5 lubelskich legend, które musisz znać

0
1296

Chyba każdy z nas lubi opowieści z dawnych czasów. Legendy w fascynujący sposób mówią o tradycji i przeszłości naszego miasta. Prezentujemy pięć legend, od których warto zacząć poznawanie historii Lublina.

1. Czarcia łapa

Trybunał Koronny w Lublinie

Podanie o Sądzie Diabelskim dotyczy dziejów lubelskiego Trybunału Koronnego. W roku 1637 w Trybunale toczył się proces ubogiej wdowy z bogatym magnatem. Sędzia rozpatrujący tę sprawę wydał wyrok korzystny dla magnata, niesprawiedliwie krzywdzący wdowę. Rozżalona kobieta zawołała z wielkim uniesieniem, że gdyby ją diabli sądzili, a nie ludzie, to by wydali sprawiedliwszy wyrok.

Tej samej nocy zebrał się sąd diabelski. Zaczął się proces. Wyrok zapadł na korzyść wdowy, a wtedy Chrystus Trybunalski zapłakał krwawymi łzami nad złością ludzką od szatańskiej gorszą i odwrócił głowę. Przewodniczący sądu diabelskiego położył na stole rękę i wypalił na blacie jej ślad. Po zatwierdzeniu wyroku czarty szybko opuściły Trybunał. Stół z wypalonym śladem diabelskiej ręki można dziś oglądać w Muzeum Lubelskim.

2. Kamień kata

Kamień Kata

Kamień nieszczęścia można zobaczyć na rogu ulicy Jezuickiej. Podobno służył on jako podpora pnia katowskiego do czasu, gdy ścięto na nim głowę niewinnie skazanego. Wtedy topór rozłupał pień i pozostawił wyszczerbiony ślad. Kiedy kamień przeniesiono na plac przy ul. Rybnej, zaczął on przynosić okolicznym mieszkańcom pecha. Kiedyś przechodząca tamtędy kobieta potknęła się i wylała zupę, którą niosła dla męża. Psy, które wylizały danie, padły martwe. Wtedy też zauważono, że każdy, kto kamienia dotknął, chorował lub opuszczało go szczęście. Kamień wiele razy zmieniał swoje miejsce. Ostatecznie przesunięto go na róg ulicy Jezuickiej i Teodora Gruella, gdzie można go oglądać do dziś.

3. Herb Lublina

Herb Lublina

Jedna z legend mówi o tym, w jaki sposób wizerunek koziołka trafił do herbu Lublina. Na przełomie XIII i XIV wieku lubelscy mieszczanie zabiegali o prawa miejskie. Nie mogli jednak dostać się do panującego wówczas księcia Władysława Łokietka. Kiedy nadarzyła się okazja, Łokietek przyjął ich bardzo życzliwie. Wysłuchał ich opowieści o mieście i dowiedział się, jak podczas najazdu Tatarów ocalała koza, która wyżywiła w wąwozie wiele dziatek i przyrzekł posłom przywilej lokacyjny. Pozostało jedynie nadać herb nowemu miastu. Zapadła decyzja, że w herbie powinna znaleźć się koza na pamiątkę tatarskiego najazdu oraz winnica. Herb miał zaprojektować i namalować krakowski herbator Mikołaj. Kiedy lubelscy wysłannicy dotarli do jego domu po odbiór dzieła, dostali zapakowane malowidło. Gdy je ujrzeli, przerazili się, że sprowadzą hańbę na miasto. Zobaczyli bowiem starego długowłosego capa obżerającego się winogronami. Nie mieli racji, mieszczanie tak cieszyli się z nadania praw miejskich, że na herb nie zwrócili w ogóle uwagi.

4. Córka złotnika

Dom Złotnika w Lublinie

Nazywała się Helenka. A może Tereska? Wstawała bardzo późno, bo bardzo późno kładła się spać. Ale gdy tylko otwierała okienko na piętrze kamienicy przy ul. Złotej pod numerem 4, ruch zamierał. Przechodnie przystawali i patrzyli, czy jasna główka pojawi się w oknie lub błyśnie skrawek bielizny. Wszyscy chcieli chociaż na chwilę zobaczyć śliczną córkę złotnika. Ojciec miał na parterze sklep i wyrabiał piękne złote pierścionki, zausznice i zapinki.
Córeczka była oczkiem w głowie ojca. Nie wiedział jednak, że nocami do pięknej panienki przemykają starsi i młodsi panowie. Zaś młoda dama miała tak wielu adoratorów, ponieważ każdemu z nich zapewniała pełną dyskrecję. Wchodzili jedną bramą, a wychodzili drugą, nigdy się nie spotykając. Jedynym świadkiem nocnych schadzek w Domu Złotnika był złoty kogucik na Wieży Trynitarskiej.

5. Sen Leszka Czarnego

Plac po Farze w Lublinie

Jest lato 1282 roku. Litwini i Jadźwingowie panoszą się na Lubelszczyźnie. Leszek Czarny, książę krakowski rusza naszemu miastu na pomoc. Gdy wojska w końcu docierają nad Bystrzycę, wroga już nie ma. Znużony Leszek zasypia pod dębem. We śnie przychodzi do niego święty Michał Archanioł. Podaje mu królewski miecz i rzecze: Leszku, synu Kazimierza, goń za wrogiem.

Leszek i jego wojska gnają natychmiast za najeźdźcą. Z wdzięczności za zwycięstwo Leszek Czarny ścina dąb, pod którym śnił, a jego pień czyni podstawą ołtarza. Ołtarz zaś staje się częścią ufundowanej przez księcia świątyni, która przez sześć wieków służyć będzie mieszczanom Lublina. Dziś już nie ma fary pod wezwaniem św. Michała, ale dokładnie wiemy, gdzie rosło drzewo, w cieniu którego śnił Leszek Czarny.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o