Piotr Selim to jeden z muzyków Lubelskiej Federacji Bardów. Jest na stałe związany z Lublinem, gra tu liczne koncerty solowe i z całą Federacją. Z artystą rozmawialiśmy o piosence literackiej, wolności i obchodach 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

Brał pan udział w cyklu koncertów wolnościowych, które organizowane były w różnych dzielnicach. Czym dla pana jest wolność?

– Wolnością jest to, że możemy się w takich pięknych okolicznościach spotkać, porozmawiać, zamówić sobie pyszną kawę. Bez najmniejszego problemu pójść do sklepu i kupić sobie to, co się chce, jeśli ma się odpowiednie środki. To, że mogę śpiewać to, co chcę i mogę komponować to, co chcę. To, że mogę spotykać takich czy innych ludzi i wyrażać opinię w taki, czy inny sposób. Oczywiście te opinie mogą być odbierane tak, czy inaczej przez różne osoby, ale mogę to robić.

Czy można obecnie stworzyć jednoznaczną definicję wolności?

– Powinno się dać stworzyć taką definicję. Nikt nad nami nie stoi z karabinem i nikt nam nie każe robić tego, czy innego. Pamiętam, jak wiele lat temu, jechałem jako młody chłopiec do Szwajcarii. O drugiej w nocy nas wszystkich wygoniono na mróz, były psy, wojsko, karabiny i się nikt nie patrzył, że to są małe dzieci, tylko sprawdzali, czy czegoś nie przemycamy, czy czegoś nie wywozimy. Teraz jeśli chce pani pojechać gdzieś na wakacje to wsiada pani w samochód i jedzie. Jeżeli ma pani ochotę polecieć samolotem to ma pani taką możliwość. A kiedyś takich możliwości nie było i zawdzięczamy to ludziom, którzy nam to wywalczyli. Ale są kraje, gdzie tej wolności nie ma. Gdzie ludzie nie mogą ani nigdzie wyjechać, ani z nikim szczerze porozmawiać, bo to grozi wielkimi represjami. Taka jest prawda.

Piosenka literacka stwarza poczucie wolności? Kiedyś niektóre utwory były zakazane.

– Piosenka literacka powinna dotyczyć tego, co nas otacza. I na tym polega rola poety, rola barda, który powinien mówić o tym, co się dzieje dziś. O sprawach społecznych, politycznych, ale także i międzyludzkich, które też są bardzo ważne. I tak jest w naszym przypadku.

Kiedy zaczęło się u pana muzykowanie, a kiedy pisanie piosenek?

– Zacząłem pisać piosenkę, kiedy Hania Lewandowska, z którą współpracuję już ponad 25 lat, podeszła do mnie kiedyś, parę lat temu i dała mi swój pierwszy tekst. Powiedziała, że teraz będę z nią pisał piosenki. To był taki impuls, moment i ja do końca nie wierzyłem, że coś takiego potrafię zrobić. Jako muzyk klasyczny, wykształcony, grający na co dzień Chopina, Beethovena, jakieś tam inne utwory klasyczne. Czyli nie twórca. A tutaj musiałem coś dać od siebie i coś stworzyć. To nie było takie proste, ale jakoś się udało, chociaż tę piosenkę trzymałem w szufladzie ze dwa albo trzy miesiące, zanim ją Hani pokazałem.

Jaki jest Pana muzyczny autorytet?

– Jestem wychowany na klasykach. Uwielbiam Bacha. Jestem pełen podziwu dla tego człowieka! I każdemu studentowi, każdemu uczniowi polecam przeanalizowanie jego dzieł, bo to był geniusz! On miał komputer w głowie, wszystko widział, wszystko słyszał. Tworzył dzieła po prostu niesamowite! Uwielbiam też Brahms’a. Jego utwory są takie majestatyczne. No i oczywiście Fryderyk Chopin. Bo jego melodyka, harmonia, podejście do innej barwy fortepianu to jest coś niedoścignionego. Coś fantastycznego!

Jakiś czas temu wystąpił pan z recitalem „Specjalista od wzruszeń”. Czuje się pan takim specjalistą?

