Muzyk Junior Stress (właściwie Marcel Galiński) razem z żoną Dianą Galińską tworzą pikantne sosy, które znaleźć możecie pod nazwą „Lubelskie Słoiki”. Do ich powstania przyczyniła się prawdziwa pasja nie tylko do kuchni z różnych zakątków świata, ale i radość z uprawiania własnego ogrodu.

Dominika Polonis: Życie w mieście, nawet takim jak Lublin, potrafić zmęczyć?

MG: Oczywiście, że tak! (śmiech) Jednak sam Lublin nie jest aż tak męczący, jak stolica, w której mieliśmy też przyjemność przebywać przez całkiem spory czas. Decyzja o wyniesieniu się na wieś została podjęta nie przez zmęczenie wywołane Lublinem, a właśnie Warszawą.

„Lubelskie Słoiki” to Wy w czasie, gdy mieszkaliście w Warszawie?

MG: Tak! (śmiech) Pomysł na nazwę i w ogóle na tę działalność przyszedł już dużo później po wyprowadzce na wieś. Narodził się z naturalnej potrzeby, która wynikła właśnie z tego, że już na tej wsi mieszkaliśmy. Sama nazwa nawiązuje więc do naszej historii, ale jest także ukłonem w stronę „Słoików”, którzy wciąż dumnie zasiedlają wszystkie wielkie aglomeracje w Polsce. Dzięki temu, że egzystowaliśmy jako „słoiki” przyszedł w ogóle pomysł na życie na wsi. Gdyby nie to, pewnie nie wyprowadzilibyśmy się tak prędko z miasta.

Skąd w Was takie zamiłowanie do upraw?

MG: Z potęgi ostrości, z kuchni, z ciekawości. Po prostu z tego, że sami sobie nie wyobrażamy jedzonka bez czegoś ostrego. Uważamy, że kuchnia musi być po prostu przyprawiona. Na co dzień używamy do jedzenia bardzo dużo przypraw i nie tylko tych ostrych. Musi być dużo smaku, a ogień w potrawach był dla nas zawsze bardzo ważny. Z chwilą, gdy zaczęliśmy uprawiać nasz własny ogród, a w nim różne przyprawy i zioła, których sami używaliśmy do jedzenia, stwierdziliśmy, że musimy też uprawiać warzywa, które zapewnią nam ostrość w potrawach. No i tak to się zaczęło! (śmiech) Zdobyliśmy pierwsze ziarna papryki Jalapeño, a ona wyrosła nam bardzo ładnie. Stwierdziliśmy więc, że skoro to jest możliwe to musimy zbadać dokładniej ten świat i wsiąkliśmy na całego! Zaczęło się od Jalapeño na potrzeby własne, a później już poszło! (śmiech)

Co jeszcze uprawiacie poza Jalapeño?

MG: Około 80 odmian ostrej papryki. Tworzymy z niej przetwory, których używamy sami na co dzień, a także sprzedajemy je jako Lubelskie Słoiki, Oprócz tego dla potrzeb własnych uprawiamy wszystko! Od przeróżnych roślin strączkowych, które w diecie wegetariańskiej, którą uskuteczniamy są podstawą, przez dyńki, cukinie… Uprawiamy też pomidory koktajlowe, których uprawa coraz bardziej nas fascynuje. Kto wie, może to też jest jakiś pomysł, żeby rozszerzyć działalność? Uprawiamy wszelkiego rodzaju warzywa i zioła, bo one też są taką odnogą ogrodnictwa, które mnie fascynuje. Co roku staramy się posadzić nowe odmiany dziwnych przypraw, które niekoniecznie muszą u nas dojrzeć, ale eksperymentujemy. Sadzimy kurkumę, imbir, a w tym roku i chyba z całkiem niezłym skutkiem bazylię i oregano.

Jaki jest wasz ulubiony ostry smak?

MG: Myślę, że generalnie to smak chili. Bardzo lubimy smak ostrych papryk, zwłaszcza tych z rodziny Habanero, one mają taką ostrość słodką, owocową, a jednocześnie odrobinę gorzką i słonawą. To właśnie oferują papryki z rodziny „capsicum chinense”, to zdecydowanie te smaki, które nas najbardziej nakręcają! (śmiech)

Wasze zamiłowanie do ostrych przypraw narodziło się w trakcie zagranicznych podróży. Była jakaś szczególna, która się do tego przyczyniła?

