Prywatnie mama trójki dzieci, żona i miłośniczka dobrego kina. Znana jako Miss Ferreira, autorka popularnego bloga, którego prowadzi z wielką pasją, a ostatnio jako promotorka gotowania z resztek i wyznawczyni filozofii less waste.

Początki bloga

Sara ma trójkę dzieci. Ąfel, Zbynio i Lolekto jej cały świat. Jej mąż, występujący w tekstach jako Pan Ferriera, jest Brazylijczykiem biegle władającym trzema językami – portugalskim, angielskim oraz polskim.

Pomysł na bloga o nazwie Miss Ferreira zrodził się, gdy dzieci były małe, a kobiecie brakowało czasu dla siebie.– Założyłam go, bo byłam zmęczoną życiem mamą. (śmiech) Miałam ogromną potrzebę wyjścia do ludzi, a nie miałam na siebie żadnego pomysłu. Byłam wtedy bardzo młoda. Wiedziałam na pewno, że nie mogę podjąć stałej pracy i zostawić dzieci, więc moja przyjaciółka zasugerowała mi, żebym założyła bloga o modzie – wspomina początki swojej przygody.

To był czas, gdy blogosfera dopiero raczkowała. – Tematyka mody zawsze była mi bliska, więc skorzystałam z jej rady i pewnego dnia postanowiłam założyć bloga – wyjaśnia. Dziś ma tysiące obserwujących na Facebooku i Instagramie, a jej blog Miss Ferreira jest jednym z najbardziej znanych.

Czas na zmianę

Rodzina to jej siła. Często na swoim blogu o niej pisze. Sara przytacza rodzinne dialogi, czasami wynikające z nich nieporozumienia, a innym razem wywołujące uśmiech na twarzy anegdoty. Jej pasją jest również moda. Zdecydowanie różni się jednak od typowych blogerek modowych.

– Nigdy nie uważałam się za ekspertkę od mody. Traktuję ją jako rodzaj zabawy. Przede wszystkim nie eksperymentuję, od jakiegoś czasu mam swój ustalony styl i jest on raczej prosty. Blog też uświadomił mi wiele rzeczy – tłumaczy ze śmiechem. I zdecydowanie dodaje: Nie ma czegoś takiego jak brak stylu. Każdy z nas ubierając się rano wyraża siebie. Każdy z nas ma jakiś styl.

Przyznaje, ze sama również potrzebowała zmian, gdy zauważyła, że nie służą jej niektóre ubrania, czy dotychczasowy makijaż i fryzura.

Fot. Archiwum Sary Ferreira

– Dzisiaj się śmieję, że byłam taką typową, różowawą blondi ze skłonnością do opalenizny – podkreśla. – Obecnie wyznaję zasadę, że chodzę w tym, w czym dobrze się czuję i to też pokazuję na blogu. Na pewno nie ma na nim już takiej kreacji, jaka była na początku. Wtedy wymyślałam te zestawy, głowiłam się nad nimi, chciałam zrobić na kimś wrażenie, a teraz raczej zdjęcie robimy już przy okazji – dodaje.

Przyznaje też, że jej blog, początkowo o modzie, zmienił charakter. – Z czasem stracił to modowe DNA. Dziś to bardziej blog o życiobraniu, czyli o takim czerpaniu z życia garściami – podsumowuje.

Buy or not to buy?

Ferreira choć jest blogerką, przyznaje, że stara się raczej pozbywać ubrań niż kupować nowe. – Swego czasu sporo kupowałam przez internet. Natomiast od ponad roku zakupy bardzo ograniczam. Kupuję tylko to, co jest mi potrzebne i już od mniej więcej roku coraz częściej robię to stacjonarnie. Przeglądam internet i idę je obejrzeć. Ale najchętniej w dalszym ciągu chodzę do lumpeksów – podkreśla.

W Lublinie Sarę możemy spotkać między innymi podczas organizowanych wymian ubrań. To również okazja do tego, by wymienić z nią swoje doświadczenia, jak i złowić którąś z modowych perełek zalegających w szafie blogerki.

– Kiedy zaczynałam prowadzić bloga to nie mówiło się o ekologii, o świadomym kupowaniu – stwierdza. – Światowej sławy blogerki chwaliły się przepastnymi garderobami i to nie był obciach, żeby mieć garderobę wielkości domu, a teraz to już się zmieniło.

Od ponad roku Sara stara się w ogóle nie kupować nowych rzeczy. – Wbrew pozorom mam mało butów. Sportowe, baleriny, jedne czółenka. Myślę, że w sumie mam ich ok. 10 par, i to na wszystkie pory roku. Myślę, że to jest fajne – dodaje z uśmiechem.

Sara nie kryje jednak, że jej ulubioną częścią garderoby są sukienki. – Poświęciłam im parę tekstów na blogu. Można sobie wpisać na blogu „sukienka” i znajdą się nawet ody do sukienki! (śmiech) Jak masz fajną sukienkę to masz tak naprawdę załatwioną stylizację – wyjaśnia.

Fot. Archiwum Miss Ferreira

Sweter królem zimy

Czy zimą można wyglądać modnie, ale jednocześnie być ciepło ubranym? Sara Ferreira jest tego najlepszym przykładem. W jej szafie znajdziemy między innymi swetry, które w chłodne dni, dają duże poczucie swobody.