– To do mnie przylgnęło ze względu na tę piosenkę, którą śpiewam, a którą Hania napisała wiele, wiele lat temu. I tak jestem postrzegany. Staramy się pisać takie piosenki, które docierają do duszy człowieka, które nie są banalne i pozostawiają jakiś ślad. Stąd pewnie tak jestem odbierany. Wiele osób po koncercie przychodzi i mówi, że ta piosenka go wzruszyła, albo inna dała mu do myślenia. Takie są teksty Hani, które dotyczą każdego człowieka i które mówią o rzeczach ważnych. Jeżeli ktoś za sto lat odtworzy jakąś piosenkę, to ona będzie aktualna. Wydaje mi się, że to jest niesamowita rzecz w tekstach Hani i wielu innych. (śmiech)

Jak to jest mieszkać w Lublinie w którym 100 lat temu rodziła się niepodległość?

– Miasto Lublin, jak pani widzi, jest piękne! Jestem pełen podziwu dla rozwoju naszego miasta. I wszędzie gdziekolwiek wyjeżdżam, czy wyjeżdżamy, to zawsze zapraszamy do Lublina, bo jest do czego zapraszać. Tu się dzieje tak dużo, że ludzie nam zazdroszczą tego. Pamiętam jak kiedyś się spotkałem z koleżanką z Krakowa i jak zacząłem jej opowiadać, co się za chwilę będzie działo w naszym mieście, to otworzyła szeroko oczy i powiedziała, że u nich tyle rzeczy się nie dzieje. Ludzie zazdroszczą nam miasta, które żyje kulturą i tę kulturę daje mieszkańcom, którzy coraz liczniej przychodzą na różne wydarzenia. Mało tego! Nawet przyjeżdżają z całej Polski, z całego świata, żeby tu być na tych naszych naprawdę fantastycznych imprezach i spotkaniach.

Jak pan włącza się w te obchody?

– Zagrałem już wiele koncertów związanych z obchodami stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Z Federacją Bardów graliśmy cykl koncertów „Drogi Wolności” w dzielnicach. To też była fajna przygoda, bo to były piosenki rockowe. Dla mnie to była wielka frajda zaśpiewać piosenkę „Przeżyj to sam” Lombardu czy „Chcemy być sobą” Perfectu. To była po prostu fajna przygoda! Miałem też przyjemność zagrać kilka swoich koncertów, np. na Sławinie, gdzie występowały lubelskie chóry razem z kwartetem smyczkowym Lejdis Quartet. Gościem był jeszcze Jacek Król, który recytował teksty. To było wyjątkowe spotkanie z mieszkańcami. Również dla mnie i innych wykonawców.

Czego mógłby pan życzyć Lublinowi z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę?

– Żeby się rozwijał! Żeby wierzył w swoje możliwości i żeby dawał możliwość rozwijania się mieszkańcom Lublina. Są takie miasta, są takie miejsca na Ziemi, gdzie miasto, które organizuje koncert zaprasza przede wszystkim swoich wykonawców. U nas jest bardzo często i do tej pory bywało tak, że jeżeli był jakiś koncert, to wyłącznie zapraszał jakieś gwiazdy i wykonawców spoza Lublina. Z Warszawy, z Katowic. Ale na przykład tutaj muszę powiedzieć o pani Karolinie Rozwód, dyrektor Teatru Starego w Lublinie, która zawsze jeżeli robi jakąś produkcję zaprasza jakąś gwiazdę z Warszawy, ale daje możliwość właśnie pokazania się komuś, kto jest z Lublina, czy kompozytorowi, czy autorowi tekstu, czy aktorowi. Czy jakiemuś muzykowi. I tu bym właśnie apelował do wszystkich, żebyśmy wierzyli w swoje możliwości, bo mamy wielkie możliwości, jeżeli chodzi o stronę kulturalną. O stronę muzyczną, artystyczną, literacką, że my jesteśmy w stanie własnym sumptem zrobić potężny, przepiękny każdy projekt i muzyczny, i teatralny. Mając takich znakomitych artystów, twórców właśnie tutaj mieszkających i działających na terenie Lublina.

Fot. Beata Korycka

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o