa, której nikt nie umiał wymówić. Były tego różne wariacje i stwierdziliśmy, że musimy zmienić nazwę na coś bardziej oczywistego, co będzie wpadać w ucho. Stąd pojawił się Feym. Również dlatego, że już wtedy mieliśmy utwór w finalnej wersji i z niego wzięliśmy nazwę.

W Lublinie sporo się dzieje, jeśli chodzi o rockowe klimaty?

– Sądzę, że w każdym mieście się sporo dzieje. W Lublinie jest bardzo dużo zespołów, które grają i które marzą, które nagrywają swoje utwory. Dla mnie taka muzyka, która jest grana na żywo, gdzie są potrzebne lata ćwiczeń i treningów jest najbardziej prawdziwa. Rock nie umiera!

Lublin to żużel. Zgadza się pan z tym stwierdzeniem?

– Tak, jak najbardziej!

Jak mógłby pan podsumować miniony sezon żużlowy?

– Fenomenalnie. Na początku czułem niepewność, ale wierzyłem w końcowy sukces. Obiecałem sobie, że nigdy nie zwątpię w klub, który prowadzi Kuba Kępa, bo on po prostu wie, co robi. To wszystko jest świetnie ułożone, zawodnicy pojechali fenomenalnie, a atmosfera na stadionie jest niesamowita.

Któremu zawodnikowi najbardziej pan kibicował?

– Na pewno Wiktor Lampart jest super chłopakiem, młodym i niesamowicie odważnym. Paweł Miesiąc to zawodnik, który choć nie jest naszym wychowankiem to jest już nasz lubelski, bo już od wielu lat jeździ w Lublinie. Bardzo kibicuję Grześkowi Zengocie, mimo że nie pojechał ani razu w naszych barwach to jest naszym Koziołkiem. Liczę na to, że w tym sezonie będzie tylko lepiej i że wsiądzie na motor.

Jak powstała piosenka pt. „Żółty, biały i niebieski świat”?

– Utwór „Żółty, biały i niebieski świat” powstał z pasji gitarzysty i założyciela zespołu, czyli Michała Oniszczuka. Jako dziecko był zabierany przez swojego tatę na żużel i od lat kibicował lubelskiej drużynie. Z czasem zaraził również i mnie pasją do tego sportu, bo wystarczyło parę razy pójść na stadion i człowiek już wsiąka. Michał jeszcze za czasów Major Cora napisał tę piosenkę, sam nagrał gitarę, sam napisał bas i perkusję, nakłonił ówczesnego wokalistę Tomka Ośkę, żeby zaśpiewał. Fanom żużlowego sportu to się bardzo spodobało. Potem postanowiliśmy to nagrać w studiu, już profesjonalnie i spróbować zrobić to z jeszcze większym rozmachem. Postanowiliśmy do tego projektu zaprosić znanych artystów z Lublina, m.in. Krzysztofa Cugowskiego. Rozbudowaliśmy wtedy też ten utwór o inne gatunki muzyczne, o rap i hip-hop.

Jak się Wam współpracowało z Krzysztofem Cugowskim?

– Fenomenalnie! Jest to niesamowity artysta i niesamowity człowiek. My jako zespół byliśmy trochę przestraszeni, bo jest to legenda polskiej muzyki. Kiedy szliśmy z nim na pierwsze spotkanie, naprawdę byliśmy zestresowani. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo pan Krzysztof jest super rozmówcą, bezpośrednim i nie gwiazdorzy, chociaż ma ns to papiery! (śmiech) Jest po prostu fajnym facetem i dobrze nam się rozmawiało. Przyszedł do studia i mówi: „Słuchajcie chłopaki, ja w refrenie to tych dołów nie będę śpiewał, tylko polecę sobie górą”. I tak zrobił. Wyciągnął jeszcze wyżej i jeszcze lepiej. Generalnie byliśmy w szoku! (śmiech) To była super współpraca.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o