Tomasz Joseph Bracichowicz, Paweł Lesiak, Michał Stachurski, Paweł Poros oraz wokalista Michał Ostrowski, który pochodzi z Lublina. To właśnie oni tworzą zespół Mafia, który na polskiej scenie rockowej jest obecny już ponad 25 lat. Obecnie pracują nad nową płytą, która dostępna będzie w przyszłym roku. Muzycy opowiedzieli o singlu promującym album i wyjaśnili jak zmieniał się zespół przez lata.

Dominika Polonis: Jak zmieniła się Mafia przez 27 lat?

Paweł Lesiak: Obchodzimy nieustannie 25-lecie! (śmiech) Zespół zmieniał się przede wszystkim jeśli chodzi o muzykę, ale również o skład. Jak pojawiali się nowi ludzie, to i zmieniała się muzyka. Powstawała wtedy jakaś nowa myśl i nowe wrażliwości, jednak wiele elementów stałych się nie zmieniło. Jesteśmy zespołem grającym zawsze muzykę na żywo i jest to muzyka, którą ogólnie można nazwać rockiem i pop rockiem. To jest ten stały element, który jest przez te 25 lat niezmienny.

Z czego wynikał fakt, że przez Mafię przewinęło się aż tylu muzyków?

Tomasz Joseph Bracichowicz: Życie tego typu zespołu jak nasz, trwające tak długo, niesie za sobą przeróżne wydarzenia i koleje losu, jakie w normalnym życiu każdego człowieka mają miejsce. To jest naturalne, że jedni się pojawiają, inni odchodzą i są też tacy, którzy są bardzo długo. Tak jak na przykład w Budce Suflera, waszym lubelskim zespole, rotacja artystów również była dosyć duża. Nawet większa niż w naszym przypadku. Jednak pewna myśl i ciągłość ma miejsce.

Co spodobało Wam się w głosie Michała?

Paweł Poros: Mi osobiście spodobała się taka melodyjność, ale też ten głos jest taki mocnym, rockowym głosem, który wydaje mi się, że do nas pasuje.

Michał Stachurski: Jeszcze trzeba zaznaczyć, że w pewnych rejestrach jest taka charakterystyczna chrypka.

Zostałeś wybrany jako jedyny spośród około 130 kandydatów, którzy chcieli śpiewać w Mafii. Byłeś zaskoczony?

Michał Ostrowski: No byłem, oczywiście! (śmiech) Nie wiedziałem, że aż tylu kandydatów było. W ogóle to też był trochę przypadek, że zacząłem współpracować z chłopakami. Koleżanka z Lublina zauważyła gdzieś na portalu, że chłopaki poszukują nowego wokalisty i tak naprawdę ona mnie popchnęła do tego, żeby spróbować. No i udało się! Nie mam już 19 lat, żeby podskakiwać z euforii, że za chwilę będę sławny….

TJB: Już jesteś! (śmiech)

MO: …I się coś świetnego wydarzy. Ale mam nadzieję, że woda sodowa nigdy mi nie będzie grozić. (śmiech) Człowiek już trochę przeżył, a muzyką zajmuję się od siódmego roku życia, więc znam tę dziedzinę. Bardzo się cieszę, że tak się zdarzyło. Teraz jest praca, praca, praca i mam nadzieję, że pierwsze efekty będą niebawem. Już pierwszy efekt jest, w postaci teledysku i naszej nowej piosenki Ona Tak Ma, a niebawem w 2020 roku będzie nowa płyta.

MS: Jeszcze trzeba zaznaczyć, że oprócz tego, że jest sam głos i muzykalność, to nawet bardziej istotne jest to, jakim Michał jest człowiekiem. To wychodzi przy współpracy, przy współżyciu na co dzień, kiedy spotykamy się podczas dopracowania materiału koncertowego, opracowania nowych piosenek, które wprowadzamy do repertuaru. Michał poza tym, że jest wokalistą, jest również skrzypkiem, a to jest wartość dodana do naszej muzyki. Skrzypce to nowy instrument, który dotychczas w zespole nie występował w ogóle.

