Piotr Cugowski: Najważniejsze jest eksperymentowanie w muzyce

0
259
Fot. Michał Pańszczyk/ Materiały artysty

Lublin to moje miasto i kocham je od zawsze – przyznaje wokalista Piotr Cugowski, który na początku października wypuścił na rynek swoją debiutancką, bo pierwszą solową płytę. „40” to nie tylko tytuł albumu, ale też liczba, która symbolizuje obchodzone w tym roku 40. urodziny wokalisty z Lublina.

Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana?

PC: (śmiech) No taaaak! Tak już się utarło. Pomysł nagrania tej płyty rodził mi się w głowie dłuższy czas, ale przez wzgląd na bardzo intensywną pracę z zespołem (Zespół Bracia – przyp. red.) nigdy nie było czasu na to, by to zrealizować. Aż do momentu, w którym nie zdecydowaliśmy z bratem, że powinniśmy chwilę od siebie odpocząć. Obecnie każdy z nas robi coś solowego i myślę, że to jest nam bardzo potrzebne. Pracując ze sobą tyle lat, w bardzo ścisłych relacjach, musi przyjść moment odpoczynku. I tak się dzieje. Płyta jest gotowa i jestem z niej bardzo dumny! Teraz przygotowujemy się do trasy koncertowej, która rozpocznie się w nowym roku.

Jak to jest debiutować w wieku 40 lat?

PC: (śmiech) Myślę, że trochę tak, jak na początku mojej muzycznej drogi, kiedy miał miejsce mój sceniczny debiut. Towarzyszą temu różne emocje. Jest to taka mieszanka ekscytacji, obaw, ale i satysfakcji.

Kto pana wspierał przy produkcji płyty?

PC: Mnóstwo osób. Wszystkie nagrania realizowałem tutaj, w naszym lubelskim studio razem z Tomkiem Bidiukiem, z którym znamy się dwadzieścia kilka lat. Tomek zawsze brał udział, mniejszy lub większy, podczas nagrywania wcześniejszych płyt. W tym przypadku chciałem, żeby Tomek był odpowiedzialny za większość prac, jeśli chodzi o realizację nagrań. A jeśli chodzi o sam mix i mastering, czyli o taki ostateczny szlif i brzmienie tej płyty, to odpowiedzialny jest Jarek Baran, który na co dzień mieszka w Krakowie i zajmuje się trochę inną muzyką. Oczywiście muszę wspomnieć też o moich znakomitych muzykach, których pozyskałem już w trakcie pierwszych prac nad płytą.

Ciężko było ich zgrać?

PC: To było nieco karkołomne zadanie, żeby to wszystko zgrać, ale każdy z nich miał wpływ na ogólny rys i brzmienie tego albumu. Materiał na tej płycie jest taką mieszanką rzeczy z szuflady sprzed wielu lat. Trochę tych rzeczy popisaliśmy razem z Jarkiem Chilkiewiczem. Jarek był związany również z zespołem Bracia przez ostatnie dziesięć lat, ale zawsze nam się pracowało bardzo dobrze kompozycyjnie, więc naturalne było to, że chciałem go mieć przy sobie. Na drugiej gitarze gra Kuba Chmielarski, na gitarze basowej Wojtek Karel, na instrumentach klawiszowych Borys Sawaszkiewicz, a na perkusji Tomek Nawrocki. Jest to ekipa częściowo ze Szczecina, Wrocławia i z Warszawy. Trzeba było ich szukać po całym kraju.

Fot. Agnieszka Kalinowska

Zdarza się jeszcze pisać do szuflady?

PC: Pracując nad tą płytą było o wiele więcej propozycji niż ostatecznie na nią trafiło. Naturalne jest, że zawsze część rzeczy ląduje w tak zwanej szufladzie. Nie może być tak, że na płycie jest połowa ballad, bo to by było bez sensu! (śmiech) Więc jest to naturalne, że pewne pomysły muzyczne będą czekały na swoją kolej w przyszłości. A już w jakiej odsłonie to tego nie wiem, bo na razie się w ogóle nad tym nie zastanawiam!

Na płycie pojawił się również utwór „Oddajcie moją wolność”. Jaką wolność chciałby pan odzyskać?

PC: (śmiech) To jest tekst, który pisaliśmy razem z Tomkiem Organkiem, którego poprosiłem, żeby dopisał mi zwrotkę do tej piosenki. On wtedy pierwszy do mnie oddzwonił i mówi: „Nie wiem, czy masz świadomość, ale to będzie utwór, o który na pewno będą pytać dziennikarze!” (śmiech) On w takim pierwszym znaczeniu kojarzy się bardziej lub mniej z sytuacją polityczną w naszym kraju. Ale absolutnie tak nie jest, bo to jest właśnie manifest, żeby słuchacze nie szufladkowali. Muzyk komponuje i chce się spełniać w tym co robi, to jest właśnie ten manifest. Oddajcie moją wolność, ale mi jako muzykowi.

Co najbardziej pana denerwuje?