MG: Było wiele takich wypraw, które się do tego przyczyniły. Myślę jednak, że moja podróż do Indii była takim przełomem kulinarnym. Zacząłem wtedy inaczej postrzegać przyprawy i kuchnię, zwłaszcza tę z południa Indii. To wpłynęło w znacznym stopniu na moją świadomość kuchenną. Po powrocie zacząłem rozkładać na czynniki pierwsze tamtejszą kuchnię i chciałem dowiedzieć się wszystkiego o każdej przyprawie (śmiech). Złapałem takiego bakcyla. Każda moja kolejna podróż była już ukierunkowana kulinarnie. Gdzie nie podróżujemy to staramy się znaleźć najpierw lokalne jedzenie, a potem zbadać co ostrego dany naród je.

Fot. Lubelskie Słoiki/ Archiwum

Wśród Polaków ostre potrawy stają się bardziej popularne?

MG: Myślę, że tak. Polacy im dalej i częściej podróżują tym częściej chcą jeść ostre rzeczy. Na wyjazdach coraz częściej spotykają się z taką kuchnią, głównie w ciepłych krajach, bo tam jest ona bardziej doprawiona. Jak wracają do domów to są natchnieni i zaczynają poszukiwać ostrości. Na kartach historii Polskiej kuchni można znaleźć wzmianki o ostrej papryce „czuszce”, wygląda na to, że nie byliśmy tej ostrości całkiem pozbawieni. Bez wątpienia jednak obecnie jest to dużo bardziej popularne, a popularność ta stale rośnie.

Wasze sosy są bardzo ostre. Z czym je najlepiej łączyć?

MG: Żeby ostrość uczynić przyjemną w spożywaniu to najlepiej posiłkować się nabiałem bądź olejem, bo to są rzeczy, które momentalnie tę ostrość łagodzą i czynią ją bardziej przyswajalną. Zawsze polecamy przy spożywaniu czegoś bardziej ostrego, mieć pod ręką jakiś jogurt, oliwę z oliwek, czy inny olej tłoczony na zimno. To jest bardzo przyjemne najpierw ostrość pobudzać, a potem szybko i skutecznie złagodzić. Każdy z naszych sosów jest inspirowany innym rodzajem kuchni. W przypadku sosu „Killa Masala” mamy odniesienie do kulinarnej tradycji indyjskiej, ale polecamy go do wielu dań szeroko rozumianej kuchni azjatyckiej, do dań z ryżem. Mamy też „Mole Rozgrzano” inspirowany meksykańską kuchnią, który świetnie pasuje do fasoli i do różnych rodzajów strączków, do pieczeni, do grilla, czuć w nim nuty wędzone i kakaowe. Mamy też sos, który jest po prostu bardzo ostry, bo powstał z wyselekcjonowanych najostrzejszych papryk jakie udało nam się kiedykolwiek wyhodować. On ma za zadanie zaskoczyć odbiorcę i dostarczyć maksymalną ostrość przy minimalnej ilości sosu. Nasz „Żółty S-O-S” natomiast jest inspirowany Karaibami i wydobywa z papryk tę charakterystyczną słodycz, o której mówiliśmy wcześniej.

Jesteś też muzykiem. Czy warto szukać dodatkowych rozwiązań jak np. produkcja sosów?

MG: No oczywiście, że tak! Zawsze trzeba mieć na życie przynajmniej cztery różne awaryjne plany. To wszystko idzie w parze. Przyznam szczerze, że i muzyka i papryka są po prostu pasją. Na pierwszym miejscu stawiam pasję, której się poświęcam i zgłębiam ten temat, bo to mnie napędza do życia i inspiruje. Wszystkie pozostałe rzeczy, jak zarabianie na tym to jest coś, co przychodzi w pewnym momencie samo. Tak było z muzyką i tak jest z papryką! (śmiech) Myślę, że tak jest też z wieloma innymi rzeczami, którymi się jaramy!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments