Jeszcze trzydzieści lat temu posiadaczy telefonów komórkowych w Polsce można było zliczyć na palcach. Pokaźnych rozmiarów aparaty nie znajdowały zaufania pokolenia, które ledwo otrząsnęło się z naleciałości poprzedniego systemu. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. A liczba osób uzależnionych od smartfonów wzrasta w zastraszającym tempie. W grupie największego ryzyka są dzieci, dla których już brakuje miejsc na odwykach.

Zaniżamy wiek

Dzisiaj niemal rodzimy się z telefonami. I to nie byle jakimi. Droga, jaką przeszły komórki od kształtu cegły do ultracienkich i supernowoczesnych cacek to niespełna trzy dekady. W porównaniu do innych wynalazków, które zmieniały życie ludzi na przestrzeni stuleci to jak mgnienie oka. Czy naszym przodkom przeszło przez myśl, że w przyszłości będziemy w stanie sterować roletami i piekarnikiem za pomocą niewielkiej komórki? Z pewnością w odważnych wizjach, które znalazły swoje miejsce na kartach wielkich powieści sci-fi albo srebrnym ekranie, tak. Choć nawet tam nie przypisywano telefonom roli, jaką pełnią kilka wieków później.

W najnowszych komórkach zgrabnie upchnięto cała masę udogodnień, których niekiedy nie sposób zliczyć i wymienić. Mimo, że nigdy nie skorzystamy z większości z nich, dostajemy pełne wyposażenie w pakiecie. Tak na wszelki wypadek. Pół biedy, kiedy telefon trafia w ręce osoby dorosłej. Gorzej, jeśli po wypasiony sprzęt z najwyższej półki sięga dziecko, które nie końca zdaje sobie sprawę z tego, co właśnie dzierży w dłoni. Prawda jest jednak taka, że to opiekunowie – rodzice, ciocie, wujkowie i dziadkowie – często bez namysłu, dają dzieciakom komórki. Zdarza się, że podtykają je pod nos nawet kilkumiesięcznym niemowlętom, które zamiast słuchać głosu matki, wpatrują się w kolorowe i migające obrazki na wyświetlaczu smartfonu. Tłumaczą się przy tym, że teraz telefon dla dziecka to normalna sprawa. Tak niewinnie rozpoczyna się droga uzależnienia od telefonu, które w ostatnim czasie zbiera obfite żniwo.

Złowroga cisza

Paulina Mistal to lubelska logopedka. Z powołania. Zaraz po studiach rozpoczęła pracę w zawodzie i doktorat. By, jak mówi, poszerzyć swoją wiedzę i umiejętności w pracy z dziećmi. W planach ma otwarcie własnej poradni, bo nie wyobraża sobie kariery w innej branży. Mistal prowadzi też bloga Klinka Logopedyczna i jest autorką głośnej w Internecie akcji „Daj mi szansę na rozwój – zabierz mi smartfona”, która uświadamia o zagrożeniach płynących z korzystania z telefonów przez dzieci. Opiekunowie w placówkach oświatowych drukują przygotowane przez nią materiały i rozdają rodzicom w formie informatorów i ulotek. Plakaty jej projektu napotkamy w wielu lubelskich gabinetach logopedycznych, poradniach, w żłobkach, przedszkolach i szkołach.

Paulina Mistal prowadzi bloga Klinka Logopedyczna i jest autorką głośnej w Internecie akcji „Daj mi szansę na rozwój – zabierz mi smartfona”

– Tak naprawdę bardzo często dostaję wiadomości od rodziców. Niektórzy chcą zgłębić swoją wiedzę, a inni pytają o zgodę na rozpowszechnianie napisanych przeze mnie treści. Nie brakuje też takich, których postawa martwi mnie. Mówią: „Proszę zobaczyć, moje dziecko lepiej radzi sobie z obsługą telefonu niż ja!”. Myślę, że niekoniecznie powinien to być powód do dumy. Reakcja tego typu pokazuje raczej, że rodzice są nieświadomi, z jakimi konsekwencjami może wiązać się zbytnie przywiązanie dziecka do smartfonu – ubolewa pani Paulina.

Z uzależnieniami od smartfonów styka się w swojej pracy niemal codziennie. Nierzadko ma problem z prowadzeniem terapii, ponieważ pacjent, któremu chwilę wcześniej zabrano smartfona, nie potrafi skupić się na ćwiczeniach terapeutycznych, a jego wejście do gabinetu poprzedzone jest histerią.

– Zdarza się, że moi pacjenci też wpadają w szał, kiedy rodzic zabierze im telefon, bo nadszedł czas wizyty. Nie mogę wówczas rozpocząć terapii. Dziecko jest sfrustrowane, krzyczy, staje się agresywne i nie potrafi opanować swojej złości. Moja terapia nie przyniesie efektu, mimo, że oczekują tego rodzice. To oni przez cały czas, często nieświadomie, blokują dziecku dostęp do mowy poprzez dawanie takich urządzeń – mówi.

Smoczek XXI wieku

Obrazek dziecka bawiącego się telefonem budzi mieszane uczucia. Niektórzy nie widzą nic złego w tym, że niemowlak ogląda bajki podczas spaceru, jedzenia czy zasypiania. Innych takie zachowanie bulwersuje. Obwiniają rodziców, nazywając ich nieodpowiedzialnymi i nieświadomymi potrzeb dziecka. Wśród specjalistów smartfony nazywa się smoczkami XXI wieku, które skutecznie wyciszają, dając rodzicom chwilę wytchnienia. Ale jest też druga strona medalu.

– Myślę, że każdy z nas miał okazję zaobserwować jak dziecko, które jeszcze nie potrafi chodzić, nie potrafi mówić zdążyło już nabyć umiejętności w zakresie obsługi telefonu. Przykre jest to, że zbyt często jestem świadkiem sytuacji, kiedy telefon jest obecny nie tylko podczas zabawy, ale też podczas jedzenia: karmimy je, a równocześnie trzymamy telefon na wysokości jego wzroku – mówi Mistal. – Posiłek powinien być chwilą celebracji. Zamiast jednak korzystać z tego, że jesteśmy razem i umacniać naszą więź, bombardujemy dziecko obrazami. Ostatnio spotkałam się nawet z sytuacją gdy dziecko oglądało bajkę siedząc na nocniku. Chyba powoli się w tym zatracamy.

Niebezpieczne uzależnienie

Uzależnienie od smartfonu jest końcowym etapem długotrwałego procesu. Nie dzieje się to w przeciągu tygodnia, choć dziecięcy umysł chłonie wszystko, co zobaczy i usłyszy niczym gąbka i nie potrzeba roku, by przekonać się o zdradzieckich skutkach włączania bajek na smartfonie. Oprócz, wydawać by się mogło, oczywistych objawów, takich jak osłabienie wzroku, pamięci czy mięśni (a to wyłącznie kilka przykładów), na największą szkodę narażony jest mózg. U niemowlaków i nieco starszych dzieci przekłada się to na problemy z mową, koncentracją, procesami poznawczymi, od których nasza pociecha jest skutecznie odrywana.

– Rodzice błędnie zakładają, że dziecko dzięki oglądanym na smartfonach bajkom, nauczy się nowych słów. Nic bardziej mylnego. Podczas używania wszelkiego typu urządzeń grających, nasze dziecko ogląda śmigające dynamicznie obrazy i wsłuchuje się w całą gamę dźwięków, za które odpowiada prawa półkula mózgu. W ten sposób zwalniamy z działania półkulę lewą odpowiedzialną za mowę – wyjaśnia logopeda. – Dziecko najlepiej uczy się języka, kiedy stosujemy tzw. kąpiel słowną, tzn. mówimy do niego, opowiadamy o tym, co widzimy, co nas otacza, nie poprzez włączenie bajek w komórce.

Jej zdaniem, już około 3 roku życia można wprowadzać bajki. – Ale ograniczmy się do 10-15 minut i wybierajmy te, które nie są zbyt dynamiczne. Fajnie byłoby też później z dzieckiem o tym co widziało porozmawiać – proponuje.

Walka z konsekwencjami

Uzależnienie od smartfonu prowadzi do wielu zaburzeń. Neurologicznych, psychicznych, a także problemów z rozwojem mowy. Z czasem dochodzi do izolacji. Pustkę po brzegi wypełnią obrazy z internetu.

– Dziecko blokuje się, zamyka na otoczenie. Pojawiają się problemy z relacjami społecznymi, z radzeniem sobie z emocjami, ze stabilnością emocjonalną, z kontaktami rówieśniczymi. Obserwuje się również kłopoty ze snem, trudności w zakresie rozumienia, nadmierne komunikowanie się krzykiem i płaczem, a także brak zabawy tematycznej, niską koncentrację uwagi i brak zainteresowania książeczkami czy układankami. A za tym idą trudności szkolne – wylicza Mistal.

Wyprowadzenie z uzależnienia to długa i wyboista droga. Schemat zawsze jest ten sam: dziecko buntuje się, wszczyna rebelię na miarę międzynarodowego konfliktu. Młodsze nieustannie płacze i domaga się bajek.