PC: (śmiech) Oj to jest trudne pytanie… Nie umiem odpowiedzieć jednoznacznie, bo generalnie uważam się za ogromnego szczęściarza. To, że mogę spełniać swoją pasję w takim wymiarze zawodowym to jest ogromne szczęście. Co mnie denerwuje? Trzeba by było sprecyzować w jakiej sferze. Denerwuje mnie dużo rzeczy tak, jak nas wszystkich. Nieuczciwość mnie denerwuje, brak empatii i stereotypy. Jest mnóstwo takich rzeczy!

Jak jest z wolnością w muzyce?

PC: Obieg internetowy daje nieograniczone możliwości. Niektóre media z różnych powodów mają swoje preferencje, ale ta sfera internetowa daje to poczucie wolności. Stąd czasem nagle ktoś rozbłyśnie jak gwiazda na niebie i okazuje się, że duże media nie zawsze są potrzebne do tego, żeby się pokazać. Ale to jest nic innego, jak trochę szczęścia, które jest od tego uzależnione.

Łatwo jest wyjść z tej strefy komfortu, jaką daje granie w zespole i zacząć dawać ludziom tylko swoją autorską twórczość?

PC: Nigdy nie jest to łatwe, dlatego, że strefa komfortu, im jesteśmy starsi, tym jest bardziej uzależniająca. Puścić się tej poręczy nie jest łatwo, bo nigdy nie wiadomo, co na nas czeka. Myślę sobie, że eksperymentowanie w muzyce jest czymś najważniejszym. Dlatego zdecydowałem się na taki ruch.

Chyba każdy artysta w swojej karierze ma taką myśl, że chciałby zrobić coś na własną rękę?

PC: Tak, to jest zwykła potrzeba. Praca w zespole zawsze wymagała ode mnie kompromisów i to jest naturalne, ale w końcu przychodzi taki moment, że chcemy wyrazić czy to w muzyce, czy to w jakiejś dziedzinie, w której się w ogóle realizujemy zawodowo, chcemy się wyrazić solowo. To cecha każdego człowieka, który lubi eksperymenty i nie umie usiedzieć w miejscu. Tak jest też w moim przypadku! (śmiech)

Solowa płyta była pana muzycznym marzeniem. Czy są jeszcze jakieś inne do tej pory niespełnione?

PC: Oczywiście marzeń jest bez liku. Myślę, że to jest naprawdę taki bardzo ważny krok muzyczny w moim świecie i mimo że jestem tyle lat na scenie, to jest to jednak dla mnie swojego rodzaju debiut. Po Nowym Roku zaczniemy grać koncerty i to będzie dopiero prawdziwym sprawdzianem. Dowiem się, jak ludzie reagują na nas.

Kiedy będziemy mogli usłyszeć pana repertuar w Lublinie?

PC: W nowym roku będę zapraszał na koncerty. Będę o tym informował we wszystkich mediach społecznościowych. Sam na to bardzo czekam i sam wszystko organizuję, ale na razie nic jeszcze konkretnego nie mogę powiedzieć. Potrzebuję jeszcze chwilę czasu.

Ma pan ulubione miejsce do grania w Lublinie?

PC: Lublin, czyli moje miasto kocham od zawsze. Nigdy nie miałem pomysłu, żeby się stąd wyprowadzać. Mieszkam teraz poza Lublinem w takim miejscu, gdzie mogę odpocząć, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby wracać do Lublina, do domu i dobrze się czuć. Mam dobry punkt obserwacyjny na to, co się tu dzieje. Tych miejsc, w których się gra jest wiele. Między innymi jest to Centrum Spotkania Kultur i jest to na pewno bardzo ciekawa scena. Mam nadzieję, że uda mi się podczas tej trasy wystąpić między innymi w CSK ze swoim koncertem.

Gdyby miał pan spojrzeć na cały swój dorobek muzyczny, który występ zapamięta pan do końca życia?

PC: To bardzo trudne i nie odpowiem na to pytanie. Każdy koncert się różni od siebie, mimo że ma podobne elementy. W Lublinie zawsze trudniej grać, bo chyba najtrudniej gra się u siebie w domu. Takich koncertów jest bardzo wiele, które miło wspominam. Bardzo miło wspominam spotkanie na scenie z Jonem Lordem, moim absolutnym mistrzem. To takie moje guru muzyczne. I to był czysty przypadek, bo zostałem zaproszony do wzięcia udziału w koncercie, w którym śpiewała Kasia Łaska, ówczesna wokalistka Jona Lorda. Zapytałem się jej, czy w takim koncercie nie zechciałby wziąć udziału właśnie Jon Lord i ona go zapytała o to. Po piętnastu minutach oddzwoniła i powiedziała, że Jon przyjedzie z największą przyjemnością. To było wręcz uderzające, bo pamiętam jeden koncert, na którym Jon grał na organach Hammonda. To był 1992 lub 1993 rok i jechaliśmy na niego jako małolaty z bratem. Jon Lord miał tam swój mini recital. To wywarło na mnie ogromne wrażenie i nie minęło dwadzieścia lat, a miałem możliwość spotkać się z nim na wspólnej scenie i to było dla mnie bardzo motywujące!

Czego możemy panu życzyć z okazji 40-tych urodzin?

PC: Zdrowia! I mocnej wątroby! (śmiech)

Fot. Agnieszka Kalinowska

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o