– Chyba nie do końca zgadzam się z tą tezą, że w zimie nie można wyglądać dobrze. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że jesień i zima to czas, kiedy możemy skomponować ciekawe stylizacje, bo jest to czas swetrów, kiedy możemy poczuć się na luzie – tłumaczy. – Wystarczy mieć w garderobie trzy pary swetrów, dwie pary spodni i to już robi nam robotę. Uważam, że już sam płaszcz jest jedną z fajniejszych części garderoby, bo on potrafi nam zrobić całą stylizację. Zachęcam do takiego zimowego luzu! – mówi z przekonaniem.

Przez żołądek do serca

Ferreira jest też wielką miłośniczką jedzenia. W Szwedzkim Stole w Lublinie prowadzi różnorodne warsztaty, m.in. z gotowania z resztek produktów, jakie zalegają nam w lodówce.

– Jestem fanką gotowania z resztek i uważam, że jeśli nie da się z nich zrobić jakiejś potrawy, to zawsze da się zrobić kotlety. Zachęcam też do robienia sałatek, tart, do odświeżania tych resztek, bo to jest taki sposób na to, by naprawdę nie wyrzucać jedzenia – podkreśla.

Jak sama o sobie mówi, jest „psychofanką” warzyw. – Od dziecka, jak widziałam jakąkolwiek sałatę czy zieleninę, to świrowałam i nic w tej kwestii do dzisiaj się nie zmieniło. Potrafię jeść pęczkami pietruszkę, rukolę. Mogłabym się żywić absolutnie tylko sałatami – śmieje się. – Zachęcam, by do naszych lunch boxów wkładać zdrowe produkty. Jesteśmy zewsząd bombardowani sztuczną, przetworzoną żywością, dlatego przemycajmy do pudełek warzywa i owoce, bo jesteśmy wtedy na nie skazani. Dzięki temu raczej nie wybiegniemy w miasto zjeść czegoś niezdrowego, więc warto się czasami na nie skazać, nawet jeśli nie bardzo je lubimy! – dodaje.

Fot. Archiwum Miss Ferreiry

Relaks

Wolne chwile Sara spędza na oglądaniu filmów z całą rodziną. – Uwielbiam kino, które pełni funkcję pewnego rodzaju katharsis. Lubię na filmie się popłakać i zweryfikować swoje życie. Lubię filmy nostalgiczne i te, w których akcja się ciągnie. Z kolei mój mąż twierdzi, że kino pełni funkcję wyłącznie rekreacyjną i ma go rozweselić po stresach dnia. Nie do końca możemy się dogadać w tej sprawie – mówi ze śmiechem.

Sama gdyby mogła, to by oglądała tylko smutne filmy i thrillery. A możliwości ma wiele, bo kino ma we własnym domu.

– Mój mąż zawsze marzył o tym, żeby mieć takie pomieszczenie w domu, salę kinową, prawie jak w prawdziwym kinie, tylko w mini wydaniu. Kiedy przeprowadziliśmy się do naszego domu, to mieliśmy ogromny, dwustanowiskowy garaż. Któregoś dnia znajomy zapytał się, po co nam dwa garaże. Zwłaszcza, że w garażu nie ma wcale samochodu, a jest dwustanowiskowy bajzel. (śmiech) Zasugerował, by zrobić tu kino – wyjaśnia ideę swojego pomysłu.

Sara zdradziła nam również pomysł na zdrowe przekąski, które sprawdzą się podczas seansów. – Bardzo często zdarza mi się szatkować cienko marchewki, kalarepę i jeść je z jogurtem. Nawet mój mąż się do nich przekonał – śmieje się. – Ale to też nie jest tak, że wprowadzam jakiś rygor. Wyznaję zasadę, że wszystko jest dla ludzi, chociaż wiem, że gdybym jadła codziennie chipsy, które uwielbiam, to wiadomo jakby się to skończyło! Folguję sobie zazwyczaj w weekendy, bo gdybym miała takie poczucie, że w ogóle nie mogę czegoś zjeść to bym oszalała! – podkreśla.

Staroczesność

Ferreira zaprojektowała również wystrój swojego domu. Chociaż niektórym wydawałoby się, że nowoczesność połączona z elementami sprzed kilkudziesięciu lat się gryzie, Sara stworzyła niepowtarzalne wnętrze.

– Mam parę takich perełek, np. fotel ze śmietnika, który przyniosła mi moja przyjaciółka, a zarazem sąsiadka. Był piękny, tylko zaniedbany. Jest też używana ława, której wszyscy nam zazdroszczą. Stała bardzo długo wśród staroci i wydawała się taka niepozorna, a jej właściciel powiedział: pani mi da 30 złotych i zabierze to koromysło! Mamy też stare lampy – opowiada Sara.

Fot. Archiwum Miss Ferreira

Sama wiele mebli, luster znalazła w ciuchlandach. Jej zdaniem, łączenie nowoczesności z przedmiotami z historią jest coraz bardziej popularne.

– Urządzam dom intuicyjnie. Nie oglądam zbyt wielu katalogów. To jest tak samo jak z ubieraniem. Trzeba się w nim dobrze czuć! – kończy Sara Ferreira, autorka bloga Miss Ferriera.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o