Kościół pw. św. Mikołaja jest prawdopodobnie najstarszą lubelską świątynią. Podania mówią, że nakazał ją wznieść sam Mieszko I. Ten usytuowany na czwartkowym wzgórzu kościół kryje w sobie ciekawą historię i mieszankę stylów.

Patron wielu zawodów i miejsc

Postać świętego Mikołaja kojarzą dziś wszyscy: długa, biała jak śnieg broda, czerwony kostium i wór wypełniony prezentami to jego znak rozpoznawczy. Ale zanim doszło do komercjalizacji świętego z Miry, dał się on poznać jako niezwykle skromny i miłosierny duchowy przewodnik, który chętnie dzielił się odziedziczonym majątkiem, a także wstawiał się za swoimi wiernymi, których miała spotkać niesprawiedliwa kara.

Historia Mikołaja biskupa nie jest do końca znana. Do naszych czasów dotrwało zaledwie kilka podań świadczących o dobrotliwości świętego. Ale już to wystarczyło, by uczynić go patronem wielu miejsc i zawodów. Święty Mikołaj jest opiekunem Grecji, Rusi, Antwerpii, Berlina, Miry, Moskwy, Nowogrodu, a także dobrym duchem bednarzy, cukierników, dzieci, flisaków, jeńców, marynarzy, młynarzy, notariuszy, panien, piekarzy, pielgrzymów, piwowarów, podróżnych, rybaków, sędziów, studentów, więźniów, żeglarzy i kupców. To tłumaczyłoby wezwanie lubelskiej świątyni umiejscowionej na Czwartku, który był niegdyś osadą kupiecką.

– Ale istnieje też przypuszczenie, że pierwotnie kościół mógł mieć inny tytuł. Niektóre źródła wskazują na Narodzenie Matki Bożej. Zdaje się to potwierdzać powstanie kaplicy Matki Bożej Nieustającej Pomocy, na budowę której pozwolenie wydał sam papież Leon XIII. Otrzymaliśmy także zgodę na tak zwane odpusty związane z kultem Matki Boskiej, co w tamtym okresie stanowiło precedens – wyjaśnia ksiądz Cezary Kowalski.

Odległe początki

Uważa się, że Kościół na Czwartku jest najstarszą lubelską świątynią. Wskazuje na to niepotwierdzone historycznie podanie, które mówi, że obiekt wzniesiony został za panowania Mieszka I, albo jeszcze przed pojawieniem się na tronie pierwszego władcy. Badania archeologiczne potwierdziły, że na Czwartku istniała wczesnośredniowieczna osada. Ale pierwsze wzmianki o kościele pojawiają się dopiero w edykcie Zygmunta Starego z roku 1519, dotyczącym gruntów, które lubelski sędzia, Bernard Maciejowski, podarował Grzegorzowi – kapłanowi obrządku greckiego.

W nieco zagmatwanych losach kościoła doszło do dwóch przełomowych momentów. Pierwszym z nich było przekształcenie w kościół parafialny, datowane na wiek XVII. Wystarał się o to pierwszy proboszcz ks. Walenty Turobojski, któremu przypisuje się rozpromowanie kultu św. Mikołaja i nadanie kościołowi patronatu biskupa z Miry.

Drugim punktem kulminacyjnym było przejście własności kościoła do Skarbu Państwa po powstaniu styczniowym i przeniesienie parafii do większego kościoła poaugustiańskiego św. Agnieszki na Kalinowszczyźnie. Po tym wydarzeniu świątynia prawdopodobnie pełniła zgoła inne funkcje i popadała w ruinę, której kres położyły działania prezydenta Lublina Henryka Wolińskiego wraz z parafianami. Wtedy to kościół został poddany gruntownej renowacji.

– O niezwykle ciekawej historii świątyni coraz więcej mówią nam prowadzone wykopaliska. Już odkryte fundamenty wskazują, że przy jednej ze ścian znajdowało się palenisko wraz z szybem, przez który ciepłe powietrze przemieszczało się w kierunku dachu. Świadczą o tym odkryte tynagary oraz obecność sadzy. W ścianach kościoła odkryto także zamurowane wnęki, sugerujące, że była tu wiata. Kto wie, czy za czasów, kiedy tutejszą parafię przeniesiono na sąsiednie wzgórze do kościoła pod wezwaniem św. Agnieszki, nie było tu swego rodzaju parkingu, miejsca, gdzie zostawiano konie i wozy – opowiada ks. Cezary.