– Bardzo często, kiedy przychodzą do mnie dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu albo opóźnionym rozwojem mowy, radzę rodzicom, by zrezygnowali ze wszelkiego typu urządzeń elektronicznych, nawet zabawek grających. Kiedy faktycznie uda się przekonać do tego rodziców, pierwsze efekty pojawiają się niezwykle szybko. Gorzej rysuje się sprawa ze starszymi dzieciakami, które w procesie odwyku potrafią wywrócić nasze życie do góry nogami – mówi Paulina Mistal.

U starszych na marudzeniu się nie skończy. Szantaż emocjonalny, próby ucieczek z domu, a nawet próby odebrania sobie życia stały się codziennością wielu polskich domów. Przekleństwa, których nigdy nie używało się w domu, agresja i przemoc nasilają się z dnia na dzień.

– Odwyk wymaga nie lada odwagi i siły. Zaangażowana w proces leczenia powinna być cała rodzina. Bez rygorystycznego przestrzegania zasad się nie obejdzie. Wystarczy jedno ugięcie się pod presją i boleśnie powraca się do punktu wyjścia. Dlatego tak ważne jest, by dostęp do telefonu był dla dzieci ograniczony. Zamiast najnowszego smartfonu, może warto kupić mu w prezencie książkę? – zachęca specjalistka.

9
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
2 Thread replies
6 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
GochalskaEweMonika KwiatKonradMartyna M. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Joanna
Gość
Joanna

Świetny tekst!
Problem jest coraz większy, a rodzice niestety często tego nie rozumieją 🙁

EwelinaA
Gość
EwelinaA

To prawda, że dziś daje się telefony zbyt małym dzieciom.
Nie jestem radykalna w tych kwestiach ale uważam, że artykuł jak najbardziej obrazuje to co sie dzieje (niestety)…

Martyna M.
Gość
Martyna M.

Ale może tutaj właśnie konieczny jest radykalizm.

Monika Kwiat
Gość
Monika Kwiat

Martyna Może ale trzeba mieć na uwadze, że dziecko musi się też kiedyś tego nauczyć.

Martyna M.
Gość
Martyna M.

Może uzależnie to zbyt wielkie słowo, ale problem napewno jest i to ogromny.
Sama w rodzinie mam osoby, które na spotkaniach szczycą się, że ich niespełna dwulatek choć ledwo mówi potrafi grać na smartfonie i samemu włączać bajki.
Dobrze, że o tym mówicie, ale czasami z takimi rodzicami to jak grochem o ściane…
Akcje Pani Mistal widziałam i popierałam.
Miło, że i wy zrobiliście coś w tym temacie!
Pozdrawiam!

Konrad
Gość
Konrad

Problem jak najbardziej istotny i wymagający nagłośnienia. Szkoda tylko, że nie każdy rozumie problem 🙁 A przecież chodzi o rozwój przyszłych pokoleń.

Ewe
Gość
Ewe

Problem “uzależnienia” od smartfonów nie dotyczy tylko małych dzieci, ale to dla nich są one chyba najbardziej szkodliwe.
Sama zrobiłam lekką awanturę w przedszkolu jak zobazczyłam, że Panie dają dzieciom telefon do zabawy… Ja swojemu dziecku zaczęłam pozwalać raz (max. raz w tygodniu) jak skończył 5 lat i uważam, że to jest jeszcze nawet za wcześnie bo mały bardzo chciał smartfona za każdy razem…
Jak ktoś tego nie rozumie i gada głupoty to naprawdę polecam iść do specjalisty, chociażby do Pani Pauliny, albo poczytać w tym temacie…

Monika Kwiat
Gość
Monika Kwiat

A jeszcze wczoraj mój bratanek zamiast posiedzieć z innymi dziećmi grał na smartfonie. Jak zwróciłam uwagę rodzicom to oburzenie i tekst, że przecież takie czasy i on musi umieć obsługiwać takie sprzęty. A dziś czytam to i przeglądam stronę Pani Pauliny.
Zaraz im podeśle do poczytania 😀 Ciekawe co powiedzą 😛

Gochalska
Gość
Gochalska

Dzisiejsi pedagodzy, psychologowie i logopedzi wciąż uczą się z materiałów przestarzałych względem dzisiejszych czasów, Nie wrócimy już do lat 80. i 70. i wcześniejszych XX wieku, kiedy w domu był może radio, a u szczęśliwców TV z 1-2 kanałami. Jako rodzic ograniczam dziecku do tv, kompa i smartfona, ale co z tego, jeśli z tymi mediami ma do czynienia wśród innych dzieci – choćby na placu zabaw albo kiedy odwiedzamy rodzinę? Nie unikniemy kontaktu dzieci z taka techniką. rozumiem: wydzielanie, ale w pewnym momencie rodzic i tak już nie ma 100% kontroli nad dzieckiem