Wystarczy wyjechać kilka kilometrów poza miasto, żeby zauważyć, że Lubelszczyzna równa się chmiel. A chmiel równa się piwo. I chociaż lubelska Perła jest niekwestionowanym lokalnym gigantem browarnictwa, to nie można zapominać o innych pasjonatach, którzy osiągnęli niezwykły kunszt w swoim piwnym rzemiośle. Każdy, kto w Lublinie gustuje w piwach kraftowych, prędzej czy później trafi do Dzikiego Wschodu przy ul. Jasnej.

Na spotkanie w Dzikim Wschodzie umówiłem się wczesnym popołudniem. Sierpniowe upały dają się wszystkim we znaki, więc cieszyłem się, że w lokalu jest dobra klimatyzacja.

Kuba, jeden z chłopaków odpowiedzialnych za sukces ich „Dzikiego” projektu, już na mnie czekał. Usiedliśmy przy jednym ze stolików, gdzie mogliśmy spokojnie porozmawiać.

Kuba, dlaczego Lublin?

– Zacznijmy od tego, że stąd pochodzę i choć wiele osób „ucieka” z Lublina starając się robić kariery w innych miastach ja postanowiłem zostać.

Lublin to doskonałe miejsce na prowadzenie biznesu związanego z gastronomią: duża liczba studentów i turystów, świetni lokalni dostawcy skupiający się na jakości swoich wyrobów. Uwielbiam to miasto za to, że choć daje możliwości to rytm życia jest tu inny, ludzie żyją spokojniej, mniej skupiają się na pracy a bardziej na relacjach.

Skąd pomysł na Dziki Wschód?

– To chyba „ulubione” pytanie każdej osoby zaangażowanej w przemysł piwowarski. Kilka lat temu zauważyliśmy ze wspólnikami rosnącą popularność piw rzemieślniczych więc uznaliśmy, że warto w to „iść”. Ten trend dobrze współgrał z moją filozofią życiową: nie lubię, gdy coś jest słabej jakości. Niezależnie po której stronie baru stoję. Chcę dawać dobry produkt klientom i za taki sam płacić.

Założenia te udało się spełnić w Dzikim Wschodzie: jedzenie i piwo najwyższej jakości okraszone luźnym, oddającym lubelskiego ducha klimatem lokalu.

– Dzięki temu udało nam się zbudować pewną społeczność wokół knajpy: ludzi chcących dobrze zjeść i wypić, ale bez towarzyszącego multitapom nadęcia.

Powstanie browaru to już była naturalna konsekwencja tego o czym mówiłem wcześniej. Nie wszystkie trendy na rynku piw rzemieślniczych nam pasowały, więc trzeba było iść w swoją stronę, czasem trochę pod prąd: podczas gdy cała scena piwowarska skupia się często na wąskiej grupie odbiorców, oferując piwa o wysokiej zawartości alkoholu z dziwnymi dodatkami nasze piwo ma smakować każdemu kto szuka czegoś innego niż piwo koncernowe.

Chodzi o pewien balans. To nas wyróżnia i podobnie jak z lokalem przy Jasnej sprawiło, że mamy swoich fanów.

Opowiedz mi o fenomenie piw rzemieślniczych.

– W tej chwili nie mówiłbym już o „fenomenie” piw rzemieślniczych, w Polsce Piwna Rewolucja ma już dekadę. Ludzie oswoili się z takimi pojęciami jak IPA czy Stout. Dziesięć lat temu wysyp browarów wynikał z tego ze ludzie zaczęli szukać czegoś nowego i dobrej jakości i co bardzo ważne za taki jakościowy produkt byli gotowi zapłacić więcej niż za piwo masowe. Dziś w prawie każdym barze i restauracji pomiędzy CSK a Bramą Grodzką można kupić jakieś piwo rzemieślnicze. To co cieszy mnie osobiście to, że lokale te bardzo często stawiają na browary kraftowe z regionu.

Stworzyliście piwa w kooperacjach z ekipami the Razor’s Edge Barbershop i drużyną Tytani Lublin. Chodzicie do tego barbershopu? Oglądacie mecze footballu amerykańskiego?

– Współpraca z Tytanami wyszła bardzo naturalnie: całą drużyną przychodzili do Dzikiego Wschodu oglądać finały Super Bowl. Ktoś rzucił pomysł stworzenia wspólnego piwa i błyskawicznie powstało „Tytanowe Jajo”. Warto podkreślić, że na świecie Piwna Rewolucja zaczęła się w USA. Dobrze nam się to łączyło (football amerykański, użycie amerykańskich chmieli, amerykański styl piwa) i dawało ciekawe możliwości marketingowe.

Czy oglądam mecze? Zacząłem, a nasz browar jest na meczach Tytanów zawsze obecny. To z resztą nie nasza jedyna sportowa kooperacja: nasze medalowe piwo bezalkoholowe Wolny Duch, powstało we współpracy z lubelskim AZS.

Co do barbera… zdecydowana większość załogi browaru nosi brodę i tak się złożyło że większość tej większości to stali klienci the Razor’s Edge Barbershop. Początek naszej współpracy to nasz zeszłoroczny Kulturalny Festiwal Piwa Kraftowego – ekipa razorsów cięła przybyłych na festiwal w zamian za datki na lubelskie hospicjum Małego Księcia. Gdy postanowiliśmy stworzyć piwo z jednym z lubelskich barberów wybór był dla nas oczywisty. Zwłaszcza, że otworzyli teraz drugi zakład na Weteranów – Lublin Blues Barbershop. Efektem tej kooperacji jest piwo „Cięta Riposta”.

Zaczynam nadużywać tego słowa, ale chcemy by jakość promowała jakość. To działa, bo pierwsza warka Ciętej Riposty sprzedała się błyskawicznie.

Czy planujecie jeszcze jakieś „lubelskie” kooperacje lub festiwale?

– Jesteśmy browarem z Lublina i naszą regionalność podkreślamy na każdym kroku. Już za chwilę na rynek wejdzie Poma Ranczo, piwo powstałe we współpracy z siecią restauracji Bombardino a wiele naszych piw robionych jest z chmielem od lokalnego dostawcy z Karczmisk firmy PolishHops. Cały czas szukamy chętnych do współpracy podmiotów, żeby docierać do nowych klientów i aby nasi klienci poznawali razem z nami firmy oferujące wysoką jakość w regionie.

Czas na rozmowie szybko zleciał i musieliśmy wracać do innych obowiązków. I chociaż pora późnego lunchu jest bardzo dobra na odwiedziny w Dzikim, jeszcze lepszą porą z pewnością jest wieczór.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o