Mieszanka stylów

W strukturze ścian kościoła przenikają się trzy materiały: kamień twardy, cegła palcówka oraz łupek lubelski. Sugeruje to liczne przebudowy i remonty. I rzeczywiście, dzisiejszy budynek wygląda zupełnie inaczej niż dawniej. W miejscu, gdzie niegdyś znajdowało się wejście boczne, dziś jest boczna kaplica Matki Bożej Nieustającej Pomocy przeniesiona z kościoła dominikanów. Z czasem dobudowano kruchtę, wmontowano tablice epitafijne.

– Ciekawostką jest, że jedno z epitafiów jeszcze za życia postawił tu ks. Walenty, ale nigdzie nie możemy w parafii odnaleźć jego aktu zgonu – mówi ks. Cezary.

Kościół pw. św. Mikołaja nie jest jednorodny pod względem architektonicznym. Łączy w sobie przeróżne style. Sklepienie utrzymane jest w stylu późnego renesansu lubelskiego. W roku 1873 zbudowano klasycystyczną fasadę. Nie brakuje także elementów barokowych: sztukaterii i rozet. A to dlatego, że większość obecnych elementów sakralnych i dekoracyjnych pochodzi z innych lubelskich świątyń.

– Właściwie cały nasz kościół składa się z obcych elementów. Po powstaniu styczniowym, kiedy zamykano klasztory, ołtarz św. Mikołaja, czyli ołtarz główny, został tu przewieziony z kościoła Kapucynów na Krakowskim Przedmieściu. Ołtarze boczne – św. Walentego, Matki Bożej oraz św. Trójcy – znajdowały się niegdyś w kościele seminaryjnym pw. Przemienienia Pańskiego. Oryginalne dekoracje uległy zniszczeniu w czasach, kiedy nastąpił upadek parafii. Kościół ubożał. Niektóre podania mówią, że w pewnym momencie świątynię przerobiono na stajnię, a na dachu rosły młode brzózki – tłumaczy ks. Cezary.

Cenne obiekty

– W kościele znajdują się krypty, do których prowadzi dwoje stromych wejść. W niektórych są trumny, inne wypełnia pustka. Ale jest też kilka takich, które zasypały drewno, kamienie i kości. Nie wiemy czyje szczątki spoczęły niemal 4 metry pod podłogą świątyni, nigdy tego nie sprawdzaliśmy – mówi ks. Cezary. – Ale z pewnością odpowiedzi na nasze pytania przyniosą planowane badania. Mamy nadzieję, że w jednej z krypt umieszczony został po śmierci pierwszy proboszcz, Walenty Turobojski, który nadał naszemu kościołowi obecny kształt. Krypty otwieramy dla wszystkich każdej wiosny. O ile pozwalają na to warunki atmosferyczne – dodaje.

We wnętrzu świątyni, oprócz pięknych, subtelnych pilastrów, nasz wzrok z pewnością przyciągną złocona ambona z kręconymi schodkami, znajdująca się przed ołtarzem głównym i chrzcielnica – obydwie wykonane na specjalne zamówienie w zlokalizowanej przy ul. Lubartowskiej Fabryce Wag Wilhelma Hessa z początków XX wieku. Barokowe złote ramy z motywami florystycznymi okalają podobizny świętych: św. Mikołaja, Jezusa Miłosiernego, św. Maksymiliana Kolbego, św. Józefa z Dzieciątkiem oraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy sprowadzony w roku 1901 z Rzymu. Zapewne ogromne wrażenie zrobią na wiernych i zwiedzających nowe organy, które niebawem przyjadą do Lublina z Anglii.

– Zakupiliśmy je z zamkniętego kościoła. Nie są nowe, ale w bardzo dobrym stanie. Koszt naprawy poprzedniego instrumentu znacznie przewyższał koszt dokonanego zakupu – kwituje ksiądz.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o