Łatwo było nadrobić materiał grany przez kolegów przez te kilkadziesiąt lat?

MO: Wiadomo, że to nie było łatwe. Dostałem plik osiemnastu utworów. Na początku się strasznie stresowałem, bo wszystko trzeba było na nowo robić. Oczywiście te piosenki pamiętałem z lat młodości, bo to były takie hity, jak Imię Deszczu czy Za Ścianą, więc każdy te piosenki słyszał. Po prostu potrzebowałem trochę czasu, żeby sobie je przyswoić. Podjąłem wyzwanie i teraz tutaj jestem i działamy dalej! (śmiech)

Był strach na pierwszych koncertach?

MO: Nie, nie do końca. Chłopaki przyjęli mnie bardzo serdecznie. Nie było żadnych wytycznych, że muszę zaśpiewać to dokładnie tak, jak Piasek. Są na tyle elastyczni i mają taką świadomość muzyczną, że wiedzą, że to jest zupełnie jakby inny instrument muzyczny, jeśli chodzi o moje śpiewanie, i że na bazie tego trzeba stworzyć coś nowego.

MS: Ja bym powiedział, że nawet odwrotnie. Nie chcemy, żebyś śpiewał coś tak, jak któryś z poprzednich wokalistów, tylko spotykamy się na próbie i wypracowujemy nowe brzmienie razem. Atmosfera jest super i nie mogę się doczekać koncertów!

PL: To co było kiedyś, było kiedyś.

TJB: Myślę, że widać to już na ostatnim teledysku, że odnaleźliśmy się w tym i nie kopiowaliśmy czegoś, czy nie szliśmy w pogoń za wzorcami, które są modne w danym momencie. Tego po pierwsze, nie musimy robić ze względu na to, że mamy już jakiś dorobek i nie możemy nawet pozwolić sobie na te zbyt daleko idące wycieczki artystyczne, ponieważ przestalibyśmy wtedy być zespołem Mafia. A Ona Tak Ma, że jest konsekwentna. (śmiech)

Jak wspominasz lata w Teatrze Muzycznym w Lublinie?

MO: Wspaniale! To była moja pierwsza praca. Pamiętam, że jak tam zaczynałem to jeszcze nawet nie skończyłem studiów. Dało mi to bardzo dużo do myślenia. Sama praca w orkiestrze pozwala już się rozwijać muzykowi. Jak się siedzi w orkiestrze wśród czterdziestu muzyków to wszystko już inaczej funkcjonuje i pomaga później w tworzeniu muzyki. Tak więc to był bardzo fajny czas i chyba najlepszy okres Teatru Muzycznego w Lublinie, jaki w historii tego miasta był.

Ile utworów się pojawi na płycie?

TJB: Standardowo 12, tak myślę. Płyty, gdzie było po 20 utworów czy albumy dwupłytowe, to już jest kwestia lamusa obrośniętego pajęczyną. (śmiech)

MO: Dodam też, a chłopaki się ze mną zgodzą, że nie ilość, a jakość się liczy. Nawet, jak będzie osiem czy siedem to będzie okej. Bardzo bym sobie tego życzył, żeby każda piosenka była ciekawa. Żeby nie było piosenek, których mogłoby nie być.

PP: Które są zapchaj dziurą po prostu! (śmiech)

MO: Tak! Bo takich piosenek jest na rynku dużo. Po prostu.

TJB: Po prostu szkoda czasu, żeby je robić. Jeśli podejmiemy decyzję, że mamy siedem genialnych piosenek i wszyscy się zgodzimy, że jest fajnie, to na płycie będzie siedem. I tyle. Wiadomo, że płyta nie może być kadłubkiem i nie może trwać piętnaście minut, bo ktoś kto wydaje pieniądze na album, to oczekuje jednak jakiejś treści. Inaczej byłoby to oszustwo, gdybyśmy wydali płytę składającą się z pięciu piosenek. Można by ją wtedy nazwać maxi singlem i sprzedawać po pięć złotych. (śmiech)

Cała płyta będzie utrzymana w takiej konwencji jak pierwszy utwór?

TJB: To się okaże. Widzimy to po pierwszym utworze i po tym, jak się zabieramy razem do pracy z Michałem, że na pewno nie będziemy gonić ślepo za trendami. Nie będziemy też schlebiać najprostszym gustom. To jest pewne. I myślę, że to potwierdzą również koledzy, że pójdziemy na pewno za tradycją w naszym zespole i będzie to również radiowa płyta, bo w jakiś sposób musimy tę naszą muzykę prezentować i dotrzeć do słuchacza. Radio, teledyski czy internet, to są sposoby promowania tej muzyki, ale ona musi być na tyle komunikatywna artystycznie i tekstowo, żeby jej słuchać, znaleźć coś dla siebie i żeby to było zrozumiałe. Nie będzie żadnych dziwolągów i dziwactw tylko dla muzyków. To na 100 procent!

Ona tak ma” bez wątpienia został świetnie przyjęty w sieci. Wy sami jesteście zadowoleni z tego utworu?

MO: No tak! Gdy po raz pierwszy go usłyszałem, to podszedłem do niego trochę sceptycznie. Ale potem, już na spokojnie za drugim albo trzecim przesłuchaniem pomyślałem, że ta piosenka ma świetny refren. Wpada w ucho po dwóch przesłuchaniach i tekst jest też całkiem przyjemny. Wydaje mi się, że ona absolutnie mieści się w naszych ramach…

TJB: W naszym kanonie piękna! (śmiech)

MO: Tak, kanonie piękna! (śmiech) W naszej stylistyce, to może bardziej. Czekamy teraz tylko na odzew ludzi i słuchaczy.

Ten utwór był pierwszy czy został wybrany z kilku?

TJB: Mieliśmy kilka propozycji. Ten jednak był na tyle gotowy w pierwszej kolejności, że doszliśmy do wniosku, że zespół Mafia zawsze najbardziej był znany z utworów balladowych i z pewnej wrażliwości. W naszej historii były przeboje jak Imię Deszczu czy Noc za ścianą i stwierdziliśmy, że czemu nie? Właśnie po latach pokazać się z podobnej strony, ale oczywiście na miarę 2019 roku, czy 2020, żeby nie kopiować dokładnie tego, co było dwadzieścia lat temu. Natomiast jeśli obejrzymy teledysk to są pewne analogie i pewna historyjka opowiadana w sposób filmowy i pokazana w taki sposób przez świetnego reżysera teledysku Michała Paskala Pawliszewskiego. Kontynuujemy drogę artystyczną i ja się pod tym podpisuję, bo to jest fantastyczne, że zgodziliśmy się tutaj wspólnie na taką wizję tej piosenki.

Zakończenie mamy sobie dopowiedzieć sami?

MO: Myślę, że też właśnie o to chodziło.

TJB: O to, żeby każdy znalazł coś dla siebie w tej piosence i mógł się utożsamić z tekstem.

MS: I że życie nie polega tylko na tym, co dobre. Różne losy spotykają ludzi, problemy dnia codziennego, czy problemy, które są rozciągnięte w czasie.

TBJ: A miłość niejedno ma imię. Czasem ta wielka miłość może być na tyle trudna, że może się źle skończyć, albo może nie mieć szans, by przetrwać. Czasami jest tyle cech przeciwstawnych w ludziach, że nie mogą być razem i to się nie może udać. Mimo tego, że wszystko przemawiało za tym, że to są właśnie ci ludzie dla siebie pisani.

Fot. Materiały zespołu

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o